REKLAMA
sob. 18 marca 2023, 10:44

Policja interweniowała w aptece w sprawie recepty dla… konia

Receptę na 90 opakowań leku z mizoprostolem, próbował zrealizować pewien mężczyzna w jednej z nowohuckich aptek. Lek miał być przeznaczony dla konia. Apteka odmówiła jej realizacji, a na miejsce wezwano Policję. Farmaceutka podejrzewała, że lek może być wykorzystany do celów pozamedycznych, a recepta jest sfałszowana…

Farmaceutka wezwała Policję, gdy mężczyzna nalegał na zrealizowanie recepty weterynaryjnej na 90 opakowań leku z mizoprostolem (fot. Shutterstock)
Farmaceutka wezwała Policję, gdy mężczyzna nalegał na zrealizowanie recepty weterynaryjnej na 90 opakowań leku z mizoprostolem (fot. Shutterstock)

Od wczoraj media rozpala sprawa interwencji Policji w jednej z nowohuckich aptek. Temat jako pierwszy nagłośnił na Twitterze krakowski sędzia – Maciej Czajka.

 – Mąż koleżanki poszedł kupić do apteki przepisane przez weterynarza lekarstwo na wrzody dla konia. Tak, tak – został przed chwilą zatrzymany w aptece przez Policję, że chce wywołać poronienie. Zorganizowaliśmy pomoc prawną. Nie ma ratunku dla tego kraju – napisał.

Na ten wpis odpowiedziała Małopolska Policja, częściowo wyjaśniając sprawę.

– Proszę nie szerzyć fake newsów. Pracownik apteki powiadomił nas o podejrzeniu sfałszowania recepty. Po potwierdzeniu przez nas u weterynarza, że wszystko się zgadza zwolniono zatrzymanego – czytamy we wpisie Policji.



Dziennikarskie śledztwa…

Sprawa błyskawicznie zainteresowała dziennikarzy Wirtualnej Polski oraz Wyborczej, którzy postanowili ją wyjaśnić i próbowali skontaktować się zarówno z apteką, zatrzymanym mężczyzną – panem Bartłomiejem – jak i Policją.

– Mamy konia, na którym wcześniej jeździła córka. Koń jest już starszy, choruje na wrzody. Nie chcemy się go pozbywać, leczymy go. Skontaktowaliśmy się z panią doktor weterynarii z północy Polski, która specjalizuje się w leczeniu wrzodów u zwierząt. Przepisała lek. Koń waży 700 kilogramów, więc recepta opiewała na 90 opakowań po 20 tabletek. Pani doktor uprzedziła nas, że lek zawiera substancję wywołująca poronienia i możemy być pytani, do czego go potrzebujemy, ale powiedziała, że wtedy dzwoni się do niej i weryfikuje. Nie wiedzieliśmy, że będą z tego aż takie kłopoty – relacjonuje Wyborczej żona zatrzymanego mężczyzny.

Z kolei pan Bartłomiej w rozmowie z Wirtualną Polską wyjaśnia, że zamówił lek „przez aptekę internetową,” 90 opakowań po 20 tabletek. Kuracja w związku z wrzodami konia ma trwać ponad miesiąc (czytaj więcej: Śląsk: fałszywa recepta na lek o działaniu poronnym…).

– W ostatnią sobotę pojechałem do apteki, ale farmaceutka powiedziała, że recepta jest nieważna i poprosiła o aktualizację. W poniedziałek weterynarz wysłał mi nową receptę pocztą. Odebrałem ją wczoraj wieczorem i dziś (piątek – przyp. red.) około południa znów pojechałem do apteki. W drodze dostałem smsa, że leki nie zostaną mi wydane. Zadzwoniłem i przez telefon usłyszałem, że farmaceutka robi mi przysługę, a jeśli będę chciał zrealizować receptę, powiadomi policję. Przyjechałem na miejsce i poprosiłem o wydanie leków. Farmaceutka poinformowała, że dzwoni na policję, nie podała przyczyny – opowiada mężczyzna.

Podejrzenie sfałszowania recepty

W konsekwencji lek nie został wydany, a w aptece pojawiła się policja. Mężczyzna został przewieziony na komisariat. Wirtualna Polska z informuje, że według Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie powodem interwencji było podejrzenie realizacji sfałszowanej recepty wydanej w formie papierowej (czytaj również: Kolejna fałszywa recepta weterynaryjna w Warszawie).

– Aptekarki nie mogły dodzwonić się do weterynarza, żeby potwierdzić wystawienie recepty. Wezwały więc policję. Policjanci zatrzymali do wyjaśnienia sprawy pana, który przyszedł do apteki wykupić leki. W końcu dodzwonili się do weterynarza i potwierdzili prawdziwość recepty, a zatrzymany mężczyzna został zwolniony – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Barbara Szczerba z biura prasowego KWP w Krakowie.

Policjanci po wypuszczeniu pana Bartłomieja zadzwonili do apteki i potwierdzili, że zweryfikowali receptę. Małżeństwo ponownie udało się więc do niej, by wykupić lek, jednak spotkała ich niespodzianka.

– Od pracownicy usłyszeliśmy jednak, że został już zwrócony. Gdy domagaliśmy wyjaśnień, kierownicza długo naradzała się z kimś na zapleczu, słyszeliśmy, że leku nie wyda. W końcu oznajmiono nam, że będą kontaktować się z nadzorem weterynaryjnym i decyzja zapadnie po kontroli. Tymczasem zwierzę jest chore i cierpi – mówi Wyborczej kobieta.

Recepty weterynaryjne należą do najczęściej fałszowanych, dlatego podejrzenia farmaceutki było w pełni zasadne (czytaj również:  Kolejne fałszywe recepty weterynaryjne trafiają do śląskich aptek).

Źródło: ŁW/WP/Wyborcza

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

1 komentarz Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Osobiście składam skargę na działanie apteki i idę lek zrealizować gdzie nie będą robić problemów. Nie rozumiem dlaczego robi się problem jeżeli recepta jest autentyczna??