Niespełna rok temu w mediach ogólnopolskich można było przeczytać nagłówki o farmaceucie, który odkrył „Skarb z Bochni”. Tym farmaceutą był Wojtek Budzyn. O kulisach tego odkrycia, ale też swojej obecnej pracy i farmaceutycznych korzeniach, rozmawiał niedawno z nami na łamach Magazynu MGR.FARM.
Jak w przypadku wielu farmaceutów, decyzja o podjęciu studiów farmaceutycznych przez Wojtka Budzyna opierała się głównie na względach pragmatycznych. Piętnaście lat temu, gdy pisał maturę, rynek aptek w Polsce rozwijał się bardzo dynamicznie, a wiązanie swojej przyszłości z tym sektorem wydawało się stabilnym, dobrym i bezpiecznym posunięciem. Farmacja dawała perspektywę pewnego zawodu, otwierając jednocześnie wiele różnorodnych ścieżek kariery. Same studia okazały się jednak ogromnym wyzwaniem intelektualnym, wymagającym przyswojenia zaawansowanej wiedzy z zakresu chemii, fizyki i biologii, co wszechstronnie rozwijało człowieka.
– Na studiach „nauczyłem się uczyć”: szybko wyszukiwać i – co najważniejsze – weryfikować informacje i wyciągać na ich podstawie wnioski. To są umiejętności, z których korzystam zarówno w pracy, jak i podczas poszukiwań – wspomina Wojtek.
Nadchodzą wielkie zmiany dla farmaceutów
Pożegnanie z apteką na rzecz pasji twórczej
Od razu po ukończeniu studiów Wojtek Budzyn znalazł zatrudnienie w jednej z sieci aptek w Krakowie, gdzie przepracował pięć lat. Środkowy okres jego aktywności zawodowej przypadł na trudny czas dwóch lat pandemii, a ostatni rok spędził, pracując w aptece tej samej sieci w Brzesku. Choć praca ta gwarantowała stabilizację, z czasem zaczęło narastać w nim zmęczenie samym systemem funkcjonowania aptek. Ciągły pośpiech, olbrzymia odpowiedzialność, praca w święta, niedziele oraz regularne dyżury do godziny 22:00 zaczęły dawać się we znaki.
W 2023 roku nadarzyła się okazja do wejścia w branżę kreatywną i pełnego wykorzystania doświadczenia, które do tej pory rozwijał wyłącznie hobbystycznie. Bez dłuższego wahania złożył wypowiedzenie w aptece i postanowił spróbować swoich sił w obszarze, który od zawsze był mu bliski. Początki tej pasji sięgają roku 2004, kiedy otrzymał od rodziców pierwszy aparat cyfrowy Kodak, nagrywający trzydziestosekundowe filmy w rozdzielczości 240p. Choć jakość nagrań drastycznie różniła się od dzisiejszych standardów, samo rejestrowanie obrazu, montaż i opowiadanie historii sprawiały mu ogromną frajdę.
Przez lata, równolegle z nauką w liceum i na studiach, rozwijał techniczne umiejętności twórcze – od profesjonalnego tworzenia muzyki, po montaż, animację i grafikę 3D, robiąc to po godzinach dla własnej satysfakcji.
Aktualnie były farmaceuta z powodzeniem pracuje w branży kreatywnej, zajmując się produkcją filmową, postprodukcją, animacją 3D oraz tworzeniem zaawansowanych wizualizacji architektonicznych. Realizuje filmy reklamowe, wizerunkowe i dokumentalne dla przedsiębiorstw, a w swojej codziennej pracy łączy tradycyjne techniki z nowoczesnymi narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji. Odnosi się również sceptycznie do powszechnego przekonania, że zamiana pasji w zawód niszczy całą magię i zaczyna człowieka męczyć
– Nie wszystkie zawody obciążają człowieka w takim samym stopniu. Jedne wiążą się z większą odpowiedzialnością, presją i kosztem psychicznym, inne pozwalają pracować w sposób bardziej komfortowy i lepiej dopasowany do własnych predyspozycji – mówi Wojtek.
Zaszczepiona miłość do historii i pierwszy impuls
Zainteresowanie przeszłością Wojtek Budzyn wyniósł z domu rodzinnego, gdzie od zawsze przywiązywano dużą wagę do dawnych dokumentów, fotografii oraz genealogii. Historie przodków były na tyle barwne i przejmujące, że mogłyby stać się scenariuszem niejednego filmu przygodowego lub wojennego. Od najmłodszych lat fascynowało go odkrywanie, co znajdowało się w danym miejscu kilkadziesiąt czy kilkaset lat temu, co skutkowało zbieraniem dawnych map oraz zdjęć Bochni i Krakowa w celu porównywania ich z obecnym krajobrazem.
Prawdziwy początek przygody z poszukiwaniami za pomocą wykrywacza metali miał jednak bardzo przypadkowy charakter. Wszystko zaczęło się od znalezienia „na oko” w lesie pierwszowojennej łuski naboju do karabinu Mosin. Traf chciał, że znalezisko spoczywało w miejscu, gdzie w 1914 roku toczyły się ciężkie walki podczas operacji limanowsko-łapanowskiej. Świadomość, że pamiątka historyczna leżała bezpośrednio na powierzchni ziemi, zrodziła w nim myśl, iż pod ziemią musi kryć się znacznie więcej śladów tamtych wydarzeń. Naturalną konsekwencją tej refleksji był zakup profesjonalnego wykrywacza metali.
Kulisy odkrycia „Skarbu z Bochni” i inne cenne znaleziska
Głośny medialnie „skarb z Bochni” stał się największym sukcesem w dotychczasowej działalności poszukiwawczej Wojtka Budzyna. Choć sprawa zyskała gigantyczny rozgłos, sam odkrywca precyzuje jej przebieg z pełną skromnością i precyzją. Sygnał w ziemi namierzył bowiem za pomocą wykrywacza jego ojciec, który stał wtedy parę metrów obok. Decyzję o podjęciu próby wykopania przedmiotu podjęli wspólnie, natomiast wyłączną zasługą Wojtka było wytypowanie konkretnego obszaru do prowadzenia poszukiwań oraz fizyczne wyciągnięcie średniowiecznego skarbu z dołka.
Ziemia małopolska skrywa pamiątki z niemal każdej epoki, jako że ślady ludzkiej obecności sięgają tutaj paleolitu. Choć Wojtka Budzyna najbardziej fascynują czasy najdawniejsze – takie jak epoka brązu, okres wpływów rzymskich, wędrówki ludów czy wczesne średniowiecze – jego dotychczasowy dorobek poszukiwawczy jest imponujący. Do najważniejszych artefaktów, jakie udało mu się odnaleźć, należą rzymskie denary, starożytne fibule z okresu wędrówek ludów, a także przepiękna i bogato zdobiona bransoleta z brązu sprzed około 3500 lat.
Ostatnio do tej chlubnej listy dołączył także złoty dukat Franciszka Józefa wybity w 1869 roku. Wszystkie te niezwykłe odkrycia autor dokumentuje i udostępnia szerokiej publiczności na swoich profilach w mediach społecznościowych prowadzonych pod nazwą „Na Tropie Skarbów”.
Legalność, koszty i bezcenny czas
Szeroka popularność filmów na kanale „Na Tropie Skarbów”, z których niektóre osiągają miliony wyświetleń, może stwarzać pozory, że szukanie skarbów jest banalnie proste, a do sukcesu wystarczy jedynie zakup sprzętu i spacer do pobliskiego lasu. Wojtek Budzyn kategorycznie wyjaśnia jednak, że inwestycja finansowa w sprzęt to raczej sprawa drugoplanowa. Wybór detektorów jest ogromny, a przedział cenowy szeroki – urządzeniem za 1500 zł można tak samo znaleźć skarb jak detektorem za 10 tysięcy złotych. Prawdziwą, najkosztowniejszą inwestycją w tej pasji jest czas.
Wyjście w teren z wykrywaczem to zaledwie ostatni etap i wierzchołek góry lodowej całego przedsięwzięcia. Poszukiwania zabytków z użyciem wykrywacza bezwzględnie wymagają odpowiednich pozwoleń. Wszystkie działania ekipy prowadzone są w pełni legalnie, pod nadzorem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (WKZ), a w przypadku terenów leśnych – we współpracy z Lasami Państwowymi. Aby sformalizować te działania i nadać im wyższy status, w 2023 roku wraz z grupą pasjonatów założył Bocheńskie Stowarzyszenie Poszukiwaczy „STATER”. Członkowie stowarzyszenia szukają wspólnie, wymieniają się wiedzą oraz nawiązali owocną współpracę z muzeami, samorządami i instytucjami, dzięki czemu ich hobby przynosi wymierne korzyści dla ochrony lokalnej historii.
Ilość czasu potrzebna na obsługę tej pasji bywa przytłaczająca. Jeśli dołoży się do tego proces profesjonalnego nagrywania i montowania filmów na kanały społecznościowe, czasu permanentnie brakuje.
Pasja czysto społeczna i marzenia wykraczające poza schematy
Wokół tematu poszukiwań skarbów często krąży wiele mitów dotyczących rzekomych ogromnych zysków finansowych. W polskich realiach prawnych zabytki archeologiczne nie stają się własnością odkrywcy i pod żadnym pozorem nie można ich sprzedać kolekcjonerom – po zgłoszeniu trafiają do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, a następnie do muzeów. Sam Budzyn otwarcie deklaruje swój bezinteresowny stosunek do hobby.
– W moim przypadku odpowiedź jest prosta: nie zarobiłem na poszukiwaniach ani złotówki i nigdy nie otrzymałem nagrody za żadne z odkryć. Moje kanały w mediach społecznościowych nie są monetyzowane, nie prowadzę też płatnych współprac. Całą działalność finansuję sam, ponieważ traktuję to jako pasję, ale również pewną formę działalności społecznej i edukacyjnej – mówi Wojtek.
Główną motywacją twórcy „Na Tropie Skarbów” jest odczarowanie historii, która wielu osobom kojarzy się z czymś nudnym i stricte szkolnym. Pragnie ukazać, że odkrywanie przeszłości to fascynująca przygoda, a na ziemiach polskich działy się niezwykłe rzeczy na długo przed powstaniem państwa Mieszka I. Prawdziwą satysfakcję czerpie ze świadomości, że dokłada własną cegiełkę do poznawania i zachowania historii swojego regionu.





































Udostępnij tekst w mediach społecznościowych