REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 17 grudnia 2021, 11:11

Laik powinien ufać ekspertowi, czyli o błędach poznawczych i innych pułapkach nauki…

Nieistotne publikacje naukowe coraz częściej wykorzystywane są do uwiarygadniania wątpliwych teorii, promowanych przez środowiska antyszczepionkowe. Pokazał to niedawno przypadek amantadyny. Falsyfikowanie nauki nie jest niczym nowym. Jakie mechanizmy za nim stoją i w jaki sposób weryfikować źródła wiedzy?

Niestety nie ma prostego sposobu na zweryfikowanie rzetelności cytowanego badania naukowego (fot. screen)
Niestety nie ma prostego sposobu na zweryfikowanie rzetelności cytowanego badania naukowego (fot. screen)

Od kilku tygodni wiele mówi się o rzekomej skuteczności amantadyny w leczeniu COVID-19. Jako dowód wskazywana jest prac na ten temat opublikowaną w czasopiśmie “Communications Biology”, pod dość jednoznacznym tytułem „Amantadyna ma potencjał w leczeniu Covid-19, ponieważ hamuje kanał jonowy kodowany przez SARS-CoV-2″. Zawarte w niej tezy były wielokrotnie powielane i komentowane, jako potwierdzenie skuteczności leku, choć samo badanie opierało się wyłącznie na badaniach in vitro na oocytach żaby (czytaj również: Amantadyna w COVID-19? Euforia oparta na niewiedzy…).

REKLAMA

Eksperci jednoznacznie wskazywali, że praca ta nie dostarcza żadnych nowych i wiarygodnych dowodów na poparcie tytułowej tezy. W rezultacie ostatecznie nawet jej autorzy zdecydowali się skorygować jej tytuł i treść – przyznając się niejako w ten sposób do wprowadzenia czytelników błąd.

Klasyczny błąd poznawczy

Okazuje się, że tego typu sytuacje euforycznego cytowania prac naukowych o niskim znaczeniu, zdarzają się częściej. W ocenie Łukasza Sakowskiego – twórcy strony „To Tylko Teoria” oraz plebiscytu na „Biologiczną Bzdurę Roku” – mechanizm w takich przypadkach jest podobny.

– Każdy chyba człowiek popada w taki błąd poznawczy, polegający na tym, że skłaniamy się ku argumentom czy dowodom, które bardziej popierają nasze tezy, w które wcześniej wierzyliśmy – mówi Sakowski w programie „Kwadrans z Farmacją”.

Jako przykład podaje właśnie amantadynę. Jego zdaniem wiele osób po pierwszych doniesieniach o amatadynie w COVID-19 uwierzyło, że lek jest skuteczny. Mogło to być połączone też ze sceptycznym podejściem tych osób do szczepień – bo skoro jest tani, dostępny i skuteczny lek, to po co się szczepić?

– Taka osoba będzie się podpierać tym argumentem, który potwierdza to nastawienie, nawet jeśli to bardzo słaby dowód – uważa ekspert.



Pandemia sprzyja falsyfikacji nauki

W ocenie Łukasza Sakowskiego, który jest również autorem „Bioksiążki”, w czasie pandemii pojawiały się liczne reprinty prac naukowych o niskiej wiarygodności, które były przesadnie gloryfikowane. Jedno z takich badań wskazywało chociażby na to, że koronawirus, z którym mamy do czynienia, mógł być stworzony sztucznie przez człowieka w laboratorium za pomocą inżynierii genetycznej.

– Ta praca została mocno skrytykowana i ostatecznie jej w ogóle nie opublikowano poza tym preprintem, ale ludzie ją podchwycili i była bardzo szeroko przez pewien czas rozpowszechniana, jako dowód na to, że koronawirus został sztucznie stworzony po to właśnie, żeby tę pandemię stworzyć celowo – opowiada Sakowski.

REKLAMA
REKLAMA

Jego zdaniem problemem są też publikacje, które wiedzę oczywistą i znaną od dawna, przedstawiają jako coś nowego i doniosłego. Wzbudzają one często sensacje, choć nie zawierają żadnych sensacyjnych treści (czytaj również: Fakenewsy, amantadyna i foliarze…).

– Taka jest budowana wokół tego narracja i myślę, że tak mogło być właśnie z tą amantadyną. Znam też inny przypadek, mianowicie w 2015 roku wyszła publikacja w “Nature”, w dziale publicystycznym, że nie ma dwóch płci, tylko to jest bardziej skomplikowane. Autorka tej pracy po prostu napisała o tym, że istnieje interpłciowość, czyli różne zaburzenia rozwoju płciowego. To są rzeczy wiadome od dawna i nie wnoszą nic nowego, ale nadała temu nową narrację, że nie ma płci dwóch, tylko jakieś spektrum. I ludzie to udostępniają w ogóle tego nie rozumiejąc, jako dowód na to, że rzekomo płci jest wiele – opowiada w programie „Kwadrans z Farmacją”.

Jak weryfikować źródła informacji?

Zdaniem Łukasza Sakowskiego niestety nie ma prostego sposobu na zweryfikowanie rzetelności cytowanego badania naukowego. Pod uwagę trzeba bowiem brać wiele czynników, które dla laika mogą okazać się zbyt skomplikowane.

– Nawet jakby takie coś istniało, to podejrzewam, że i tak spora część osób, które są nastawione na jakiś konkretny rezultat, to będą przy nim obstawały. Nawet jeżeli taka np. prosta aplikacja by im pokazała, że dane badanie jest nie do końca rzetelne czy słabe metodologiczne albo niewiele dowodzi – mówi Sakowski.

Jego zdaniem weryfikując pracę naukową warto na pewno sprawdzać to, w jakim czasopiśmie została ona opublikowana. Czy to jest czasopismo, które ma recenzowane publikacje naukowe. Kolejną sprawą jest, to jaki dział tego czasopisma. Często posiadają one bowiem zarówno działy naukowe, jak i newsowe czy publicystyczne (czytaj również: Eksperci z inicjatywy Nauka Przeciw Pandemii wypowiedzieli się na temat szczepionek i moralności).

W ocenie Łukasza Sakowskiego w kwestiach specjalistycznych warto jednak przede wszystkim polegać na ekspertach w danej dziedziny i ich opiniach. Nikt bowiem nie jest w stanie specjalizować się w każdej dyscyplinie nauki. Tylko osoby wyspecjalizowane są czasem w stanie ocenić wartość i wiarygodność pracy naukowej.

©MGR.FARM

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA