O lekarzu z Przemyśla pisaliśmy już tydzień temu. Jest on pediatrą oraz specjalistą chorób płuc, który jakiś czas temu, na internetowej stronie swojej przychodni, miał zamieścić schemat leczenia ciężkich przypadków COVID-19. Polegał on na podawaniu pacjentom leku, którego główny składnik to chlorowodorek amantadyny. Lekarz zapewniał, że ma już udokumentowanych ponad 100 przypadków wyzdrowień; wyleczyć miał również siebie.
O swojej metodzie, próbował Bodnar zawiadomić Ministerstwo Zdrowia i ekspertów, jednak nie spotkał się on z większym odzewem. Dlatego, swój list skierował on do redakcji mediów ogólnokrajowych i lokalnych – i tak, o sprawie zrobiło się głośno (czytaj również: Pacjenci pytają w aptece częściej o Viregyt K? Oto przyczyna…).
Wycofanie się lekarza
Tymczasem, 30 października, na stronie medyka pojawił się kolejny komunikat, o czym czytamy na portalu Życie Podkarpackie. Bodnar podkreśla w nim, że „w związku z odgórnymi naciskami” zdecydował się nie kontynuować leczenia pacjentów chorych na COVID-19 przy użyciu amantadyny, „ponieważ amantadyna nie jest wpisana w schematy leczenia COVID-19”.
– Staram się leczyć zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą, umiejętnościami i przekonaniem. Leczyłem z przeświadczeniem, że zastosuję lek, który mimo że nie jest wpisany w schemat leczenia – to ratuje pacjentowi zdrowie i życie. W związku z powyższym schemat leczenia amantadyną został usunięty ze strony. Bardzo dziękuję Państwu za dotychczasowe wsparcie – napisał lekarz.
Bodnar pozostaje przekonany o swojej metodzie; na stronie zamieszcza też relacje pacjentów, którzy, dzięki niej, mieli wyzdrowieć. Lekarz nie rozumie, dlaczego spotkała się ona z takim odbiorem w środowisku.
Co na to Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej?
Metoda Bodnara wywołała różne reakcje. Część ekspertów zdecydowanie ją odradzało, podczas gdy inni podkreślali jej słuszność, jako że amantadyna to środek przeciwwirusowy. Ostatecznie, przypadkiem lekarza zajmie się Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Krakowie – jednak, jak informuje portal Życie Podkarpackie, jego komentarz w tej sprawie jeszcze się nie pojawił. Portalowi udało się jedynie ustalić, że przypadek jest analizowany, a rzecznikowi przysługują 3 miesiące na podjęcie decyzji o ewentualnym wszczęciu postępowania.
Z kolei portal tvpkrosno.pl miał donosić, że rzecznik zajmie się zbadaniem, czy, w przypadku lekarza, miało miejsce propagowanie postaw antyzdrowotnych oraz stosowania metod niezweryfikowanych naukowo lub szkodliwych. Portal ten powołuje się także na wiadomości od Krakowskiej Izby Lekarskiej:
– Lek Viregyt K 100 mg jest lekiem zarejestrowanym w Polsce, w związku z tym nie jest zabronione jego stosowanie. Jesteśmy dalecy od określenia: „zbawczej roli tego leku”, ale na ten moment nie możemy podważyć z medycznego punktu widzenia jego stosowania przez lek. Włodzimierza Bodnara.
W obronie lekarza
Jednocześnie, internauci stworzyli petycję, w której wstawiają się za przemyskim medykiem.
– Nie mogę zrozumieć tego, że gdy wszyscy szukają leku na COVID-19, pojawia się lekarz, który mówi i udowadnia w jaki sposób i ile osób wyleczył z koronawirusa, wszczyna się wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Pan doktor Bodnar powinien otrzymać odpowiednie wsparcie i pomoc, a nie groźbę utraty prawa do wykonywania zawodu – mówi pani Katarzyna, autorka petycji.
Co więcej, portal wp.pl miał rozmawiać z Wojciechem Kałamarzem, urzędnikiem z Dyrekcji Generalnej ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności w Komisji Europejskiej, który podkreślał, że Komisja „podejmie próbę oceny skuteczności tej metody leczenia”.
AM/zycie.pl










