Temat kradzieży leków z fabryk opisują dziennikarze Gazety Prawnej: Patryk Słowik i Jakub Styczyński. Jak wskazują, że na początku lutego Policja poinformowała o zatrzymaniu 13 osób należących do zorganizowanej grupy trudniącej się handlem fałszywymi lekami. W trakcie śledztwa okazało się, że część leków leków była pozyskiwana przez nich poprzez kradzieże z zakładów produkcyjnych (czytaj również: Kryminalistyczne oblicze farmacji w najnowszym MGR.FARM).
– Ustaliliśmy, że w trakcie wspomnianego wyżej śledztwa funkcjonariusze polskiej policji wykryli kolejne kradzieże w fabryce leków w Kutnie. Produkowane są w niej medykamenty z zakresu pulmonologii, kardiologii, gastrologii, neurologii, dermatologii oraz ginekologii – piszą dziennikarze.
Z relacji rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Poznaniu wynika, że przeszukano pomieszczenia zajmowane przez dwóch podejrzanych w tej sprawie będących pracownikami firmy farmaceutycznej. Ujawniono i zabezpieczono w nich środki medyczne produkowane w firmie farmaceutycznej mającej swoją siedzibę na terenie Kutna. Obaj pracownicy, u których znaleziono towar, zostali aresztowani. Zdaniem śledczych proceder ten był najprawdopodobniej związany z funkcjonowaniem międzynarodowej szajki przestępczej, choć to zostanie wyjaśnione w toku postępowania (czytaj więcej: Miliony sfałszowanych leków mogły trafić do Polski. Zatrzymano 13 osób…).
– Z naszej perspektywy temat kradzieży leków z fabryk nie istnieje. Zakładamy, że może dochodzić do takich zdarzeń, ale póki producenci się nie skarżą, nie wnikamy w to – przekonuje jeden z ważnych urzędników Ministerstwa Zdrowia.
Producenci milczą a problem narasta
Jego zdaniem skala procederu jest niewielka, ale z roku na rok kradzionych jest w ten sposób coraz więcej leków. Problemu nie nagłaśniają też same firmy. Ich przedstawiciele w rozmowach z dziennikarzami, nabierali wody w usta. Eksperci wskazują, że przyznanie się do istnienia tego problemu, oznaczałoby też przyznanie się do problemów z systemem jakości i bezpieczeństwa w tych firmach (czytaj więcej: Podrobione Xarelto z Polski trafiało do Wielkiej Brytanii).
– Jak zauważa prof. Zbigniew Fijałek, także informacja o kradzieży z fabryki w Kutnie wypłynęła nie dlatego, że firma się o niej dowiedziała, lecz w wyniku dużego śledztwa służb rozpracowujących międzynarodową grupę przestępczą. Po prostu nie dało się tego ukryć. Gdy spytaliśmy o szczegóły tej sprawy producenta, mówił o nich niechętnie. Pomijał też całkiem pytania dotyczące procedur bezpieczeństwa w fabryce. Na jego stronie internetowej czytamy, że firma zatrudnia setki osób – w większości ludzi młodych, silnie zorientowanych na rozwój firmy w połączeniu z rozwojem osobistym – piszą dziennikarze DGP.
Eksperci wskazują, że często procedury bezpieczeństwa są idealne tylko na papierze. W rzeczywistości leki są chronione w fabrykach słabiej, niż samochody pracowników na firmowych parkingach. Podczas gdy w Polsce standardem jest przeszukiwanie toreb pracowników wychodzących z fabryki, filmy na Zachodzie prowadzą audyty jakości i przeszukują internet w poszukiwaniu ofert sprzedaży ich leków.
Wynoszenie pojedynczych opakowań leków przez pracowników fabryk to tylko jedna z metod ich okradania. W sytuacji gdy taki lek może kosztować nawet 1000 zł, jeden pracownik może wynieść w ten sposób towar o ogromnej wartości. Może potem go sprzedawać na własną rękę w internecie, lub współpracować ze zorganizowaną grupą. Wtedy za wyniesione opakowania otrzymuje „ryczałt” (czytaj również: Internet jest największą międzynarodową „apteką” sfałszowanych leków).
Sceny jak z filmu sensacyjnego
Metod okradania fabryk jest wiele. Profesor Zbigniew Fijałek opowiada o „trzeciej zmianie” w fabrykach – głównie tych z byłego bloku komunistycznego. Chodzi o to, że pracownicy do godziny 18 produkują leki legalnie, a w nocy te same osoby, na tym samym sprzęcie wytwarzają leki na czarny rynek. Bez wiedzy właściciela, ale za przyzwoleniem kierowników placówki, którzy często otrzymują za to swoją dolę.










