REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 21 kwietnia 2020, 09:02

Plotka o radioaktywnej chmurze i płyn Lugola znika z aptek i hurtowni…

W ostatnich dniach niezwykle szybko rozprzestrzeniła się plotka o radioaktywnej chmurze zmierzającej nad teren Polski w konsekwencji pożaru w Czarnobylu. Choć informacja ta niewiele miała wspólnego z rzeczywistością, to farmaceuci tradycyjnie odnotowali w aptekach wzrost sprzedaży płynu Lugola.

Plotka o radioaktywnej chmurze zwiększyła sprzedaż płynu Lugola (fot. TT/MGR.FARM)
Plotka o radioaktywnej chmurze zwiększyła sprzedaż płynu Lugola (fot. TT/MGR.FARM)

Pożar lasu w Czarnobylu i niecodzienny kolor chmur na niebie nad Polską stał się źródłem plotki, jaka w ostatnich dniach błyskawicznie rozeszła się w Internecie. Radioaktywna chmura miała stanowić zagrożenie dla mieszkańców naszego kraju. Liczne wpisy w mediach społecznościowych i sms-y nawoływały do robienia zapasów płynu Lugola i zamykania okien na cały dzień. Informacja ta została szybko zdementowana przez ekspertów.

REKLAMA

– Na zdjęciach satelitarnych dobrze widać pożar nad Czarnobylem oraz kierunek wiatru. Chmura znad Czarnobyla na pewno do nas nie przyjdzie – komentuje synoptyczka Ewa Łapińska w rozmowie z Gazetą Wyborczą.

Sprawę skomentowała też Państwowa Agencja Atomistyki, która zdementowała doniesienia, jakoby zjawisko na niebie było efektem pożaru w Czarnobylu (czytaj również: Belgia: W aptekach darmowe tabletki z jodem).

– Sytuacja radiacyjna na terenie Rzeczypospolitej Polskiej pozostaje w normie. Nie występuje zagrożenie dla zdrowia i życia ludności na terenie kraju – poinformowała agencja w specjalnym komunikacie.

Państwowa Agencja Atomistyki stale monitoruje sytuację radiacyjną oraz pozostaje w kontakcie Ukrainą. W strefie wykluczenia i strefie bezwarunkowego wysiedlenia trwa dogaszenie tlącej się ściółki. Silne powiewy wiatru zwiększyły obszar objęty akcją gaśniczą, ale w dalszym ciągu nie ma zagrożenia dla kluczowych obiektów znajdujących się w strefie, tj. czarnobylskiej elektrowni jądrowej oraz miejsca przechowywania wypalonego paliwa jądrowego (czytaj również: Polak mądry po jodzie).

SMS od pracownika Narodowego Centrum Badań Jądrowych

Jednym z elementów plotki dotyczącej radioaktywnej chmury były wiadomości od anonimowego pracownika Narodowego Centrum Badań Jądrowych w Świerku. NCBJ wydało tej sprawie oświadczenie.

– W związku z rozpowszechnianymi w ostatnich godzinach nieprawdziwymi informacjami o rzekomym zagrożeniu radiacyjnym wykrytym lub spowodowanym w Świerku, informuję, że Narodowe Centrum Badań Jądrowych pracuje normalnie, biorąc pod uwagę warunki epidemiologiczne – czytamy w oświadczeniu.

W instytucie nie występują i nie miały miejsca żadne zdarzenia nietypowe czy problemy techniczne, które mogłoby budzić niepokój. Służby ochrony radiologicznej nie rejestrują też żadnych odczytów wskazujących na anomalie w poziomie promieniowania tła.

– Co do zgłaszanych podejrzeń, że ktoś z pracowników NCBJ kanałami prywatnymi rozpowszechnia wspomniane nieprawdziwe informacje, to możemy jedynie wyrazić głębokie przekonanie, że nic takiego nie miało miejsca, a wszyscy nasi pracownicy postępują odpowiedzialnie – czytamy w oświadczeniu.

REKLAMA
REKLAMA

A płynu Lugola zaczyna brakować…

Plotki o „radioaktywnej chmurze” lub „skażeniu radioaktywnym” każdorazowo skutkują zwiększonym zainteresowaniem w aptekach płynem Lugola. Nie inaczej było w tym przypadku (czytaj również: Płyn Lugola – definicja i zastosowanie).

– Mimo zapewnień płynących ze wszystkich mediów o tym, że żadnej chmury radioaktywnej w Polsce nie ma, pacjenci wykupują masowo Płyn Lugola. W hurtowniach nie ma chociażby jednej sztuki… – napisał na Twitterze farmaceuta Maciej Birecki.



Podobna sytuacja miała miejsce dwa lata temu, gdy pojawiła się plotka o awarii elektrowni w Belgii. Farmaceuci tłumacząc pacjentom brak konieczności przyjmowania jodu i jakiekolwiek zagrożenia radioaktywnego, często byli wyzywani.

– Klient poprosił o jod. Koleżanka odpowiedziała, że nie ma. Wtedy ten pan zwyzywał ją od zbrodniarzy. Bardzo mu zależało na zakupie – bo dał wiarę plotce, która zatacza coraz szersze kręgi, mimo że już została oficjalnie zdementowana. Uwierzył, że w elektrowni w Belgii była awaria – opowiadał w 2017 roku farmaceuta i właściciel apteki Przemysław Sajewski (czytaj więcej: Zwyzywał aptekę od zbrodniarzy, bo nie było jodu).

W październiku ubiegłego roku podobną reakcję wywołała informacja o przetargu jakie litewskie Ministerstwo Zdrowia ogłosiło na zakup 4 milionów tabletek jodu. Miał to być jeden z elementów planu opracowanego na wypadek ewentualnej katastrofy w białoruskiej elektrowni atomowej w Ostrowcu, która powstaje 50 kilometrów od Wilna (czytaj więcej: Litwa kupuje 4 miliony tabletek jodu, na wypadek katastrofy elektrowni).

Źródło: KW/TT/WP

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA