REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
czw. 4 stycznia 2024, 08:01

Właścicielka podpaliła aptekę by wyłudzić odszkodowanie

Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał na rok więzienia kobietę, która próbowała podpalić swoją aptekę, by wyłudzić odszkodowanie. Wcześniej wojewódzki inspektor farmaceutyczny cofnął jej zezwolenie, za sprzedaż substancji kontrolowanych w celach innych niż medyczne.

Strażak gaszący wodą pożar.
Sąd uznał, że właścicielka podpaliła aptekę by uzyskać odszkodowanie. Wcześniej placówka została zamknięta, a kobieta tonęła w długach (fot. Shutterstock)

W połowie lipca Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim III Wydział Karny wydał wyrok w sprawie właścicielki apteki oskarżonej o usiłowanie oszustwa. Kobieta najpierw miała spowodować pożar w swojej aptece, a następnie próbowała uzyskać odszkodowanie w kwocie 510 000 zł. Sąd skazał ją na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.

REKLAMA

Zamknięta apteka i rosnące długi…

Wydarzenia, które analizował Sąd miały swój początek w lutym 2020 roku. Wtedy to wojewódzki inspektor farmaceutyczny wydał decyzję cofającą kobiecie zezwolenie na prowadzenie apteki. Decyzja miała rygor natychmiastowej wykonalności.

– Stwierdzono nierzetelność dokumentacji sprzedaży i zakupu produktami leczniczymi, zawierającymi w swoim składzie prekursory kategorii 1, co skutkowało uznaniem utraty przez prowadzącą aptekę rękojmi należytego jej prowadzenia. W decyzji wskazano, że istnieje podejrzenie, że przedsiębiorca może zbywać produkty lecznicze, w celach innych niż medyczne, poza apteką – czytamy w aktach sprawy.

Kobieta odwołała się od tej decyzji do Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Niedługo po zamknięciu apteki spłaty zobowiązań zaczęli domagać się wierzyciele. Jeden z nich uzyskał sądowy nakaz zapłaty ponad 280 000 zł. Wobec kobiety prowadzone było także postępowanie komornicze w celu wyegzekwowania należności na rzecz innych wierzycieli. W sumie zobowiązania finansowe kobiety sięgały 500 000 zł.

Ubezpieczenie i pożar…

Jak wynika z akt sprawy, w lipcu 2020 roku kobieta ubezpieczyła mienie znajdujące się w aptece „od ognia i innych zdarzeń losowych”. Ubezpieczenie miało obowiązywać od 29 lipca 2020 roku. Jednocześnie kobieta miała zataić przed pośrednikiem ubezpieczeniowym fakt, że apteka nie działa.

23 października 2020 r. w aptece włączył się czujnik dymu. Przybyłe na miejsce jednostki Straży Pożarnej stwierdziły zadymienie i pożar w jednym z magazynów. Jego źródłem okazała się przewrócona lampka stykająca się z paczką pieluch.

W wyniku pożaru część leków została zniszczona, a pozostałe pozostające na stanie zostały zadymione. Czuć było zapach dymu z opakowań, dlatego nie nadawały się do dalszej sprzedaży. W rezultacie kobieta 4 grudnia dokonała zgłoszenia wniosku o wypłatę odszkodowania.

–  Wartość uszkodzeń określono na 510.000,00 złotych. W aktach szkodowych oskarżona podała, iż w magazynie leków przy oknie stała lampka elektryczna bez klosza, załączona włącznikiem zainstalowanym na przewodzie zasilającym, podczas nieobecności obsługi w aptece coś spadło z regału na biurko załączając jednocześnie lampkę. W pobliżu lampki leżało lub spadło z regału opakowanie pieluch. Prawdopodobnie to opakowanie miało kontakt z żarówką działającej i świecącej lampki. Jej ciepło doprowadziło do wytopienia opakowania i zapalenia pieluch – czytamy w aktach sprawy.

Ubezpieczyciel odmówił jednak wypłaty odszkodowania. Rzeczoznawca uznał bowiem, że zdarzenie nie miało charakteru losowego. Wszystkie okoliczności wskazywały, że prawdopodobne jest upozorowanie pożaru.

REKLAMA
REKLAMA

Usiłowanie oszustwa…

Sprawa ostatecznie trafiła do sądu. Kobiecie postawiono zarzut usiłowania oszustwa. Miała celowo upozorować pożar, by uzyskać odszkodowanie. Właścicielka apteki podczas procesu nie przyznawała się do stawianych jej zarzutów. Powołany przez Sąd biegły do spraw pożarnictwa nie miał jednak wątpliwości.

– Nieprawdopodobnym jest, aby na stabilną, z metalową podstawą lampki, spadła paczka pieluch i w tym czasie załączyłby się przełącznik. Za mało prawdopodobne uznać należy, aby pielucha załączyła przełącznik i spadła pod przewróconą żarówkę, tym bardziej, że przewód sprawnej lampki, rozwinięty, znajduje się w pewnej odległości od niej. Lampka leżała bokiem, o czym świadczą ślady opalenia. Gdyby lampka się przewróciła, to prawdopodobnym jest, że stłukła by się – czytamy w aktach sprawy.

Mimo braku bezpośrednich dowodów, wszystkie poszlaki wskazywały na winę kobiety. W trakcie procesu okazało się, że w dniu pożaru była w niedziałającej aptece. To wtedy miała upozorować pożar – w tym przynieść lampkę, której wcześniej w aptece nie było (jak wynikało z zeznań byłych pracowników). Sąd stwierdził, że za próbą podpalenia apteki przemawiają też pozostałe okoliczności – zawieszenie działalności apteki i to, że właścicielka straciła źródło dochodu oraz jej zobowiązania wobec kontrahentów na kwotę do 500 000 zł, a także prowadzone wobec niej egzekucje komornicze.

– Apteka była nieczynna od lutego 2020 roku i nagle w październiku ni stąd ni zowąd paczka pieluch spada, dodajmy „sama z siebie” na lampkę. Nawet zakładając, że paczka pieluch spadła na lampkę, to wątpliwe dla sądu jest to, że opakowanie pieluch przewraca ten stabilny przedmiot, załącza się włącznik lampki, znajdujący się w jakiejś odległości od lampki, a następnie opakowanie pieluch pozostaje na lampce (nie zsuwa się po niej ), a wytworzone ciepło lampki powoduje zapalenie się opakowania pieluch – punktował Sąd.

Rok pozbawienia wolności

Okolicznością łagodzącą w tej sprawie okazało się to, że do oszustwa finalnie nie doszło. Stąd też zarzuty dotyczył „usiłowania” oszustwa. Poza tym kobieta nie była wcześniej karana. Dlatego też Sąd wymierzył jej karę roku pozbawienia wolności, zawieszoną warunkowo na okres próby dwóch lat.

– Sąd uznał, że jest to wystarczające dla osiągnięcia celów kary, w szczególności zapobieże ponownemu popełnieniu przestępstwa. Dla oskarżonej obecnie prowadzone postępowanie karne będzie wystarczają nauczką. Jednocześnie warunkowe zawieszenie wykonania kary nie jest rezygnacją z ukarania sprawcy, istnieje bowiem możliwość zarządzenia wykonania warunkowo zawieszonej kary – uznał Sąd.

Kobieta ma też zapłacić grzywnę w wysokości 1000 zł. Wyrok jest prawomocny.

Sygn. akt III K 2/23

©MGR.FARM

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA