REKLAMA
czw. 23 maja 2024, 14:02

Niebezpieczne suplementy diety zagrożeniem dla wojska

Nie od dziś wiadomo, że nieustannie rosnący rynek suplementów diety oferuje wiele produktów o wątpliwej jakości. Brak rygorystycznych wymogów dotyczących analizy składu czy kontroli standardu produkcji sprawia, że klienci mogą zakupić preparaty niezgodne z deklaracjami zawartymi na etykiecie. Na przestrzeni ostatnich kilku lat coraz częściej słychać o „wpadkach” związanych z zanieczyszczeniami metalami ciężkimi lub obecnością niedozwolonych składników np. w suplementach dla sportowców. To jednak nie stanowi przeszkody dla nieuczciwych producentów, którzy są ukierunkowani wyłącznie na zysk. Dlatego też niejednokrotnie korzystają z agresywnego marketingu, wsparcia internetowych influencerów lub dużych promocji cenowych.

Niebezpieczne suplementy diety zagrożeniem dla wojska (fot. shutterstock.com)
W 30% suplementów znaleziono składniki figurujące na liście substancji zabronionych Departamentu Obrony lub Światowej Agencji Antydopingowej (fot. Shutterstock)

Popularność suplementów diety wśród personelu amerykańskich sił zbrojnych jest niezwykle duża. Szacuje się, że ok. 70% żołnierzy z USA stosuje suplementy przynajmniej raz w tygodniu. Co więcej, ponad 20% deklaruje, że stosuje minimum 3 preparaty. Równie ciekawe dane zawiera raport australijskiego personelu wojskowego, w którym aż 76% mężczyzn i 87% kobiet potwierdziło użycie suplementów. Żołnierze sięgają po suplementy z różnych powodów, ale zdecydowana większość szuka dodatkowego wsparcia dla wzrostu wydajności psychofizycznej. Część producentów oferuje preparaty dedykowane społeczności militarnej — niestety wiele z nich to niebezpieczne suplementy diety.

Suplementy dla żołnierzy pod lupą

W czerwcu 2023 roku zespół naukowców zakupił 30 suplementów diety ukierunkowanych na wsparcie procesu odchudzania, które pochodziły od 12 różnych firm. Do analizy wybrano wyłącznie produkty oferujące rabat dla służb wojskowych. Od lipca do sierpnia analizowano dane dotyczące m.in. poprawności oznakowania, prawidłowości wykorzystanych oświadczeń czy zgodności składu z deklaracją na etykiecie. Wyniki przeprowadzonego badania prezentują się w poniższy sposób:

  • Aż 83% produktów miało nieprawidłowo przygotowane etykiety.
  • Skład 80% suplementów był niezgodny z deklaracją na opakowaniu. Braki wynosiły od 1 do 4 składników w produkcie.
  • W 23% produktów występowały dodatkowe komponenty, które nie były wymienione na etykiecie.
  • W 30% suplementów znaleziono składniki figurujące na liście substancji zabronionych Departamentu Obrony lub Światowej Agencji Antydopingowej (WADA).

Co zawierały niebezpieczne suplementy diety?

W aż 7 spośród 30 analizowanych suplementów pojawiły się składniki występujące zarówno na liście WADA, jak i wykazie substancji zabronionych przez Departament Obrony. Warto też zaznaczyć, że każdy z tych 7 preparatów zawierał od 2 do nawet 10 tego typu komponentów. Co gorsza, w większości suplementów figurowały jako składniki zastrzeżonych mieszanek i tym samym nie było dokładnej informacji o ich zawartości.

W składzie badanych preparatów na odchudzanie znalazły się różnorodne substancje. Począwszy od pospolitych jak kofeina, ekstrakt z zielonej herbaty czy czarny pieprz, przez L-tyrozynę i acetylowaną formę L-karnityny, a skończywszy synferynie, johimbinie, hupercynie A czy ketonach malinowych. Jeżeli chodzi o substancje wyjątkowo niebezpieczne i zarazem niedozwolone (w sporcie i w wojsku), to mowa tu o m.in. oktopaminie, winpocetynie, hordeninie, efedrynie, higenaminie, DMAA i DMHA oraz wielu pochodnych fenetyloaminy.

Etykiety pełne dziwnych obietnic i braku pewności

Na uwagę zasługuje też fakt, że opisy wszystkich produktów deklarowały osiągnięcie realnych efektów po zastosowaniu. Co ciekawe, niekoniecznie związanych z odchudzaniem np. pomoc w walce ze zmęczeniem psychicznym czy źródło dodatkowej energii i poprawy nastroju. Producenci analizowanych suplementów nie stronili też od naukowych sformułowań np. skuteczny klinicznie, formuła opracowana naukowo czy obecność przebadanych składników.

Szczególnie interesujący jest ten ostatni zwrot, gdyż żaden z produktów nie miał na opakowaniu i etykiecie pieczęci certyfikacyjnej. Certyfikaty i badania dotyczące jakości lub czystości produktu, które przeprowadzają niezależne i autoryzowane laboratoria (np. BSCG Certified Drug Free), są szczególnie istotne dla konsumentów. To właśnie ich obecność zwiększa wiarygodność producenta i tym samym pewność o bezpieczeństwie użycia danego produktu. Niemniej jednak warto dodać, że część produktów zawierała plomby informacyjne testowany laboratoryjnie czy analizowany pod kątem czystości. Szkoda, że żadna z nich nie była powiązana z konkretną organizacją zewnętrzną.

Niebezpieczne suplementy diety stanowią realne zagrożenie dla życia

W tym miejscu warto przywołać dwa artykuły pochodzące z czasopisma Military MedicineW pierwszym opisano dwa śmiertelne zatrucia mężczyzny (22 lata) i kobiety (32) lata będących żołnierzami. Powodem śmierci było zastosowanie suplementu zawierającego m.in. DMAA i dużą ilość kofeiny. U mężczyzny doszło do utraty przytomności, zatrzymania tętna i hipertermii, a po przewiezieniu do szpitala zmarł po 4-godzinnej reanimacji. Podobnie było w przypadku kobiety, która przed utratą przytomności i zapaścią miała atak duszności. Badanie fizykalne w szpitalu wykazało m.in. tachykardię, hipotensję i zaburzenie czynności wątroby. Po przeniesieniu na oddział intensywnej terapii w organizmie postępowała wielonarządowa niewydolność tj. obrzęk płuc, zapalenie trzustki czy rabdomioliza. Po 5 tygodniach od zapaści kobieta zmarła z powodu sepsy lekoopornej.

Drugi artykuł dotyczy stosowania konkretnego produktu na spalanie tkanki tłuszczowej. Żołnierze (20, 25 i 40 lat) przyjmujący fat burner zaczęli odczuwać problemy w formie skurczów i obrzęków kończyn dolnych. U dwóch z nich dodatkowo pojawiły się wyjątkowo uciążliwe dolegliwości bólowe, tkliwość dotykowa i osłabienie. Wszyscy żołnierze po wizycie w szpitalu przejawiali oznaki odwodnienia organizmu i niewydolności nerek. Ponadto badania wykazały nieprawidłowości m.in. przekroczone normy prób wątrobowych, wysoki poziom kinazy kreatynowej czy podwyższone stężenie glukozy. Odstawienie suplementów spowodowało poprawę stanu i ustąpienie objawów.

Zakup suplementu diety w sieci, zwłaszcza od nierenomowanych producentów, nie można porównać do przysłowiowego kota w worku. Mając świadomość tego, jak niebezpieczne komponenty mogą znaleźć się w składzie preparatów, znacznie lepszym porównaniem jest gra w rosyjską ruletkę. To kolejny pretekst, aby zaostrzyć regulacje dotyczące wprowadzania suplementów na rynek i zwiększyć wymagania od producentów w kwestii jakości. Ponadto warto też należy też zadbać o jeszcze lepszą edukację konsumentów m.in. w zakresie potencjalnego ryzyka, które może nastąpić wskutek stosowania suplementów bez odpowiednich certyfikacji.


Źródła:

  1. Carol, Melinda L. „Hydroxycut weight loss dietary supplements: a contributing factor in the development of exertional rhabdomyolysis in three US Army soldiers.” Military Medicine 178.9 (2013): e1039-e1042.
  2. Crawford, Cindy, et al. „Label Accuracy of Weight Loss Dietary Supplements Marketed Online With Military Discounts.” JAMA Network Open 7.5 (2024): e249131-e249131.
  3. Eliason, Michael J., et al. „death of active duty soldiers following ingestion of dietary supplements containing 1, 3-dimethylamylamine (DMAA).” Military medicine 177.12 (2012): 1455-1459.
  4. Knapik, Joseph J., et al. „A systematic review and meta-analysis on the prevalence of dietary supplement use by military personnel.” BMC complementary and alternative medicine 14 (2014): 1-19.
  5. Oria, Maria, and M. R. C. Greenwood, eds. „Use of dietary supplements by military personnel.” (2008).

©MGR.FARM

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]