Aptekarze nadal czekają na zmiany, które ułatwią ich pracę.

Czekamy, czekamy i czekamy…

Szyld krzyża z zielonym logiem

Wiedziałem, że tak będzie

Porządkując więc szuflady aptecznego magazynu nie skreślajmy więc w myślach zakurzonych pudełeczek z zapomnianymi specyfikami.

Nowe oblicza

Biorący udział w eksperymencie pacjenci z Tuskegee nigdy nie dowiedzieli się, że chorują na kiłę.

Eksperyment w Tuskegee

Zbiliżenie na lit w układzie okresowym pierwiastków

Lit w leczeniu chorób...

Urojone terapie

Urojone terapie

Pacjenci coraz częściej szukają alternatywy dla medycyny konwencjonalnej. W rezultacie stają się coraz bardziej podatny na wpływ znachorów i samozwańczych ekspertów, obiecujących uzdrowienie.

Praca w aptece ogólnodostępnej codziennie farmaceutów z ludźmi chorymi na nowotwory czy ciężkie do leczenia choroby przewlekłe. Pacjenci zmęczeni długą, wyniszczającą i nieprzynoszącą wymiernych rezultatów farmakoterapią, są najbardziej podatni na wpływ specjalistów od medycyny alternatywnej – obiecującej szybkie, bezbolesne i wyjątkowo skuteczne leczenie. Spory odsetek tych praktyk rozwija się wokół chorób, które wciąż są ogromnym wyzwaniem dla tradycyjnej medycyny akademickiej. Mowa tutaj głównie o chorobach onkologicznych.

Przed laty na łamy ogólnopolskich gazet trafił przypadek 54-letniego technika budowlanego, Zygmunta B. – autora rewolucyjnej terapii przeciwnowotworowej opracowanej i praktykowanej w Prywatnym Ośrodku Badawczym Organicznych Substancji Leczniczych i Zwalczania Chorób Nowotworowych. Na swoich pacjentach stosował dwa preparaty o nazwach, na początku XXI wieku, będących dość egzotycznymi, dziś zaś brzmiących, jak kiepski żart działu kreatywnego producenta suplementów diety: Antyra i Derax. Trzymiesięczna kuracja tymi specyfikami kosztowała blisko 90.000 zł.

Autor terapii nowych pacjentów zdobywał na oddziałach onkologicznych obiecując rewelacyjne efekty leczenia bez działań niepożądanych – po latach prokuratura ustaliła, ze jego leki oparte były na sfermentowanych burakach, czosnku, ziołach i nie miały prawa działać. O znachorze prawdopodobnie świat dość szybko by zapomniał, gdyby nie jego najsłynniejsza ofiara – poeta, prozaik i piosenkarz – Jacek Kaczmarski. Znany bard Solidarności, zrezygnował z tradycyjnej farmakoterapii terapii raka przełyku na rzecz kuracji Zygmunta B. i po dwóch latach znajomości zmarł, pomimo iż rokowania lekarzy kreśliły przed artystą dużo bardziej optymistyczny scenariusz. Hochsztapler został oskarżony o wyłudzenie łącznie blisko 2.000.000 zł i narażenie na poważny uszczerbek na zdrowiu dziesiątek osób. W 2010 roku został skazany na siedem lat więzienia.

Na kłamstwie i fundamentalnej niewiedzy znachorów i ich pacjentów zbudowano jeden z najświeższych i najpotężniejszych mitów alternatywnej medycyny, a zarazem jeden z najprężniej rozwijających się segmentów sprzedażowych suplementów diety. O lewoskrętnej witaminie C słyszeliśmy wszyscy, wielu z nas zapewne miało kwas askorbinowy opisany jako lewoskrętny w swoim asortymencie aptecznym. Pacjenci gotowi na zakup lewoskrętnej wersji kwasu askorbinowego, opisywali ją jako związek lepiej przyswajalny (najpopularniejsze konsumenckie czasopisma medycyny naturalnej sugerowały zerową przyswajalność witaminy C prawoskrętnej obecnej w klasycznych produktach aptecznych), nie zakwaszający organizmu, wpływający na redukcję otyłości, wymiatający wolne rodniki i działający wybitnie przeciwrakowo, dodatkowo działający bez żadnych skutków ubocznych. Dziesiątki tysięcy ludzi uwierzyły w ten mit, co skrzętnie wykorzystali producenci suplementów diety.

Warto podkreślić, że ogromny wkład we wzrost sprzedaży lewoskrętnej witaminy C miał najpopularniejszy „znachor” w naszym kraju, autor książki „Ukryte terapie. Czego nie powie Ci lekarz” – Jerzy Zięba, który od wielu lat konsekwentnie mitologizował przewagę lewoskrętności kwasu askorbinowego nad jego prawoskrętną formą w swoich publikacjach i podczas swoich wykładów, zdobywając rzeszę wiernych wyznawców. Doszło nawet do sytuacji, w której witaminę C produkowaną jako odczynnik chemiczny sprzedawano na kilogramy do celów spożywczych. Tu Jerzy Zięba przyznał się nawet, iż proceder ten nie spodobał się Sanepidowi, dlatego też musiał zmienić kategorię tego produktu w swoim sklepie – sprzedawał on bowiem kwas askorbinowy CZDA jako produkt spożywczy, pomimo braku stosownych pozwoleń.

Jakie jeszcze sposoby na oszukiwanie i okradanie pacjentów stosują polscy znachorzy? Czym żyje współczesna medycyna alternatywna? Przeczytacie o tym w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM


Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu mgr.farm jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.