Wątek Sary to przerażająca historia o uzależnieniu od leków, opowiedziana w wiarygodny sposób.

Requiem dla snu

Czy farmaceuci łamią prawo umieszczając w aptekach pojemniki na przeterminowane leki?

Apteka jako śmietnik, śmieci...

Apteka to nie magiczny świat, do którego wchodzi się przez szafę, jak do Narnii, gdzie przestaje obowiązywać ekonomia.

Co Wy wiecie o prowadzeniu...

Czy produkowane własnoręcznie przez farmaceutę syropy i nalewki to już historia?

Syropy i nalewki od farmaceuty

Grzegorz Pakulski - Wojewódzki Inspektor Farmaceutycznych w Poznaniu (fot. Łukasz Waligórski)

Łatwiej kontrolować apteki...

Recenzja książki „Aptekarz” Tomasza Stężały

Recenzja książki „Aptekarz” Tomasza Stężały

Są książki, które można połknąć na raz, w ciągu jednego wieczoru lub nocy. Są wciągające, emocjonujące, szybko się je czyta i często szybko zapomina. Innymi można się delektować przez kilka dni lub męczyć tygodniami. „Aptekarza” Tomasza Stężały czytałam przez pięć dni, ale tylko dlatego, że nie miałam wystarczająco dużo czasu, żeby zrobić to w jeden. Gdybym jednak miała ten jeden wieczór, czy książka byłaby tego warta?

W Elbingu (czyli dzisiejszym Elblągu) przy ulicy Schmiedestrasse stała Apteka „Rats”. Jej właścicielem był szanowany farmaceuta Edmund Boehmer. Aptekarz wraz z synem Horstem, również farmaceutą, prowadził spokojny biznes, dni monotonnie płynęły na sprzedaży, robieniu i zamawianiu leków oraz pomocy mieszkańcom Elbinga w leczeniu drobnych schorzeń. Wszystko zmieniło się pewnej styczniowej nocy 1945 roku, gdy ranny mężczyzna wpadł do apteki i nakazał właścicielom ratować nie jego, a cenne przedmioty, jakie były schowane w rozbitym samochodzie, które musiał porzucić niedaleko w rowie. W bagażniku samochodu ukryte były stare księgi, które wkrótce odwróciły życie Boehmerów do góry nogami. Niedługo potem rozpoczęła się ewakuacja Elbinga i do miasta wkroczyły wojska sowieckie, odpierane nieudolnie przez pozostałe na stanowiskach resztki armii niemieckiej.

Jestem pewna, że jednym z głównych zamierzeń autora było dokładne odtworzenie tych zdarzeń, bo książka wspaniale opisuje każdy dzień, każde odparcie lub poddanie ataku i bombardowania. W sposób bardzo plastyczny i pobudzający wyobraźnię oddaje atmosferę niszczonego dzień po dniu miasta, strach mieszkańców i ich sposoby na przeżycie. A w całym tym zamieszaniu wciąż gdzieś przewijają się tajemnicze księgi, pojawiają się i znikają, świetnie budując napięcie i wprowadzając wątek sensacyjno – kryminalny.

Tomasz Stężała to ciekawa osobistość. Pochodzący z Elbląga nauczyciel napisał i opublikował swoją pierwszą książkę („Elbing 1945”) głównie po to aby podzielić się odnalezionymi informacjami dotyczącymi historii miasta, która okazały się być nieco inne niż te powszechnie uważane za prawdziwe. Po sukcesie pierwszej książki napisał kolejne o podobnej tematyce i wszystkie cieszą się uznaniem oraz popularnością, nie tylko ze względu na przystępny, ciekawy sposób przekazu, ale też z powodu bardzo dobrego zrozumienia epoki, opisywanych realiów i świetnego zaplecza merytorycznego.

I w „Aptekarzu” widać doskonałe przygotowanie materiałów i tła historycznego. Lekkie pióro, dobre, obrazowe opisy pozbawione patosu i zbędnych informacji pozwalają czytelnikowi poznać każdą ważną dla fabuły osobę i wyrobić sobie o niej własne zdanie, a zamieszczone rysunki postaci pomagają wyobrazić sobie je dokładnie tak, jak autor sobie tego życzył. Dodatkową pomocą dla czytelnika są dodane na końcu książki zdjęcia opisywanych miejsc. Wątek cennych ksiąg, który jest głównym elementem fabuły czasami jednak przyćmiewają wydarzenia związane z podbiciem Elbinga, bo doprowadzając do zderzenia różnych światów – dawnego, średniowiecznego, tajemniczego i rzeczywistego, pełnego cierpienia, brutalności i walki o przeżycie, czytelnik zwróci większą uwagę na ten drugi - emocjonalnie bardziej go poruszy. Drastyczne opisy walki o życie czasami dominują wszystkie inne wątki.

Zaczynając czytać książkę miałam pewne wyobrażenie dotyczące jej treści. Tytuł był obietnicą, że znajdę w środku coś o kolegach po fachu z dawnych czasów, dowiem się czegoś więcej o tym jak wyglądało aptekarstwo pod koniec II wojny. Niestety spotkało mnie rozczarowanie. Owszem, pojawiło się kilka wzmianek, ale bardzo ogólnych, dotyczących historii apteki i jej właścicieli oraz tego na jakich zasadach prosperowała. Pod koniec wojny powszechnie brakowało zaopatrzenia w leki i substancje do ich wytwarzania, część aptekarzy ratowała się skupując rośliny od lokalnych zielarzy i tworząc z nich różne specyfiki, w większości na bazie spirytusu. O głównym bohaterze również dowiedziałam się niewiele, a o zawodzie jedynie to, że farmaceuci byli wówczas postrzegani jako osoby zaufane, wszechstronne, posiadające wiele umiejętności. Horst był doskonałym chemikiem i pracował w lazarecie, natomiast Edmund był wielkim miłośnikiem i znawcą historii, był biegły w łacinie. Dzięki tym umiejętnościom nie tylko wpakowali się w niezłe tarapaty, ale też dzięki nim przeżyli. Tak myślę. Bo po przeczytaniu książki nie jestem już pewna... Autor nie rozwiązał w sposób jasny i jednoznaczny głównego wątku.

Książka ma na końcu „cdn”. Prawdopodobnie ma to zachęcić czytelnika do sięgnięcia po kolejną pozycję, ale niestety nie jest to dla mnie satysfakcjonujące zakończenie. Spodziewałam się rozwiązania nie jednego czy dwóch wątków, jak dla mnie pobocznych, ale czekałam na „katharsis” - wyjaśnienie wątku głównego, które nie nadeszło. Co się stało z Edmundem, Horstem i księgami? Czy po przeczytaniu zakończenia te informacje wyparowały mi z głowy, czy rzeczywiście ich nie było? Na szczęście jest posłowie, które rzuca trochę światła na tę sprawę.

Niestety czasami, gdy nie ma wystarczająco dużo czasu na czytanie jednym ciągiem, gdzieś ucieka sens wydarzeń, akcja się rozwleka, gubią się wątki i po przeczytaniu książki czytelnik pozostaje z mętlikiem w głowie. Odnoszę jednak wrażenie, że to nie mój brak czasu, ale rzeczywiście czegoś w książce brakuje, jakiegoś dobrego spoiwa, które połączyłoby pewne elementy w płynną całość, a przede wszystkim – dobrego i mocnego zakończenia, które sprawiłoby, że książka stałaby się doskonała. Jednak za chęć pokazania zawodu aptekarza w czasach końca II wojny, za świetny język, opisy i wartką, wciągającą akcję chętnie polecę tę książkę. Wiele nauczyłam się z niej o samych wydarzeniach historycznych z tego okresu. Gdybym miała ten jeden cały wieczór i poświęciła go na czytanie „Aptekarza”, nie byłby to czas stracony. Książka jest tego warta.

Tytuł: „Aptekarz”
Autor: Tomasz Stężała
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 363

Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu mgr.farm jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.