Jak zostać szczęśliwym posiadaczem karty GMS? Trzeba spełnić warunek odpowiedniego dochodu. (fot. Shutterstock)

Farmaceuta w Irlandii:...

Nieumiejętnie, w tym nadmiernie stosowana suplementacja, może powodować wiele niekorzystnych konsekwencji zdrowotnych. (fot. Shutterstock)

Racjonalna Suplementacja...

Czynnikami wywołującymi reakcje fototoksyczne mogą być substancje roślinne, leki czy środki chemiczne, działające zewnętrznie bądź podane doustnie. (fot. Shutterstock)

10 leków, przy których należy...

Nieograniczone stosowanie antybiotyków, skutkuje opornością na środki przeciwdrobnoustrojowe oraz rozwojem „superbakterii”. (fot. Shutterstock)

Antybiotykooporność jak...

System ten w aptece nie ma większego sensu! Oznacza on tylko masę problemów a niczego nie gwarantuje. (fot. Shutterstock)

Dyrektywa antyfałszywkowa, a...

Dr Google - specjalista medycyny globalnej

Dr Google - specjalista medycyny globalnej

Praca farmaceuty to ciągły proces interakcyjny. Każdego dnia stojąc za pierwszym stołem spotykają nie tylko z pacjentem-przypadkiem, ale przede wszystkim z pacjentem-człowiekiem. Skupiając się na potrzebie człowieka stojącego vis-a-vis, nie powinien zapominać, że pacjent poza swoją fizycznością przyprowadził do apteki bogaty bagaż emocjonalny oparty o bardzo złożone życiowe wydarzenia – spełnienie, sukces, utratę bliskiej osoby, nieprzespaną noc czy natarczywy ból. Żeby w pracy nie zwariować i mieć z niej satysfakcję, farmaceuci powinni nabyć umiejętności miękkich, które sprawią, że bez przeszkód zmierzą się z pacjentem i jego emocjami, a jednocześnie zachowają dystans niezbędny do higieny uprawianego zawodu.

Komunikacja interpersonalna opiera się na trzech filarach – części werbalnej, niewerbalnej i słuchaniu. Część werbalna to słowa, które wypowiadamy, znaczenia jakie im nadajemy oraz treść kulturowa, które tym słowom przyporządkowujemy od wczesnych lat dzieciństwa. Bardzo mocno przywiązani do przekazu werbalnego, znacznie mniejszą uwagę skupiamy na komunikacji niewerbalnej, na skutek czego nie potrafimy kontrolować swojego ciała, podczas gdy mówimy, a nawet milczymy. Nie zdajemy sobie sprawy, że przy pomocy naszego ciała nie zawsze będąc tego świadomi, wysyłamy otoczeniu tysiące informacji. Nasza postawa, gesty, ułożenie rąk, ruch głową, unoszenie brwi czy odwracanie wzroku mówią drugiej stronie znacznie więcej niż słowa, które właśnie wypowiadamy. Łączenie ze sobą słów i gestów poczas komunikacji z drugim człowiekiem, daje nam pełny obraz tego jakie informacje chce nam przekazać. Część niewerbalna jest o tyle fascynująca, że bez względu na język i zaszłości kulturowe potrafimy bez słów odgadnąć intencje drugiej osoby. Słowa stanowią jedynie uzupełnienie komunikacji i są swego rodzaju "dobudówką" do wykształcanego setki tysięcy lat niewerbalnego porozumiewania się między ludźmi.

Ostatnim elementem triady komunikacyjnej jest słuchanie . Zdaje się, że umiejętność słuchania jest tym, co najbardziej przydaje się w zawodzie farmaceuty. Sztuka ta jest w toku edukacji szkolnej pomijana - na korzyść ciągłego doskonalenia czytania. W efekcie wkraczając w życie dorosłe "słuchamy", ale niestety nie "słyszymy". Świadomość istnienia triady komunikacyjnej jest warunkiem koniecznym do poprawnego komunikowania się z pacjentem. Efektywność w tym procesie odgrywa kluczową rolę. Ile razy narzekaliśmy na pacjenta powracającego do nas ciągle z tym samym zestawem pytań? Czy nie warto na koniec rozmowy z pacjentem, spytać go czy wszystko było dla niego zrozumiałe i czy aby napewno rozwialiśmy wszelkie jego wątpliwości? Poznanie i systematyczne udoskonalanie każdego z filarów dobrej komunukacji jest warunkiem koniecznym w pracy farmaceuty, tym bardziej, że od kilku lat spotyka się on za pierwszym stołem z nowym typem pacjentem, którego postawa i wspomniany wcześniej bagaż emocjonalny, wymagają od niego szczególnych umiejętności i niezwykłej elastyczności. W 2007 r. w magazynie "Time" pojawił się artykuł praktykującego lekarza dr. Scotta Heiga z Columbia University of Physicians and Surgeons w którym przedstawił swoje doświadczenia z tzw. "medycznym googlersem". Od tamtego czasu toczy się intensywna dyskusja na temat problemów w komunikacji z tym typem pacjenta, który od niedawna szturmuje również nasze apteczne podwórko.

U podstaw wyodrębnienia się "pacjentów dr Google" leżą dwa zjawiska – głęboko zakorzenione w świadomości ludzkiej samoleczenie oraz niekontrolowany rozwój Internetu umożliwiający nowy wymiar komunikacji na odległość. Od dawna bowiem ludzie próbowali leczyć się na własną rękę pod okiem sąsiadki, mamy czy babci. Rady przysłowiowej "Goździkowej" w kontekście samoleczenia nabierały z czasem najrozmaitszych form, niejednokrotnie szkodząc, zamiast pomagać. Nie dziwi więc fakt, że w czasach, gdy z Internetu korzysta 60% Polaków, medyczny autorytet babci czy sąsiadki został wyparty przez informacje i opinie zaczepnięte z sieci.

Powszechnym zjawiskiem jest fakt, że po wstępnym, pobieżnym rozpoznaniu przez siebie objawów, pacjent zamiast skorzystać z konsultacji lekarskiej, zasiada przed komputerem, wpisuje do wyszukiwarki konkretne hasła, wybiera jedną z kilkunastu tysięcy propozycji stron, z której czerpie wiedzę na temat ewentualnych metod leczenia danej dolegliwości. Nie są to jednak niezrozumiałe dla przeciętnego Kowalskiego wytyczne czy artykuły naukowe przygotowywane przez autorytety w dziedzinie medycyny i farmacji, lecz często pisane prostym językiem artykuły sponsorowane, popularno-naukowe, pseudonaukowe, opinie na forach czy reklamy określonych produktów leczniczych.

Spośród zaproponowanych przez sieć metod leczenia, medyczny googlers wybiera jedną, która wydaje mu się najkorzystniejsza finansowo i technicznie. W wyborze kieruje się wygodą i własną autosugestią, które nierzadko są błędnymi doradcami.



Po internetowej konsultacji podejmuje leczenie na własną rękę zaopatrując się w lekarstwa w pobliskiej aptece. W przypadku braku poprawy często taki pacjent próbuje ponownie zgłębić temat w sieci i podjąć kolejną próbę leczenia. Końcowym efektem takich działań jest ciągły brak poprawy stanu zdrowia i spóźniona wizyta u specjalisty. Często scenariusz leczenia przy pomocy Internetu jest odwrotny. Zdarza się, że zaczerpnięta podczas konsultacji lekarskiej wiedza, posłuży takiemu delikwentowi do konfrontacji z opinią farmaceuty, a ostatecznie do polemiki metod leczenia na Internecie i niezastosowania się do zaleceń lekarskich.

Pacjent dr Google to nie lada wyzwanie i to nie perspektywy diagnozowania czy leczenia, lecz komunikacji. Tu niezwykłą rolę odgrywa farmaceuta za pierwszym stołem. Apteka staje
się bowiem dla "medycznego googlersa" nie ostatecznym drogowskazem na drodze do przywrócenia homeostazy, lecz pośrednim przystankiem w konfrontowaniu zaczerpniętej w Internecie wiedzy i narzędziem w realizacji samoleczenia. Naszym zadaniem jest wyprowadzić pacjenta z błędu i nakreślić mu właściwą ścieżkę w procesie leczenia. Nie jest to to proste zadanie. Medyczny googlers przekraczając próg apteki jest mocno przekonany o swojej, zdobytej w sieci, "specjalistycznej" wiedzy. O ile nie jest najgorzej, jeśli staje się on partnerem do dyskusji, o tyle niedobrze, gdy stara się poddać manipulacji personel apteczny, by wymusić środki lecznicze "zaordynowane" przez dr Google. Jak radzić sobie z takim pacjentem?

Komunikacja w takich przypadkach jest utrudniona z dwóch powodów. Po pierwsze pacjent jest uprzedzony i podejrzliwy, zadaje szereg pytań, konfrontuje to co mówimy z opiniami w sieci. Po drugie czas komunikacji jest wydłużony, gdyż stajemy przed karkołomnym zadaniem obalania, kolejnych mitów, którymi pożywił się szukając rozwiązania w sieci. Kiedy uda nam się przebrnąć przez tą pierwszą fazę, to pokierowanie pacjentem i odesłanie do lekarza nie powinno sprawić kłopotu. Najważniejszą zasadą, która powinna towarzyszyć farmaceucie podczas kontaktu z "pacjentem googlującym" jest wewnętrzne przekonanie o własnej, zdobytej na studiach i ugruntowanej latami praktyki wiedzy i doświadczeniu. Ważne jest również to, by umieć kontrolować słowa i własne ciało. Elokwentne przekazywanie informacji połączone z odpowiednią mimiką, gestami i zachowaniem, budują u słuchacza szacunek i zainteresowanie, a rzeczowa argumentacja pozwala przekonać "medycznego googlersa" do naszych racji.

Jeżeli natomiast osoba wydająca jest w stanie określić brakujący kod pocztowy, to może opisać go na rewersie recepty papierowej. (fot. Shutterstock)Czy farmaceuta może uzupełnić kod...

Od 18 kwietnia, gdy weszło w życie nowe rozporządzenie w sprawie recept, elementem obowiązkowym...

Techniczka na stażu samodzielnie wydawała leki pacjentom, a w systemie była wtedy zalogowana na kierownika apteki. (fot. Shutterstock)Sposób na zatrzymanie technika stażysty...

Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum już po raz kolejny, w krótkim czasie, rozstrzygał sprawę...

Póki co wszystkie osoby zatrzymane w poniedziałek przez CBA, zostały zwolnione do domu. (fot. Shutterstock)Nielegalny wywóz leków to proceder...

"To proceder niezwykle szkodliwy" - mówi o nielegalnym wywozie leków dr Paweł Wróblewski. "...

W ocenie Ministra Zdrowia obowiązujące obecnie regulacje odnoszące się do kwestii koncentracji zezwoleń na prowadzenie apteki ogólnodostępnej mają charakter kompleksowy. (fot. MGR.FARM)Ministerstwo Zdrowia o cofaniu zezwoleń...

Pod koniec stycznia poseł Waldemar Buda zwrócił się do Ministra Zdrowia z pytaniem o los 1500...

NFZ wyjaśnia, że data i godzina realizacji recepty oznacza moment fiskalizacji recepty lub kilku recept, kiedy pacjent płaci za wydawane leki. (fot. Shutterstock)Będą kary dla aptek, za błędnie...

Mazowiecki Oddział Wojewódzki NFZ wydał interpretację przepisów nowego rozporządzenia w sprawie...