REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
czw. 15 maja 2025, 11:30

Program „Moje zdrowie” też zakończy się fiaskiem? Ekspert UMW wskazuje dlaczego

Program profilaktyczny „Moje zdrowie – bilans zdrowia osoby dorosłej” jest alternatywą dla dotychczasowego pilotażu „Profilaktyka 40+”, realizowanego w przychodniach POZ. Czy to zmiana na lepsze? Dr Zbigniew J. Król przewiduje, że nowy program też się nie sprawdzi… Dlaczego?

Młoda kobieta odmawia lekarzowi badania (fot. shutterstock.com)
"Lekarze rodzinni mają do spełnienia ogromną rolę w profilaktyce, ale ten ciężar nie może spoczywać wyłącznie na ich barkach" – twierdzi dr Zbigniew J. Król (fot. shutterstock.com)

W porównaniu do programu „Profilaktyka 40+” program „Moje zdrowie – bilans zdrowia osoby dorosłej” zakłada więcej badań laboratoryjnych, związanych m.in. z diagnostyką chorób sercowo-naczyniowych i onkologicznych. Jest też dostępny szerszej grupie osób – bo skorzystać z niego mogą już 20-latkowie. Dr Zbigniew J. Król z Zakładu Zdrowia Publicznego Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu uważa jednak, że ta inicjatywa nie przekona młodych ludzi.

REKLAMA

– Zdrowi dorośli w wieku 20-45 lat rzadko odwiedzają lekarzy, a jeszcze rzadziej poddają się badaniom, jeśli nic im nie dolega. Mamy na to liczne dowody w postaci podsumowań rezultatów programów profilaktycznych, adresowanych do młodych ludzi na całym świecie, a realizowanych w placówkach zdrowotnych. Takie programy po prostu nie przynoszą efektów. W przypadku tej grupy znacznie większy sens ma organizowanie badań przesiewowych w miejscach, w których ci ludzie bywają. Młody człowiek nie przyjdzie do przychodni, ale można go nakłonić do badania na uczelni czy przy okazji koncertu. W wielu krajach tak to działa i jest skuteczne – twierdzi dr Zbigniew J. Król.

Nie zadbano o grupę docelową

Ekspert Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu za absolutnie chybione uważa „wciąganie” do programu dzieci w ramach diagnozowania hipercholesterolemii rodzinnej. Jego zdaniem jest to zupełnie niepotrzebne, bo dzieci mają swoje bilanse i nie ma konieczności dublowania badań i stwarzania dodatkowych barier, w tym stresu spowodowanego kolejną wizytą u lekarza.

Generalnie grupa docelowa w programach profilaktycznych jest niezmiernie istotna. Wedłud dr Króla lepsze rezultaty przynoszą programy przesiewowe, kierowane do konkretnych grup ryzyka, w ramach których wykonuje się określone badania. Takim przykładem może być program profilaktyki raka jelita grubego, w którym pacjenci korzystają z refundowanej kolonoskopii, czy też przesiewowa mammografia u starszych kobiet, dzięki której można wykryć zmiany nowotworowe we wczesnym stadium. Jednak i takie programy – choć cenne z punktu widzenia jednostki i z potencjalnie pozytywnym wpływem na zdrowie całej populacji – wciąż nie osiągają zakładanych wskaźników uczestnictwa.

Profilaktyka to nie tylko lekarze POZ

– O fiasku dotychczasowych działań profilaktycznych w Polsce świadczą twarde dane. Jaki powinien być ich efekt? Z założenia jest to wyższa średnia życia, przeżywanego w dobrym zdrowiu. To ważne, bo celem jest nie tylko metrykalnie dłuższe życie, ale także jego dobra jakość. Tymczasem ten wskaźnik u nas nie rośnie od lat. Brakuje działań kompleksowych, w które byłby zaangażowany nie tylko resort zdrowia, ale także inne organy państwa. Lekarze rodzinni mają do spełnienia ogromną rolę w profilaktyce, ale ten ciężar nie może spoczywać wyłącznie na ich barkach. Zwłaszcza w sytuacji, gdy lekarze w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej są przeciążeni i w niektórych okresach roku (sezony infekcyjne) zwyczajnie nie mają czasu na profilaktykę – podkreśla dr Zbigniew J. Król. 

REKLAMA
REKLAMA

Lekarz dodaje, że od dawna wiadomo, dlaczego Polacy nie żyją dłużej, a ich kondycja nie jest coraz lepsza. Nikotyna, zła dieta połączona z brakiem ruchu oraz alkohol – oto główni „winowajcy” braku wydłużania życia w dobrej jakości w Polsce.

– Żeby wyeliminować te czynniki ryzyka z populacji, nie wystarczy tworzenie kolejnych programów profilaktycznych, opierających się na badaniach diagnostycznych. Nie wystarczy także sama edukacja zdrowotna, realizowana w oderwaniu od całego systemu. Powinny to być naczynia połączone, co wymaga zaangażowania wielu instytucji – podsumowuje dr Król.

Farmaceuci z pewnością mogliby stanowić solidne wsparcie systemowe.

Źródło: DF/UMW

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA