Początek tej opowieści jest jednak całkiem niewinny. W połowie dwudziestego wieku wciąż poszukiwano kolejnych skutecznych i tanich leków przeciwmalarycznych. Choć w naszym kraju rzadko myślimy o zagrożeniu, jakim jest malaria, jest ona główną przyczyną zgonu wśród osób podróżujących do krajów tropikalnych. Spośród wszystkich chorób pasożytniczych malaria wywołuje najwięcej zgonów na świecie: rocznie z jej powodu umiera około 600 tysięcy chorych, głównie dzieci w wieku do 5. roku życia w Afryce Subsaharyjskiej.
Opracowanie leków przeciwmalarycznych stanowiło więc problem światowy i takie poszukiwania doprowadziły do ciekawego odkrycia. W 1951 roku w Indiach natrafiono na niezwykłą cząsteczkę, która bardzo silnie wiązała się z receptorami GABA w ośrodkowym układzie nerwowym. Było to działanie zupełnie niepotrzebne chorym na malarię, ale niosło za sobą inne, niezwykle ciekawe możliwości.
Receptory GABA to unikatowe punkty w naszych mózgach. W przeciwieństwie do wielu innych kompleksów receptorowych nie są one potrzebne do inicjowania aktywności mózgu, a wręcz przeciwnie – działają jak hamulec. Praca receptorów GABA umożliwia odpoczynek spracowanym neuronom i przejście w stan snu. Jest to niezbędne, żeby dać szansę na regenerację układu nerwowego i ograniczenie dopływu bombardujących go stale bodźców. Innymi słowy: receptory GABA to swoista kąpiel z bąbelkami i szklanka ciepłego mleczka dla naszego mózgu. Fizjologicznie z receptorami GABA wiąże się aminokwas hamujący – kwas gamma-aminomasłowy. Nasza farmakologia nauczyła się jednak oszukiwać te receptory za pomocą barbituranów, benzodiazepin, alkoholu czy anestetyków. To tylko iluzja odpoczynku, ale precyzyjnie trafiająca w czułe punkty ośrodkowego układu nerwowego.
Wracając jednak do Indii i lat pięćdziesiątych – nowym związkiem, który nie był niestety lekiem przeciwmalarycznym, okazał się metakwalon. Zsyntetyzowało go dwoje indyjskich naukowców: Syed Husain Zaheer i Indra Kishore Kacker. Substancja była syntetyczną wersję aktywnego składnika rośliny ashoka, często stosowanej w ajurwedzie. Syed Husain Zaheer został potem dyrektorem generalnym Rady ds. Badań Naukowych i Przemysłowych (CSIR), o Indrze Kacker niewiele wiadomo. Ponieważ w tamtych czasach nie istniały prawa własności intelektualnej (IPR), zachodnie firmy farmaceutyczne skopiowały wzór chemiczny i zaczęły własną produkcję leku tuż po tym, gdy odkryły jego olbrzymi potencjał uspokajający.
Coś na uspokojenie…
W latach sześćdziesiątych leki uspokajające stanowiły szczególnie pożądane preparaty. Wpływ na to miały zapewne dynamiczne zmiany społeczne w czasach powojennych, ale i przebyte wojenne traumy, jak i wciąż niepewna sytuacja geopolityczna. Metakwalon trafił więc na niezwykle podatny grunt i szybko to wykorzystał.
Do 1965 roku był to najczęściej przepisywany środek uspokajający w Wielkiej Brytanii, gdzie legalnie sprzedawano go pod nazwami Malsed, Malsedin i Renoval. W 1965 roku firma Roussel Laboratories (obecnie część Sanofi SA) sprzedała w Europie kombinację metakwalonu i leku przeciwhistaminowego jako lek uspokajający Mandrax. W 1972 roku był to szósty najlepiej sprzedający się środek uspokajający w USA (tam pod nazwą Quaalude).

Quaalude w Stanach Zjednoczonych został pierwotnie wyprodukowany w 1965 roku przez firmę farmaceutyczną William H. Rorer, Inc. z siedzibą w Fort Washington w Pensylwanii. Jego nazwa nie wzięła się znikąd, jak początkowo mogłoby się wydawać. Jest bowiem sprytną kombinacją słów „quiet” i „interlude” (w dosłownym tłumaczeniu: „cichy przerywnik”). Producent leku lubował się w takich grach słownych – inny jego lek Maalox odnosi się do połączenia składników: MAgnesium, ALuminium, OXides.
W „cichych przerywnikach” lubowali się pacjenci pochodzący z niemal wszystkich klas społecznych – zarówno zestresowani szybkim tempem życia biznesmeni, politycy, jak i żyjąca w przewlekłym napięciu i lęku klasa średnia i robotnicza. Metakwalon królował w domowych apteczkach w miastach i przedmieściach i często stawał się w ten sposób łupem nastoletnich dzieci, które szybko dostrzegły cudowny efekt działania tej substancji. A było czym się zachwycać.
…
Przeczytałeś tylko 40% artykułu.
Całość dostępna bezpłatnie w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM











