Europa, w tym Polska, jest uzależniona od dostawy substancji czynnych z Chin oraz Indii. Już dawno krajowi producenci leków ostrzegają, że tego typu zależność w końcu odbije się nam czkawką. Już bardzo niedługo możemy się o tym przekonać (czytaj więcej: Ameryka chce uniezależnić przemysł farmaceutyczny od Chin – czas także na nas).
Czas zacząć oszczędzać leki
Moce produkcyjne Chin są obecnie ograniczone, a Indie całkowicie wstrzymały produkcję surowców w fabrykach farmaceutycznych do 14 kwietnia. W związku z tym wznowienie produkcji wypadnie najwcześniej w maju. Jednak ten okres pewnie zostanie wydłużony (czytaj więcej: RTR PLUS jako ochrona krajowych producentów leków przed skutkami epidemii). Indie są głównym dostawcą surowców powszechnie używanych w produkcji paracetamolu oraz ibuprofenu, więc skutki wyłączenia produkcji będą poważne.
Część producentów leków poinformowała już niektóre placówki ochrony zdrowia, głównie jednoimienne szpitale zakaźne, że zaleca się oszczędne gospodarowanie wskazanymi produktami leczniczymi. „Z uwagi na ograniczenia produkcyjne niezależne od producenta apelujemy o używanie leków jedynie w sytuacjach niezbędnych (…). Z przykrością informujemy, że realizacja dostaw jest niepewna i nie można wykluczyć, że pod koniec maja nie będziemy w stanie dostarczać wymienionych produktów leczniczych” – czytamy w piśmie wysłanym przez jednego z polskich producentów.
Na razie braków nie ma…
− Pozyskujemy też z Indii surowce do produkcji antybiotyków, które mogą ratować życie. Na przykład sól erytromycyny (do leczenia zakażeń dróg oddechowych, zakażeń skóry, układu moczowego i przy zakażeniach pooperacyjnych), acyklowir (na półpasiec i opryszczkę) – wylicza Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. Ponadto są to też amoksycyklina i doksycyklina które mogą ratować życie w przypadku infekcji dróg oddechowych, neomycyna stosowana przy zakażeniach ran oraz ryfampicyna na gruźlicę.
Jak twierdzi Tomków, obecnie nie brakuje leków z tymi substancjami (czytaj również: Jeśli zabraknie leków, polscy producenci potraktują nasz rynek priorytetowo). Jednak bardzo ważne jest to, żeby ani pacjenci, ani lekarze nie ulegali presji i nie wypisywali ton recept na leki, które są zagrożone brakiem dostępności lub wykazują skuteczność w walce z koronawirusem.
Kolejny kryzys przed nami?
Profesor Zbigniew Fijałek z WUM, dyrektor Narodowego Instytutu Leków w latach 2005–2015, boi się czarnego scenariusza. Jego zdaniem rodzima produkcja surowców w żadnym razie nie wystarcza dla zabezpieczenia podstawowych potrzeb zdrowotnych Polaków. − Jeśli Chiny i Indie jednocześnie zablokowałyby dostawy, to nasze szpitale mogłyby się zamknąć, bo nie byłoby czym leczyć − dodaje.
Ekspert ostrzega też przed tym, że gdy będziemy myśleli, że pokonaliśmy koronawirusa, może okazać się, że znajdziemy się w kolejnej kryzysowej sytuacji. Zabraknie leków do leczenia bardzo niebezpiecznych chorób (czytaj również: Nie będzie zakłóceń w zaopatrzeniu w leki w związku z epidemią koronawirusa).
DGP przypomina, że przed wybuchem epidemii rząd zapowiedział wzmocnienie polskiego sektora farmaceutycznego w celu umożliwienia produkcji surowców do leków i uniezależnienia się od azjatyckiej produkcji. Jednak plan ten nie został jeszcze zrealizowany, a jego realizacja prawdopodobnie zajęłaby co najmniej trzy lata.
Źródło: IK/serwisy.gazetaprawna.pl










