Prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Warszawie w piątek 12 czerwca wysłał do aptekarzy w Warszawie pytanie o dostępność leków. Okazuje się, że w stolicy wcale nie jest lepiej. Brakuje leków na cukrzycę, nadciśnienie tętnicze, choroby tarczycy, astmę (czytaj również: Falstart Ministerstwa Zdrowia. Po krytyce usuwa wyszukiwarkę leków…).
Kryzys lekowy – ważna rola farmaceutów
Michał Byliniak uspokaja, że jeśli pacjent ma jeszcze dość długo ważną receptę i przy okazji zapas leków, to powinien odczekać aż sytuacja chwilowo się poprawi. – Jeśli jednak brak leku w aptece może spowodować przerwę w jego przyjmowaniu, to konieczna jest po prostu ponowna wizyta u lekarza. Trudno doradzić pacjentom coś innego. W aptece możemy zaproponować jedynie zamiennik, którego też może brakować. Lekarz może wprowadzić inny rodzaj terapii, jeśli będzie to konieczne – dodaje.
Wprawdzie utrudnieniem jest to, że pacjenci są przyzwyczajeni do przyjmowania określonych leków, jednak to właśnie farmaceuci muszą znaleźć sposób na komunikowanie się z nimi. Prezes OIA twierdzi, że farmaceuci powinni zostać włączeni w proces uzyskiwania informacji o niedoborach leków, bo to ich rola jest krytyczna. – Powinniśmy z wyprzedzeniem wiedzieć, czego się spodziewać, żebyśmy mogli opracować scenariusz na kryzys. Zaproponować odpowiednik czy inaczej rozłożyć dawkę – mówi.
Wszystko zależy od producentów
Zdaniem Byliniaka infolinia, która została uruchomiona przez Ministerstwo Zdrowia 15 lipca, nie spełnia swojej roli. Nie jest na bieżąco aktualizowana (czytaj więcej: Ruszyła infolinia dla pacjentów szukających leków. Już budzi kontrowersje…). Ponadto wcale nie rozwiązuje problemu pacjentów. Co z tego, że usłyszą, iż potrzebny im lek jest w aptece oddalonej o kilkadziesiąt km od ich miejsca zamieszkania? Być może się tam wybiorą, a być może tego leku już tam nie będzie.
Jak twierdzi prezes OIA, obecnie na zapewnienie leków nie mają wpływu ani farmaceuci, ani Ministerstwo Zdrowia, ani Główny Inspektorat Farmaceutyczny. Zależy to przede wszystkim od decyzji producentów. Resort może wpłynąć na hurtownie, by uwolniły swoje zapasy, jeśli je mają. Jednak one też się skończą. Zwłaszcza że pacjenci teraz masowo wykupują dostępne leki. – Tak naprawdę musimy doprowadzić do sytuacji, w której informacja o brakach będzie podana z wyprzedzeniem. Będzie zespół, ale nie taki, który działa ad hoc, tylko miesiąc po miesiącu analizuje listy braków. I będzie z wyprzedzeniem reagował na to, co się dzieje, będzie przekazywał tę informację lekarzom i farmaceutom, bo to u nich pacjent szuka rozwiązania, nie w ministerstwie – wyjaśnia M. Byliniak.
Wiele powodów jednego problemu
Cała Europa obecnie boryka się z kryzysem lekowym. Głównym problemem jest wywóz leków za granicę, na którym zarabiają hurtownie farmaceutyczne. Ponadto panuje kryzys produkcji niektórych substancji czynnych. Zwłaszcza w Chinach, które zaczęły zamykać fabryki produkujące API (czytaj więcej: Uzależnienie od chińskich substancji czynnych już wychodzi nam bokiem…). Jak dodał prezes warszawskiej OIA, problemem jest także presja cenowa leków w Polsce – mamy jedne z najniższych w Europie. – Jeśli producent na jednym opakowaniu może w Niemczech zarobić dwa razy tyle co w Polsce, to polski rynek zbytu wybierze raczej jako ostatni – tłumaczy.
Kolejnym powodem kłopotów z dostępnością lekarstw może być proces brexitu (czytaj więcej: Brexitu najbardziej boją się przewlekle chorzy). W Polsce jest wiele leków, które są produkowane w Wielkiej Brytanii. Firmy już przenoszą produkcje w inne miejsca, co wywołuje zamieszanie. W momencie, gdy rzeczywiście dojdzie do brexitu, zamieszanie pewnie będzie jeszcze większe.
Źródło: IK/wyborcza.pl










