W czerwcu 2019 r. Powiatowy Inspektor Sanitarny „pobrał” w aptece jedno opakowanie suplementu diety w ramach urzędowej kontroli żywności. Organ zamierzał przeprowadzić badanie fizykochemiczne oraz ocenę prawidłowości znakowania jego opakowania. Po jej wykonaniu okazało się, że próbka suplementu jest prawidłowa pod względem badanych parametrów. Stwierdzono jednak nieprawidłowości podczas oceny jego oznakowania.
Okazało się, że na opakowaniu pośrednim i bezpośrednim suplementu zamieszczono nazwę handlowa, która zawierała człon mogący być kojarzony ze stanem chorobowym – grypą. Mógł on również sugerować konsumentom właściwości lecznicze suplementu diety. Ponadto zdaniem inspekcji sanitarnej użyte sformułowanie jest określeniem powszechnie stosowanym w oznakowaniu leków i oznacza „we wzmocnionej dawce”.
Suplement oznakowany jak lek?
Zdaniem inspekcji sanitarnej takie oznakowanie suplementu diety naruszało rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1169/2011 z dnia 25 października 2011 r. w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności. Sanepid wskazywał też, że powiadomienie o zamiarze wprowadzenia po raz pierwszy do obrotu na terytorium RP suplementu diety jest w trakcie rozpatrywania przez Głównego Inspektora Sanitarnego i znakowanie produktu może zostać zakwestionowane. Natomiast prawo ochronne na zastosowany znak towarowy posiadane przez producenta, obejmuje produkty farmaceutyczne, preparaty dietetyczne i witaminowe oraz napoje lecznicze, z którymi nie można utożsamiać suplementów diety (czytaj więcej: Co by było gdyby… nie było suplementów diety?).
W związku ze stwierdzonymi niezgodnościami z przepisami prawa żywnościowego, organ pierwszej instancji obciążył firmę opłatą za pobranie próbki i ocenę prawidłowości oznakowania suplementu diety w łącznej wysokości 69,00 zł. Producent odwołał się do tej decyzji do Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego, który utrzymał w mocy decyzję Powiatowego. Potwierdził, że zastosowane w nazwie suplementu diety określenie jednoznacznie może być kojarzone z jednostką chorobową, tj. grypą, a tym samym może sugerować konsumentom właściwości lecznicze, których produkt nie posiada.
– Powiązanie suplementu diety z jednostką chorobową może wywrzeć u przeciętnego konsumenta przeświadczenie, że ma styczność z produktem posiadającym właściwości zapobiegania lub leczenia chorób u ludzi. Na taką ocenę wpływa także opakowanie produktu, w tym użycie w głównym polu widzenia określenia […] podkreślającego zwiększoną moc, czy też skuteczność produktu oraz wzmocnionego przekazem „wysoka zawartość witaminy C”. Podano w sposób wyróżniony (wielkość i grubość czcionki, główne pole widzenia, kolor czcionki), szczególnie na tle małego napisu „suplementy diety”, że witaminy C jest 850 mg – czytamy w aktach sprawy opinię Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego.
Wskazał on, że nazwa produktu stanowi w istocie rodzaj niedopuszczalnego oświadczenia medycznego czy leczniczego i nie sposób dopatrzyć się w niej cech oświadczenia zdrowotnego. Nazwa ta nie jest neutralna pod względem odniesienia jej do stanu zdrowia ludzi i wyraźnie odwołuje się do jednostki chorobowej, jaką jest grypa. Sugeruje tym samym właściwości lecznicze czy też zapobiegania tej chorobie (czytaj więcej: 4125 przebadanych suplementów diety. Ile nie spełniało wymagań?).
Decyzja inspekcji była przedwczesna…
Firma zaskarżyła obie decyzje inspekcji sanitarnej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ten uznał, że skarga zasługuje na uzasadnienie. Wskazał, że opłata za czynności wykonywane w ramach urzędowych kontroli żywności może być nałożona na dany podmiot tylko w razie wykrycia uchybień w zakresie przepisów prawa żywnościowego.
– Opłata może być zatem ustalona jedynie wtedy, gdy w obrocie prawnym funkcjonuje już ostateczna decyzja, stwierdzająca naruszenie tych przepisów. Oznacza to, że decyzja obciążająca dany podmiot opłatą za czynności kontrolne musi zostać poprzedzona rozstrzygnięciem, co do naruszenia przez stronę przepisów prawa żywnościowego. Naruszenie przepisów prawa żywnościowego jest bowiem przesłanką obciążenia strony opłatą za czynności kontrolne – wskazał WSA.
Naruszenia przepisów prawa żywnościowego nie mogą wynikać jedynie z uzasadnienia decyzji, obciążającej stronę kosztami czynność kontrolnych. Z tego względu decyzję ustalającą koszty wydaje się dopiero, gdy rozstrzygnięcie o samym obowiązku stanie się ostateczne. Tymczasem w tej konkretnej sytuacji firma została obciążona kosztami czynności kontrolnych, bowiem kontrolujący uznali, że doszło do niezgodności z przepisami prawa żywnościowego. Opis stwierdzonych nieprawidłowości z podaniem przepisów prawnych, które naruszono zawarto w piśmie organu pierwszej instancji z dnia 10 września 2019 r. – orzeczenie o jakości zdrowotnej środka spożywczego do sprawozdania z badań z dnia 15 lipca 2019 r. W końcowej ocenie produktu wskazano: „zdyskwalifikowany” (czytaj również: DGP: czy samoregulacja rynku suplementów diety to dobry pomysł?).
– Orzeczenie to nie zawiera jednak elementów koniecznych dla decyzji administracyjnej, wynikających z art. 107 § 1 k.p.a. Mianowicie nie zawiera oznaczenia strony, rozstrzygnięcia, pouczenia o środkach zaskarżenia oraz podpisu pracownika organu upoważnionego do wydawania decyzji – wylicza WSA.
Sąd uznał zatem, że skoro w chwili orzekania przez organy obu instancji nie pozostawała w obrocie prawnym ostateczna decyzja administracyjna właściwego organu, stwierdzająca naruszenie przepisów prawa żywnościowego, to organy nie miały podstaw do wszczęcia postępowania w przedmiocie ustalenia opłaty za czynności wykonane w ramach urzędowej kontroli żywności. Przedwczesne było tym samym wszczęcie postępowania i orzekanie w przedmiocie ustalenia opłaty za czynności kontrolne (czytaj również: Rynek suplementów to Dziki Zachód).
Sygn. akt IV SA/Wr 145/20
©MGR.FARM










