Kilka tygodni temu grupa posłów Lewicy wystosowała do Ministra Zdrowia interpelację, pytając w niej o stan zabezpieczenia rynku leków w Polsce w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Odpowiedzi na nią udzielił wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski. Uspokaja w niej wskazując, że sytuacja jest obecnie pod kontrolą, a zapasy substancji czynnych wystarczą w niektórych przypadkach nawet do końca roku (czytaj również: NIA: apteki mają zapasy leków na kolejne miesiące).
– Na chwilę obecną żaden z producentów leków nie deklaruje braku dostępności leków. Przeciwnie większość producentów informuje, że posiada zapasy substancji czynnych co najmniej do połowy roku a nawet do końca roku. Wytwórcy leków przekazali również podczas spotkań Ministerstwu Zdrowia informację, że nie znane są im przypadki by jakaś fabryka w Chinach zaprzestała całkowicie produkcji, nie otrzymali też sygnałów by zakontraktowane zakupy substancji czynnej czy leków miały w ogóle być nierealizowane – informuje Maciej Miłkowski.
Podkreśla przy tym, że nie oznacza to, że mogą nagle pojawić się niespodziewane braki poszczególnych leków poszczególnych producentów. Twierdzi jednak, że sytuacje takie co do zasady są niezależne od woli ludzkiej lub spowodowane siłą wyższą i wielokrotnie były odnotowywane w przeszłości. Przyznaje też, że w żaden sposób nie można wykluczyć podobnych zdarzeń w przyszłości, a przyczyn tego typu zdarzeń jest bardzo wiele w tym również i natury biznesowej (rezygnacja z wytwarzania danego leku).
Producenci nie są zainteresowani polskimi substancjami czynnymi?
Miłkowski przyznaje, że z powodu epidemii pojawiły się sygnały o możliwym braku dotrzymania terminów realizacji spedycji, ale po pierwsze dotyczyło to całego transportu wszystkich dóbr i towarów z Chin a nie tylko farmaceutyków. A po wtóre jak producenci leków uspokajają, że mają zmagazynowane zapasy substancji czynnej do produkcji leków więc są przygotowani na tego typu trudności (czytaj również: Nie gromadźmy zapasów leków na cały rok, a wyposażmy naszą apteczkę w produkty niezbędne).
Wiceminister zdrowia odniósł się też do zagadnienia udziału produkcji substancji czynnej rodzimych przedsiębiorstw. Wskazuje, że przez nieprzemyślaną politykę różnych rządów w Polsce, zwłaszcza przez nieodpowiedzialną prywatyzację niemal 100% przemysłu farmaceutycznego w Polsce (w rękach Skarbu Państwa pozostał jeden wytwórca i jeden producent substancji czynnej) udział ten faktycznie jest na poziomie niezadowalającym (czytaj również: Indie przestają produkować API – zamiast koronawirusa mogą nas pokonać braki leków).
– Obecny rząd podjął wysiłki mające na celu poprawę tej sytuacji. Wskazać tu należy na choćby decyzję o dokapitalizowaniu Polfy Tarchomin, czy konsolidacji Instytutu Antybiotyków i Instytutu Farmaceutycznego. Minister Zdrowia podjął się również rozmów z polskimi wytwórcami zachęcając ich do zakupu substancji czynnej w polskich firmach lub przywrócenie produkcji przez niektórych z rodzimych przedsiębiorców, a nawet zaproponował mechanizmy partycypacji w kosztach, jednakże do dziś nie doczekał się pozytywnych decyzji od strony przedsiębiorców, którzy wskazywali głównie na ekonomię i możliwość tańszego zakupu tej substancji w Chinach – twierdzi Maciej Miłkowski.
Szpitale same muszą zadbać o zapasy leków
Odpowiadając na pytanie dotyczące poziomu zapasów leków w szpitalach, wiceminister zdrowia podkreśla że kwestia ta nie jest uregulowana. Dotychczasowe próby wprowadzenia takich regulacji spotykały się z ostrą reakcją czy nieprzychylnymi opiniami. Stąd kompetencje te pozostawiono zarządzającym szpitalami i oni są w pełni odpowiedzialni za wyposażenie czy zabezpieczenie tych placówek w leki oraz wyroby medyczne.
– W ocenie Ministra Zdrowia takie regulacje nie są konieczne, bo sztywne limity nie są właściwe do wszystkich stanów faktycznych. Niemniej zdecydowanie należy podkreślić, że każdy zarządzający szpitalem jest odpowiedzialny za takie zabezpieczenie szpitala by ten mógł nieść pomoc pacjentom w sposób niezakłócony również w sytuacjach epidemii – czytamy w odpowiedzi na interpelację.
Przedstawiciel resortu zdrowia uważa, że zakupy na kilka dni pracy szpitala są niezasadne i powodują nieuzasadnione koszty po stronie dystrybutorów i niebezpieczeństwo przerwania łańcucha dostaw i stwarzają niebezpieczeństwo dla pacjentów. Faktycznie zapasy standardowych leków w szpitalach powinny być zabezpieczane na okres co najmniej 2 tygodni a nie kilku dni, jak również analogicznie zapasy nie powinny sięgać okresów półrocznych czy rocznych, gdyż wówczas inne podmioty lecznicze mogą mieć problemy w zaopatrzeniu swoich jednostek (czytaj również: Ameryka chce uniezależnić przemysł farmaceutyczny od Chin – czas także na nas).










