REKLAMA
Magazyn mgr.farm
Redakcja mgr.farm

Zatrucie paracetamolem to nie jest szybka i łatwa śmierć…

śr. 14 lutego 2018, 10:23

Lista substancji, którymi zatruwają się młodzi ludzie ma kilka stron. Czasem są to tzw. psychotropy, leki na kaszel, zdarzają się nawet leki antykoncepcyjne. Eksperci zwracają jednak uwagę, że do szpitali coraz częściej trafia młodzież zatruta paracetamolem.

W ubiegłym roku na farmaceutyki związane z leczeniem infekcji Polacy wydali w sumie 3,3 mld zł, przy czym 89 proc. sprzedanych leków stanowiły preparaty bez recepty (fot. Shutterstock)

Tylko w ubiegłym roku na oddział Kliniki Nefrologii Dziecięcej, Dializoterapii i Leczenia Ostrych Zatruć w Szczecinie zajmujący się zatruciami u dzieci, trafiło 370 pacjentów. Większość stanowili ci, którzy zażyli właśnie leki. Ci, którzy w ten sposób dokonali próby samobójczej, każdorazowo trafiają na oddział psychiatryczny. Z kolei 98 przypadków dotyczyło narkotyków, z czego najwięcej nastolatków sięgało po amfetaminę (czytaj również: Kalkulator dawek paracetamolu i ibuprofenu).

– Bezwzględnie zwróciłbym jednak uwagę na paracetamol oraz na wszystkie leki, które znajdują się w naszych domowych apteczkach – mówi prof. Andrzej Brodkiewicz, kierownik Kliniki Nefrologii Dziecięcej, Dializoterapii i Leczenia Ostrych Zatruć w Szczecinie. – Taka zdestabilizowana nastolatka, która chce pokazać swój bunt przeciwko rodzicom, czy szkole, jest w stanie wziąć absolutnie wszystko, co w danej chwili ma pod ręką – dodaje.

REKLAMA

Lekarze mówią o nastoletnich dziewczynach, bo to one najczęściej – według statystyk – sięgają po leki z domowej apteki. Zdaniem specjalistów, zazwyczaj nie chodzi jednak o próbę samobójczą, a o „krzyk rozpaczy” i próbę zwrócenia na siebie i swoje problemy uwagi. Czasem chodzi o szkołę, zły kontakt z rodzicami. Częściej o zawód miłosny. Tymczasem zażycie powyżej 20 gramów paracetamolu jest właściwie śmiertelne. – I nie jest to szybka i łatwa śmierć – mówią lekarze.

REKLAMA

– Na szczęście w ciągu ostatnich kilku lat nie mieliśmy ani jednego przypadku zgonu pacjenta po zatruciu – mówi prof. Brodkiewicz. – Nie było też potrzeby wysyłania żadnego z pacjentów na transplantację do Centrum Zdrowia Dziecka. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał tego robić – dodaje.

Brodkiewicz szczecińską Kliniką kieruje od siedmiu lat. Jak sam przyznaje, w tym czasie liczba małych pacjentów wzrosła znacznie i z każdym kolejnym rokiem wciąż ich przybywa.

– Część zatruć, zwłaszcza wśród tych najmniejszych dzieci to oczywiście zatrucia przypadkowe, czyli te, kiedy niedopilnowane dziecko wzięło nasze leki. Dlatego zawsze powtarzamy, by trzymać je w niedostępnym miejscu, by nie zostawiać ich np. na stole. Wystarczy naprawdę chwila nieuwagi – mówi Brodkiewicz.
Więcej na ten temat pisze Onet.pl.

REKLAMA
REKLAMA