Matka farmaceutka na urlopie

Matka farmaceutka na urlopie

Urlop urlopem, a farmaceuta – i tak w pracy. Od zawodu nie da się uciec nad morze, w góry czy, jak w moim przypadku – w pieluchy.

Mózg farmaceuty zawsze będzie działał tak samo, zawsze będzie pamiętał wszystko czego się nauczył, a wbudowany altruizm sprawi, że nawet wtedy, gdy powinniśmy odpocząć od problemów innych ludzi – dopadną nas. Od chorób, urazów, wypadków nie ma wakacji, więc nawet jeśli my akurat się relaksujemy, może trafić się pacjent (znajomy, ktoś z rodziny, przypadkowa osoba) proszący o poradę czy pomoc. Mój urlop nadal trwa – spędzam go w domu z synem (dwa lata) oraz córkami (dwa miesiące), pięćdziesiąt metrów od apteki, w której pracuję. Okazało się niedawno, że zupełnie niechcący zostałam osiedlowym dyżurującym magistrem farmacji.

Początki były niewinne – pacjenci podchodzili nieśmiało i rozpoczynali rozmowę od zapytania jak tam dzieci. Standardowy zestaw zawierał pytania dotyczące ich usposobienia (czy są grzeczne?), nawyków żywieniowych (czy jedzą?) oraz nocnego życia (czy śpią?). Pod pozorem uprzejmego zainteresowania krył się jednak interes. Po otrzymaniu z mojej strony stosownej odpowiedzi, okazywało się, że u nich z kolei – nie najlepiej… I tym podstępnym sposobem opowiadali mi o swej niedoli oraz prosili o poradę. Potem, czasem już nawet z odległości dwustu metrów, potrafili wypatrzyć mój wózek (choć tak po prawdzie nie trzeba go specjalnie wypatrywać, jest tak wielki, że sam się rzuca w oczy) i wykonując przeróżne figury gimnastyczne skłonić mnie do zatrzymania się i wysłuchania kolejnej opowieści. Myśl o tym zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

Od kiedy jestem na urlopie, bardziej niż kiedykolwiek widzę, że jest wiele takich osób, które lepiej się czują w obecności magistra farmacji, gdy nie dzieli ich zimna szyba, profesjonalna postawa i poważny biały kitel. Łatwiej jest im się otworzyć, gdy widzą, że farmaceuta to człowiek taki jak każdy inny, czasem z plamami od batonika wytartego małą rączką w spodnie i rozlanego na bluzce mleka. Podchodzą wtedy bez skrępowania i pozbawieni aptecznej nieśmiałości pytają o swoje problemy.

Nie zraża ich determinacja w moich oczach, gdy usiłuję upchnąć dwa foteliki z rozkrzyczanymi niemowlakami do samochodu i jednocześnie uniemożliwić starszakowi odpalenie go i odjechanie w siną dal, ani to, że często podczas rozmowy natężenie hałasu przekracza dopuszczalne normy. Wiedzą, że nie odmówię, nie wykręcę się i nie ucieknę (fizycznie jest to niewykonalne, bo jak to zrobić z całym tym sprzętem?). I już nawet mi to nie przeszkadza. Miło jest cieszyć się autorytetem, mimo panującej wokół mnie aury dziecięcej beztroski i zabawy. Okazuje się, że nawet siedząc po kolana w piachu, z łopatką w dłoni albo wracając z wyprawy do lasu z rozwianym włosem, wizerunek farmaceuty może pozostać nieskazitelny.

Farmaceutki odchodzące na urlopy macierzyńskie często obawiają się, że utracą kontakt z zawodem, wypadną z obiegu i będą miały zaległości. Ja też się bałam. Nasza praca wymaga, żeby być cały czas na bieżąco z nowymi preparatami, zaleceniami, przepisami i stale się doszkalać, a to z niemowlęciem w domu nie jest łatwe. Widzę jednak, że nie ma się czego obawiać – zawsze znajdą się pacjenci, którzy zadbają o nas w tym aspekcie, bo niezależnie od sytuacji farmaceuta tak naprawdę nigdy nie odpoczywa od zawodu.

Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu mgr.farm jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.