REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 4 marca 2022, 11:47

Farmaceuci w punktach recepcyjnych i mobilne punkty opieki farmaceutycznej

Uchodźcy z Ukrainy, którzy trafiają do Polski często nie mają swoich leków lub nie znają ich polskich odpowiedników. Dlatego mgr farm. Rafał Hechmann chce, by w punktach recepcyjnych pojawiły się mobilne punkty opieki farmaceutycznej, w których farmaceuci udzielaliby pomocy Ukraińcom uciekającym przed konfliktem zbrojnym.

Zarzucenie Ukrainy lekami może długoterminowo mieć też negatywne konsekwencje dla tamtejszego sektora farmaceutycznego (fot. MGR.FARM)
Zarzucenie Ukrainy lekami może długoterminowo mieć też negatywne konsekwencje dla tamtejszego sektora farmaceutycznego (fot. MGR.FARM)

Od tygodnia obserwujemy ogromny zryw pomocy dla Ukrainy. W całej Polsce organizowane są zbiórki niezbędnych artykułów pierwszej potrzeby. W pomoc Ukraińcom zaangażowane są setki wolontariuszy i dziesiątki organizacji. Wielu Polaków poświęca swój czas i środki, by pomagać uchodźcom na granicy lub zapewnić im transport do wybranych destynacji. Są wśród nich także farmaceuci, którzy organizują zbiórki w swoich aptekach, przekazują materiały opatrunkowe lub sprzedają je bez marży.

REKLAMA

Jednym z pierwszych farmaceutów, którzy zareagowali na konflikt zbrojny na Ukrainie, jest Rafał Hechmann. Czytelnikom MGR.FARM jest dobrze znany – kilka lat temu był bohaterem artykułu publikowanego na naszych łamach, ale też sam napisał kilka felietonów. Spośród znanych nam farmaceutów, Hechmann jest tym, który ma zdecydowanie największe doświadczenie w niesieniu pomocy humanitarnej. Sam przez wiele lat był pracownikiem PAH, dostarczał pomoc w takich rejonach świata jak Strefa Gazy, Haiti, Somalia, Sudan Południowy, Libia czy… Ukraina (czytaj więcej: Dzielenie się jest normalne).

Rafał Hechmann już w pierwszych dniach zorganizował zbiórkę pieniędzy na pomoc Ukrainie. Na stronie farmaceuci.org zamieścił też ważne informacje pozwalające innym nieść „mądrą pomoc”. Strona ta jest zresztą projekcją jego wieloletniego pragnienia połączenia zawodu farmaceuty z niesieniem pomocy humanitarnej.

– Zawsze chciałem połączyć moje doświadczenia humanitarne z sektorem farmaceutycznym w Polsce. Wydaje mi się to czymś bardzo naturalnym, takie połączenie zawodu farmaceuty i zawodu pracownika humanitarnego. Zaspokajanie podstawowych potrzeb medycznych ludzi, którzy cierpią jest wspólnym mianownikiem tych dwóch zawodów, więc zawsze wydawało mi się rozsądne, żeby to połączyć – mówi w programie „Kwadrans z Farmacją”.

Mobilne punkty opieki farmaceutycznej

Jego zbiórkę wsparło kilka okręgowych izb aptekarskich. Rafał współpracuje z nimi też w zakresie wykorzystania potencjału farmaceutów w niesieniu pomocy humanitarnej Ukrainie. Pomysłów jest kilka.

– To nie jest tak, że te problemy znikną w ciągu 2-3 dni albo tygodnia i będziemy mieć to za sobą. Ukraina będzie potrzebowała naszej pomocy przez lata. Wiem też, że ta pomoc, ten zryw, się skończy wkrótce, więc chciałbym zaplanować coś na dłuższą metę. Chcielibyśmy skupić się na opiece farmaceutycznej ludzi, którzy przyjeżdżają do Polski praktycznie z niczym. Planujemy mobilny punkt opieki farmaceutycznej w Katowicach, ale rozmawiam też z Podkarpacką Izbą Aptekarską, żeby zrobić coś takiego na przejściach granicznych – wyjaśnia Hechmann dodając, że ze względu na położenie geograficzne to właśnie ta izba jest najbardziej zaangażowana w pomoc Ukraińcom.

Aktualnie trwają poszukiwania farmaceutów, którzy byliby gotowi pełnić dyżury w takich punktach opieki farmaceutycznej. Na miejscu zajmowaliby się przede wszystkim przeglądaniem leków, jakie Ukraińcy zabrali ze sobą, szukaniem ich polskich odpowiedników, ale też doradzaniem w drobnych dolegliwościach (czytaj również: Polscy farmaceuci organizują pomoc dla Ukrainy!).



– Ci ludzie przyjeżdżają do Polski z niczym. Często chorzy są na choroby przewlekłe. Taki punkt opieki farmaceutycznej to nic innego, jak robienie im przeglądów lekowych. Jak informowanie, gdzie mogą uzyskać recepty na swoje leki na choroby przewlekłe, znalezienie im odpowiedników polskich, bo czasem te leki się po prostu zupełnie inaczej nazywają. Ci ludzie mają tylko opakowanie ze sobą – wyjaśnia farmaceuta.

REKLAMA
REKLAMA

Rafał sam kilka dni temu był w punkcie recepcyjnym w Katowicach, gdy akurat przyjechali uchodźcy z chorymi i gorączkującymi dziećmi. Na miejscu był tylko ratownik medyczny, który nie miał przy sobie leków pediatrycznych. W takich sytuacjach pomocni mogą być farmaceuci, którzy mogą zaordynować leki dostępne bez recepty na gorączkę lub skierować chorych do odpowiedniej placówki systemu opieki zdrowotnej.

Leki ze zbiórek się zmarnują

Wśród wielu indywidualnych inicjatyw organizowanych w celu pomocy Ukrainie, pojawiły się też zbiórki leków. Zdaniem ekspertów mogą one jednak przynieść więcej problemów niż korzyści. Ministerstwo Zdrowia wraz z Głównym Inspektorem Farmaceutycznym oraz Urzędem Rejestracji Produktów Leczniczych zaapelowało, by takich zbiórek nie organizować. Leki na Ukrainę będą bowiem dostarczane przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych. Z kolei Rafał Hechmann uważa, że leki z takich zbiórek się zmarnują (czytaj więcej: Indywidualne zbiórki leków dla Ukrainy niewskazane! Ministrowie apelują…).

– Farmaceuci jeszcze potrafią wyłuskać te najważniejsze leki, które być może się przydadzą. Ale te leki trafiają potem gdzieś do jakiegoś większego punktu, później jeszcze większego i robi się straszny wolumen tych leków. W rezultacie potrzeba ludzi, którzy muszą leki posegregować, muszą te leki przewieźć. Kolejni ludzie muszą te leki tam na Ukrainie posegregować i muszą je rozpoznać. Bo te leki są opisane niestety po polsku. Już nawet nie mówię o tym, że wczoraj widziałem w mediach zdjęcia ze zbiórek, gdzie były po prostu suplementy diety i otwarte opakowania leków. Ludzie niestety opróżniają swoje apteczki i przynoszą na takie zbiórki przeterminowane leki nasercowe. Do tego to są leki opisane po polsku i leki, których nie zna się na Ukrainie – wyjaśnia Hechmann.

Zarzucanie lekami nic nie da

Z doświadczenia farmaceuty, wynikającego z pracy w organizacjach niosących pomoc humanitarną wynika, że leki to zawsze duży problem. Rafał Hechmann wspomina badania, które przeprowadzał w 2004 roku na Sri Lance, w trakcie kryzysu wywołanego tam przez Tsunami, nad celowością i skutkiem darowizn leków (czytaj również: Lekowe tsunami).

– Niestety konsekwencje były takie, że szpitale zostały zamienione na magazyny leków, które dwa lata po tym tsunami gniły w tych szpitalach na salach operacyjnych. Sale operacyjne były nieużywane, gabinety lekarskie były nieużywane, pacjenci leżeli nawet na korytarzach, bo sale w szpitalach były zamienione właściwie w magazyny gnijących leków – mówi farmaceuta.

Jego zdaniem zarzucenie Ukrainy lekami może mieć też negatywne konsekwencje dla tamtejszego sektora farmaceutycznego. Dlatego leki powinny być centralnie segregowane i wysyłane do konkretnych beneficjentów – określonych placówek ochrony zdrowia. Najgorszym z możliwych pomysłów jest próbowanie samodzielnego wwożenia leków z indywidualnych zbiórek do Ukrainy (czytaj równie: Leki ze zbiórek nie trafią na Ukrainę! Minister apeluje do lekarzy i aptekarzy…).

– Nie róbmy tych zbiórek, jeżeli faktycznie uzbieraliśmy lejki to oddawajmy je do magazynów Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. One mają powstać w każdym mieście wojewódzkim. To jest szansa, że one tam zostaną po prostu posegregowane i te najważniejsze leki pojadą na Ukrainę – przekonuje Rafał Hechmann.

©MGR.FARM

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA