REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
czw. 11 lipca 2024, 14:02

Zwiększenie dostępności do naloksonu receptą na „fentanylową epidemię” w Polsce?

Próby ograniczenia pozamedycznego stosowania fentanylu trwają. Do końca lipca mają powstać przepisy, które uniemożliwią wydawanie recept na opioidy przez receptomaty. Tymczasem dyrektor Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom wskazuje, że warto zwrócić uwagę na dostęp do naloksonu…

Wśród grup zawodowych, które będą mieć dostęp do tego ratującego życie leku, znaleźli się policjanci, strażnicy więzienni, ratownicy medyczni, a także farmaceuci (fot. Shutterstock).
Wśród grup zawodowych, które będą mieć dostęp do tego ratującego życie leku, znaleźli się policjanci, strażnicy więzienni, ratownicy medyczni, a także farmaceuci (fot. Shutterstock).

Wciąż czekamy na zmiany uszczelniające system e-recept, które planuje Ministerstwo Zdrowia. Dzięki nim lekarze nie będą mogli wypisywać środków odurzających – w tym opioidów – podczas teleporady. Możliwe to będzie wyłącznie na podstawie standardowej konsultacji lekarskiej. Według Piotra Jabłońskiego – dyrektora Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom – to nie jedyne rozwiązanie na tzw. „fentanylową epidemię”. Podkreśla on, że póki co nie możemy mówić o „epidemii” stosowania fentanylu w naszym kraju. Należy jednak mieć się na baczności. Jego zdaniem wkrótce kryzys opioidowy może objąć również Polskę.

REKLAMA

– Pojawiają się jednak nowe syntetyczne opioidy, np. nitazeny. To one w moim przekonaniu będą stanowić zagrożenie. Mamy coraz częstsze doniesienia z oddziałów toksykologicznych i psychiatrycznych o pacjentach uzależnionych właśnie od nitazenów. Trudno jednak precyzyjnie ocenić skalę problemu. Te osoby często nie wiedzą, że przyjmowały właśnie tę substancję. Są np. przekonani, że brali heroinę, a w rzeczywistości była to heroina z domieszką bardzo mocnego syntetycznego opioidu. – wyjaśnił Polskiej Agencji Prasowej Piotr Jabłoński.

Zwróćmy uwagę na nalokson…

Nie tylko szybkie wprowadzenie zmian w sprawie receptomatów może okazać się kluczowe dla zapobiegania nadużywania opioidów. Zdaniem dyrektora KCPU również zwiększenie dostępności do naloksonu – antidotum w przypadku zatrucia opioidem – będzie mieć znaczenie.

– Powinniśmy zwiększyć dostępność do naloksonu jak najszybciej, by miały go w domu osoby uzależnione, ale też np. ich bliscy – by reagować w razie potrzeby. Aby to było możliwe, należałoby też doprowadzić do polskiej rejestracji tego leku, bo obecnie dostępny jest tylko w wersji zarejestrowanej w Unii Europejskiej. A to znaczy, że jest droższy niż byłby po zarejestrowaniu go na polskim rynku – komentował Piotr Jabłoński.

REKLAMA
REKLAMA

Jednocześnie wskazuje on na błędny tok myślenia osób, które uważają, że upowszechnienie naloksonu może zmniejszyć lęk przed opioidami. Bo skoro jest antidotum, to można brać te substancje bez ryzyka…

– Z naloksonem chodzi o to, by pomóc człowiekowi w sytuacji zagrożenia jego zdrowia bądź życia. Skoro mamy środek, który może to zapewnić, to czemu z niego nie skorzystać? Może też nie ma co utrzymywać oddziałów odwykowych, bo to też przecież siatka asekuracyjna dla osób uzależnionych? Jestem absolutnie przeciwny takiemu sposobowi myślenia. Należy wybierać to, co jest korzystne dla pojedynczych ludzi i dla zdrowia publicznego. Uważam, że znacznie więcej korzyści jest w sytuacji, gdy mamy dostęp do skutecznych narzędzi ratowania ludzkiego życia, niż kiedy obawiamy się, że to może przyczynić się do tego, że ktoś będzie bardziej skłonny sięgnąć po jakąś substancję – mówił dyrektor KCPU.

Działanie naloksonu

Przypomnijmy za Piotrem Jabłońskim, że nalokson to antagonista receptorów opioidowych, który niweluje działanie zarówno pełnych agonistów, takich jak heroina czy morfin, jak i częściowych, np. buprenorfiny. Działa jako antidotum na depresję oddechową i krążeniową spowodowaną przez opioidy, a jednocześnie pozbawiony jest prawie całkowicie efektów ubocznych, nie wpływa negatywnie na inne funkcje organizmu ani nie wykazuje działania psychoaktywnego. Dostępny jest w postaci roztworów do iniekcji, tabletek oraz areozolu do nosa. Właśnie ta ostatnia postać uznawana jest za tę, która mogłaby być szerzej stosowana niż zastrzyki – także przez osoby bez podstawowej wiedzy medycznej. 

Źródło: DF/PAP

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA