Znany francuski eseista i poeta Paul Valéry napisał kiedyś: tym, co najgłębsze w człowieku, jest skóra. Choć jego metafora odnosiła się głównie do powierzchownej duchowości, skrywającej całą biologiczną maszynerię i podświadomość człowieka, to dziś wiemy, jak wiele w tym prawdy w sensie stricte medycznym. Gdy myślimy o sobie, praktycznie nigdy nie myślimy o sercu, wątrobie lub kościach – myślimy o skórze. Jej stan i funkcjonowanie mają ogromny wpływ na samoakceptację, relacje społeczne i zdrowie psychiczne.
Jeden z nurtów psychoanalizy, tak zwany dermic drive, skupia się nad tym, jak skóra, czyli nasze materialne zewnętrzne ja, organizuje samoświadomość i ego. Jest to szczególnie istotne w kontekście autyzmu, gdzie zaburzenia odczuwania w obrębie skóry (nadwrażliwość lub niedowrażliwość) mogą być jedną z przyczyn zamknięcia świadomości na bodźce zewnętrzne. Dziś wiemy, że nie tylko stres i gwałtowne emocje wpływają na biochemiczne reakcje w naszej skórze. Sygnał biegnie dwustronnie. Receptory skórne, przekazując informacje do ośrodkowego układu nerwowego, mogą zmieniać nasze świadome odczuwanie rzeczywistości. Mogą wywoływać radość, nerwowość, nadpobudliwość, strach, stymulować skupienie lub umożliwiać wyciszenie. W tym kontekście dbanie o stan skóry, w tym jej odżywienie i nawilżenie, może mieć rzeczywiste działanie terapeutyczne. A zaniedbania w tej kwestii – choć po części tłumaczyć mogą jesienno-zimową chandrę…
Skóra zimą
W naszej szerokości geograficznej zimą robi się ciemno, zimno i ponuro. Włączamy ogrzewanie i sztuczne oświetlenie, rzadziej wietrzymy, a poza domem ubieramy się najcieplej jak to tylko możliwe. Skóra – przegrzana pod stosem ubrań, muśnięta mrozem, wysuszona mikroklimatem mieszkań – nie ma łatwo. Na gwałtowne zmiany temperatur reaguje przekrwieniem i podrażnieniem. Gruczoły łojowe w niskich temperaturach pracują mniej wydajnie, a niewystarczająca wilgotność ogrzewanych pomieszczeń dosłownie wysysa całą wodę z naskórka. Skóra wolniej się regeneruje, słabiej złuszcza.
Zimą nasza dieta często jest bardziej monotonna; nawet jeśli jemy duże ilości warzyw i owoców, to są one uboższe w składniki odżywcze niż te w środku sezonu. Łatwiej tym samym o niedobory witamin i minerałów, a to zawsze odbija się na skórze. Aby wiosenne słońce nie podkreśliło wszystkich zimowych zaniedbań, warto zadbać o dobrostan największego organu naszego ciała.
Czym właściwie jest „sucha skóra”? Ciało dwuletniego dziecka to 78 proc. wody, osoby dorosłej – 65 proc., a człowieka w wieku 80 lat – to już zaledwie 45 proc. wody. Jak widać, potoczne określenie: „wysuszony starzec”, ma podparcie biologiczne. Średnia wilgotność naskórka to jednak u wszystkich grup wiekowych znacznie mniej – 10 do 13 proc. Gdy z powodu leków, moczopędnych napojów, nasilonego pocenia lub niedostatecznej podaży wody jej ilość spadnie o 2 proc., to zmiana ta najbardziej widoczna będzie w naskórku. Prawidłowo nawilżony naskórek chroni skórę właściwą i umożliwia poprawne działanie wszystkich zawartych w niej gruczołów i receptorów. Ilość dostępnej w warstwie rogowej wody warunkuje też odporność na chorobotwórcze patogeny.
Choć warstwa rogowa jest martwa – woda nie jest korneocytom potrzebna do życia – to jej odpowiednie nawilżenie i natłuszczenie zabezpiecza przed odparowaniem wody z warstwy keratynocytów. A te ostatnie mają szereg ważnych zadań, między innymi wytwarzanie kolagenu typu IV, lamininy i fibronektyny. Stąd utrata wody wiąże się nieodmiennie ze spadkiem elastyczności i odporności na mikrourazy. Wyraźnie to widać w przypadku uszkodzenia cienkiej warstwy naskórka ust zimą. Zwilżanie warg na mrozie powoduje uszkodzenie i odwodnienie warstwy rogowej. W efekcie korneocyty nie są chronione przed odparowywaniem wody, ich metabolizm ulega zahamowaniu, synteza włókien kolagenowych jest osłabiona, a fibronektyny w niewystarczającym stopniu wspomagają leczenie mikrouszkodzeń. Opóźnionym w czasie, ale łatwym do przewidzenia efektem są spierzchnięte wargi z tendencją do pękania.
Na innych powierzchniach skóry procesy zachodzą podobnie, choć ze względu na aktywność gruczołów łojowych (skóra warg jest ich pozbawiona) nie są tak bardzo widoczne. Niezmiennie jednak utrata wilgotności przez naskórek prowadzi do szeregu niekorzystnych zmian tkankowych i biochemicznych.
Nawilżanie to podstawa
W warunkach fizjologicznych nawilżenie skóry zależy od dwóch podstawowych mechanizmów zatrzymywania wilgoci. Pierwszy to zdolność wszystkich warstw skóry do zatrzymywania wody w molekularnych sieciach słabych wiązań chemicznych. Kluczową rolę odgrywa fizyczna zdolność protein do wiązania cząsteczek wody. Grupy polarne białka wiążą się z cząsteczkami wody, jednocześnie obniżając natężenie pola elektrycznego w najbliższym sąsiedztwie i ustalając swoją strukturę. Jest to układ wyjątkowo stabilny. Podobną zdolność mają cząsteczki cukrów prostych i polisacharydów. Glukoza jest zresztą jednym z głównych składników naturalnego czynnika nawilżającego NMF (Natural Moisturizing Factor). W jego skład, oprócz protein i cukrów prostych, wchodzą również aminokwasy, sole kwasu mlekowego, kwas piroglutaminowy, kwas hialuronowy, sód, magnez, potas, wapń, chlor i jony fosforanowe. Cała ta mieszanka jest stale wytwarzana w trakcie naturalnych przemian zachodzących w naskórku: rogowacenia, pocenia się i wydzielania sebum.
To, jak dużo czynnika NMF wytwarzamy, jest silnie zależne od estrogenów i niestety drastycznie zmniejsza się wraz z wiekiem. Problemem jest również utrata NMF pod wpływem czynników stresowych, takich jak promieniowanie UV, gwałtowne zmiany temperatury, detergenty, peelingi mechaniczne czy ciągły kontakt z suchym powietrzem.
Przeczytałeś tylko 20% artykułu
Całość dostępna w bezpłatnym magazynie MGR.FARM











