Jak mówi dla Do Rzeczy wiceprezes PZPPF, ostatni kryzys lekowy był związany z coraz większym uzależnianiem się Polski od leków produkowanych za granicą, bardzo niskimi cenami leków w Polsce oraz brakiem substancji czynnych (API). Większość substancji czynnych jest produkowana w Chinach i Indiach, co niestety ma wpływ na ich jakość. Świadczą o tym ostatnie afery z zanieczyszczeniem API nitrozoaminami (czytaj więcej: WAŻNE: Producenci będą szukać zanieczyszczeń nitrozoaminami w lekach).
Zapewnienie leków dla przewlekle chorych
Zdaniem Misiewicz-Jagielak powinniśmy w kraju produkować jak najwięcej niezbędnych w terapii leków. – Wydawało się, że mamy poważniejsze problemy w ochronie zdrowia, a rodzimy przemysł farmaceutyczny jakoś sobie poradzi. Ta sytuacja pokazuje, że powinniśmy zacząć bardzo poważnie myśleć o bezpieczeństwie lekowym, o zwiększeniu produkcji w Polsce zarówno leków, jak i substancji czynnych – dodaje.
Niestety obecnie w większości przypadków nawet jeśli lek jest produkowany w Polsce, to substancje czynne są wytwarzane w Azji. Dlatego szczególnie leki stosowane w takich chorobach, jak nadciśnienie, hipercholesterolemia, miażdżyca, cukrzyca i choroby onkologiczne powinny być całkowicie polskie. Dopiero wtedy można mówić o zapewnieniu bezpieczeństwa lekowego Polaków (czytaj również: Bezpieczeństwo lekowe zapewnią tylko polskie koncerny).
Produkcja API dla Polski
Jednak zwiększenie produkcji leków nie jest proste, ponieważ to bardzo regulowana branża. Żadna fabryka nie jest samowystarczalna, jest uzależniona od wielu dostawców, którzy też nie mogą swojej produkcji zwiększyć z dnia na dzień. Jak mówi Misiewicz-Jagielak, Ministerstwo Zdrowia z reguły szybciej wie, że są problemy z produkcją ważnego leku. Im szybciej powiadomi o tym producenta, tym ma on większą szansę, by zareagować (czytaj również: PZPPF: produkcja leków w Polsce to już konieczność).
Obecnie substancje czynne produkuje się w kilku małych fabrykach, większe są tylko dwie – Instytut Farmaceutyczny oraz fabryka Polpharmy w Starogardzie. To w zasadzie ostatnia licząca się fabryka w Polsce, w której produkuje się substancje czynne. – Obecnie produkujemy substancje czynne, które sprzedajemy m.in. do USA i Japonii. Fabryka w Starogardzie jest rentowna, nie ma mowy o jej zamknięciu. Przy okazji niedawnego kryzysu lekowego pojawiło się pytanie, czy naszą fabrykę można rozbudować, by produkowała więcej substancji czynnych w celu zapewnienia Polsce bezpieczeństwa lekowego oraz żeby inni polscy producenci mogli kupować substancje czynne od Polpharmy, a nie np. z Chin – mówi wiceprezes PZPPF.
Najtaniej wcale nie znaczy najlepiej
Barbara Misiewicz-Jagielak dodaje, że rozbudowa fabryki jest możliwa, jeśli rząd wystosuje poważną ofertę. Aby zwiększyć produkcję, należy zainwestować w dodatkowe hale i linie produkcyjne. Ponadto firma musi wiedzieć, że będzie mieć wsparcie w tych inwestycjach albo pewność, że leki zostaną potem zakupione. – Niedawno pojawiła się propozycja, żeby leki powstałe na bazie substancji czynnych wyprodukowanych w Polsce, miały korzystniejszą dopłatę przy decyzjach refundacyjnych. To jest pomysł, o którym warto dyskutować. Trzeba zmienić dotychczasowe myślenie, że najlepiej kupować jak najtaniej. To nieprawda: konieczne jest premiowanie produkcji leków w Polsce, choć jest ona droższa. Warto pamiętać, że kupując lek produkowany w Polsce, każdą wydaną złotówką zasilamy polskie PKB o 78 groszy – tłumaczy Misiewicz-Jagielak.
Zdaniem wiceprezes PZPPF warto zachęcać także zagraniczne firmy, by przenosiły produkcję do Polski. Dobrze globalnie powalczyć o produkowanie substancji czynnych w Europie (czytaj również: Rodzima produkcja leków – na to warto postawić). Można porozumieć się z innymi krajami, umawiając się, które substancje będą produkowane w danym kraju. Konieczna jest współpraca na poziomie europejskim. Jednak z podejmowaniem decyzji trzeba się spieszyć, gdyż o wzmacnianiu produkcji w swoich krajach myślą też przywódcy innych krajów UE – ostrzega Misiewicz-Jagielak.
Źródło: IK/dorzeczy.pl










