1 lutego weszła w Niemczech w życie nowa regulacja prawna, dotycząca zniżek dla zakładów ubezpieczeń zdrowotnych. Zmiana ta jest częścią nowej ustawy o stabilizacji finansowej ustawowych ubezpieczeń zdrowotnych i ma na celu zmniejszenie wydatków, jakie zakłady ubezpieczeń ponoszą w związku z współpłaceniem za leki wydawane w aptekach. Ma to przynieść oszczędności w kilku obszarach systemu opieki zdrowotnej.
Dotychczas apteka wydając lek pacjentowi udzielała zniżki dla ubezpieczyciela w wysokości 1,77 euro od sprzedaży danego preparatu. Od 1 lutego kwota ta wzrosła do 2 euro, co nie spodobało się branży farmaceutycznej w Niemczech i spotkało z ogólnokrajowym sprzeciwem.
– Tą ustawą minister zdrowia Lauterbach w rzeczywistości karze tych, którzy uratowali go w pierwszym roku jego urzędowania i przeprowadzili system przez pandemię COVID – grzmi Friedmann Schmidt, prezes Saksońskiej Krajowej Izby Farmaceutów.
Według wyliczeń Federalnego Związku Niemieckiego Stowarzyszenia Farmaceutów zmiana ta ma kosztować apteki w Niemczech blisko 120 milionów euro rocznie. Nowe przepisy mają obowiązywać w 2023 i 2024 roku, co dodatkowo podnosi wysokość planowanych opłat. Dla farmaceutów to zdecydowanie za dużo.
Dlaczego rząd zdecydował się na taki krok?
Powodem takich zmian są braki w kasach zakładów ubezpieczeń zdrowotnych, które jak się okazuje wynikają po części z wysokich kosztów, jakie musiały one ponieść w poprzednich dwóch pandemicznych latach.
– W ramach procesu zarządzania pandemią apteki osiągnęły w 2021 roku znaczną dodatkową sprzedaż w wysokości 2,5mld euro (…). Wynika to z wynagrodzenia za dodatkowe zadania, takie jak dystrybucja maseczek ochronnych FFP-2, realizacja testów na obecność koronawirusa oraz tworzenie zaświadczeń o szczepieniach – argumentuje rzecznik Ministerstwa Zdrowia Sebastian Gulde.
Dodatkowe koszty, jakie ustawowy ubezpieczyciel musiał ponieść względem aptek przyczyniły się do utworzenia blisko 17 miliardowego długu w kasach narodowych płatników. Dlatego też Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się na podniesienie ustawowej opłaty pobieranej od aptek za wydanie leku pacjentowi (czytaj również: Niemcy szukają pomysłów na rozwiązanie problemu braku leków. Co proponują?).
Co mówią farmaceuci?
Farmaceuci i organizacje zrzeszające apteki wypowiadają się w jednym i tym samym tonie – są wściekli. Podwyżka ustawowego rabatu dla ubezpieczyciela zbiega się w czasie z niespotykanymi dotychczas problemami ekonomicznymi aptek, wynikającymi z galopującej inflacji, kryzysu energetycznego i większej ilości pracy. Organizacje farmaceutyczne ostrzegają jednocześnie, że tego typu niekorzystne rozwiązania mogą źle wpłynąć na kondycję finansową aptek i przyczynić się do ich zamykania.
– Do końca III kwartału 2022 roku w całych Niemczech zamknięto 250 aptek. Biorąc pod uwagę gęstość zaopatrzenia w apteki jesteśmy teraz w dolnej 1/3 europejskiego przedziału. Teraz to jeszcze przyśpieszy – wypowiada się Friedmann Schmidt, prezes Saksońskiej Krajowej Izby Farmaceutów.
Nic zatem dziwnego, że farmaceuci w Niemczech są zaniepokojeni zmianami, jakie z początkiem lutego zdecydowało się wprowadzić Ministerstwo Zdrowia. Resort jednak zdaje się nie przejmować uwagami branży. Co więcej – zapewnia, że monitoruje sytuację z ilością aptek oraz zaopatrzeniem ludności w leki. W opinii ministerstwa ogólnokrajowa podaż leków w chwili obecnej nie jest zagrożona.
Ministerstwo uważa podwyżkę za proporcjonalną
Minister Zdrowia Karl Lauterbach bardzo ceni sobie rolę aptek w niemieckim systemie opieki zdrowotnej, co zresztą niedawno podkreślał. Nie zmienia to jednak faktu, że nowe przepisy są koniecznością, bez której system może dalej popadać w kolejne problemy.
Ministerstwo argumentuje, że skoro apteki w poprzednich pandemicznych latach osiągnęły znaczące nadwyżki (dodatkowa sprzedaż oszacowana została na poziomie 2,5mld euro), to obecne zmiany nie powinny być dla aptekarzy znaczącym obciążeniem.
– W tym zakresie wzrost rabatu aptecznego oceniono jako proporcjonalny – tłumaczy rzecznik Ministerstwa Zdrowia.
Z wypowiedzi przedstawicieli resortu wynika zatem jednoznacznie, że skoro apteki wypracowały w poprzednich latach znaczące zyski, to teraz nie powinny mieć problemu ze wzrostem ustawowej opłaty rabatowej dla zakładów ubezpieczeń zdrowotnych. Branża jest jednak przeciwna takiemu rozumowaniu, gdyż według jej opinii obroty wypracowane w trakcie pandemii wynikały z ciężkiej pracy, jaką farmaceuci wkładali w codzienną pomoc pacjentom (czytaj również: Niemcom brakuje leków. Przejmują te przeznaczone dla Ukrainy…).
Pozostaje zatem przyglądać się rozwojowi sytuacji u naszych zachodnich sąsiadów i liczyć na to, że podobne rozwiązania nie zostaną uchwalone w naszym systemie opieki zdrowotnej.
©MGR.FARM










