Stulecie trucicieli | mgr.farm
Niektórych kłopotów można byłoby uniknąć, a wiele problemów rozwiązać, gdyby nabyć a następnie umiejętnie wykorzystać odpowiednią wiedzę. (fot. Shutterstock)

PEST, SWOT i apteki…

Jeśli przestaniemy szczepić dzieci, w pewnym momencie wrócą dawno zapomniane epidemie... (fot. Shutterstock)

Jeden prosty trik sprawił, że...

W wielu badaniach wykazano, iż alkohol pogłębia drgawkorodne działanie amitryptyliny, a także klozapiny, bupropionu. (fot. Shutterstock)

10 leków, których nie należy...

 Środowisko farmaceutyczne i tak jest podzielone: mamy aptekarzy, szpitalników, hurtowników, przemysłowców... (fot. Shutterstock)

Aptekarski blue monday

Skala kompromitacji sieci nie byłaby tak wielka, gdyby nie poziom stosowanych od lat przekłamań w tej sprawie. (fot. Shutterstock)

Problem 1%? Sieci...

Stulecie trucicieli

Stulecie trucicieli

Autor: Anna Załucka

Linda Stratmann to brytyjska pisarka, specjalizująca się w biografiach i kryminałach, opartych na faktach historycznych. Z wykształcenia jest farmaceutką i psychologiem. Zaintrygowana biografią pisarki sięgnęłam po jej książkę „Stulecie trucicieli” („The secret poisoner. A century of murder”, 2016). Dodatkową rekomendację stanowił dla mnie fakt, że wydawcą książki jest prestiżowe Yale University Press…

Dorosłym ofiarom zabójcy podawali laudanum w piwie typu ale lub porter, by zamaskować gorzki smak laudanum.

Ze względu na temat książki nie jest to lektura uniwersalna. We wstępie autorka przytacza cytat z „Times’a”, o którym nie zapomnimy podczas lektury – „Trucicielstwo zawsze było najgorszego rodzaju zbrodnią ze względu na swój podstępny i potajemny charakter”. Linda Stratmann przeanalizowała i przytacza ogromną ilość zgłębionych źródeł (gazety, czasopisma i literatura z XIX wieku). Przytoczone motywy dziewiętnastowiecznych morderstw to m.in. zemsta służących na pracodawcach, mord dzieci w celach uzyskania odszkodowania od towarzystwa pogrzebowego, mord współmałżonków, krewnych bądź przyjaciół z powodów majątkowych; dzieciobójstwo popełniane przez matki żyjące w ubóstwie, zabójstwo współmałżonka w celu zmiany sytuacji matrymonialnej, zabójstwo przybranych dzieci. Przerażająca jest niechęć, obojętność na cierpienie ofiar, skrajny egoizm sprawców. Straszne są opisy psychicznego i fizycznego znęcenia się nad dziećmi oraz historia dziewiętnastowiecznych doświadczeń naukowych na zwierzętach. Drastyczne są opisy męczarni, które przechodzą ofiary zbrodni.

Dla kogo jest więc ta książka? Dla tych, którzy chcą się dowiedzieć o postępie w toksykologii sądowej, o chemikach, którzy opracowywali metody oznaczania trucizn w ciele człowieka i pozaustrojowo, o odtrutkach i pomaganiu ofiarom zatrucia, o powstawaniu regulacji prawnych dotyczących trujących substancji. Książka może być także interesująca pod względem psychologicznym i socjologicznym, mówi wiele o stosunkach społecznych w XIX wieku (głównie w Anglii i we Francji).

Książka jest rzetelnie opracowana, jeśli chodzi o fakty na temat stosowanych trucizn, ich działania na organizm, wykrywania w ciele, neutralizowania toksyny. Autorka opiera się na sądowych statystykach, według których w XIX stuleciu najczęściej stosowanymi truciznami były: arszenik (trucizna mineralna), preparaty opium (najczęściej laudanum, czyli alkoholowy roztwór opium), strychnina i inne alkaloidy roślinne, kwasy organiczne, rtęć, kwasy nieorganiczne.

Arszenik i opium były tanie i powszechnie dostępne. Arszenik na początku XIX wieku był stosowany jako trucizna do tępienia szkodników, którą można było kupić w sklepie bądź w aptece. W pierwszej połowie stulecia był dostępny prawie bez ograniczeń. Arszenik (tlenek arsenu(III)) to biały proszek, bez wyczuwalnego zapachu i smaku, który słabo rozpuszcza się w zimniej wodzie, lepiej w ciepłej, więc mordercy dodawali go do ciepłych napojów – wody, kawy, kleiku – lub do pokarmów stałych – np. klusek. Objawy zatrucia były nieswoiste i podobne do objawów cholery. Pierwszą wskazówką przy identyfikacji trucizny był fakt, że opary arszeniku mają zapach podobny do czosnku. Potem wprowadzono test redukcji (związki arsenu podgrzane z węglem drzewnym dają biały osad) i próbę Marsha (tworzenia tzw. lustra arsenowego). Pomocne były także kolejne testy: jony srebra wytrącają z roztworów arsenianów żółty osad, a siarczan miedzi - żółtozielony osad tzw. zieleni Scheelego.



Strychnina w postaci nalewek, tabletek i mikstur była stosowana w praktyce medycznej m.in. jako stymulant lub lek w gorączce, histerii, paraliżu, dżumie. Ze względu na dużą toksyczność dochodziło do omyłkowych przedawkowań. Była także stosowana przez samobójców. Nasiona kulczyby wronie oko, zawierające strychninę, były stosowane do robienia naparów do tępienia szkodników i właśnie te napary z nasion wykorzystywali mordercy.

Octan morfiny jako lek stosowano m.in. w bólach brzucha, nerwobólach, bólach menstruacyjnych, nowotworach. Niestety służył też mordercom jako narzędzie zbrodni, laudanum wybierali przede wszystkim dzieciobójcy – usypiające i przeciwbólowe działanie leku powodowało, że podanie go uznawano za lżejszy rodzaj śmierci. Dorosłym ofiarom zabójcy podawali laudanum w piwie typu ale lub porter, by zamaskować gorzki smak laudanum.

Kwas pruski był popularnym lekiem na różne dolegliwości, w tym suchoty i choroby układu nerwowego. Przedawkowanie prowadziło do utraty przytomności w ciągu kilku sekund. Był popularny wśród samobójców. Mordercy stosowali go rzadko, ze względu na ostry zapach i gorzki smak. Po śmierci ofiary łatwo go zidentyfikować – ciało wydzielało charakterystyczny zapach gorzkich migdałów. Odtrutką był amoniak, w postaci soli trzeźwiących obecny w każdym domu.

Interesująco wygląda sprawa regulacji prawnych, dotyczących obrotu truciznami. Pierwsza próba ograniczenia sprzedaży trucizn została podjęta w 1819 roku, ale projekt ustawy nie był dyskutowany w angielskim parlamencie, nie miał mocy prawnej, wprowadzono jedynie zalecenia dla aptekarzy i chemików (proponowano umieszczanie etykiety „Trucizna” na pojemniku, sprzedaż tylko przez doświadczone osoby, z zachowaniem ostrożności, niewydawanie trucizn pojedynczym klientom). Dopiero w 1851 roku weszła w życie pierwsza ustawa o truciznach – nie ograniczono, kto może sprzedawać arszenik, ale sprzedaż miała być rejestrowana (zapisywano ilość, cel zakupu, datę sprzedaży; dołączano zdjęcie nabywcy i podpis klienta), nie można było sprzedać trucizny nieznanej osobie, chyba że w obecności świadka. Nie wolno było wydać arszeniku osobie niepełnoletniej. Arszenik był sprzedawany nie w czystej postaci, ale wymieszany z sadzą lub indygo. Ustawa nie położyła kresu morderstwom z wykorzystaniem arszeniku, ale otworzyła drzwi kolejnym reformom i regulacjom dotyczącym zawodów lekarskiego i aptekarskiego. Więcej na ten temat można przeczytać w książkę Lindy Stratmann, którą polecam wszystkim zainteresowanym tematem trucizn.

Na posiedzenie pojednawcze nie stawił się żaden przedstawiciel szpitala, nie usprawiedliwiając swojej nieobecności i do zawarcia ugody nie doszło. (fot. Shutterstock)Szpital nie zapłacił za leki. Sprawa...

W grudniu zakończyła się batalia sądowa firmy dostarczającej erytropoetynę, z jednym ze szpitali...

 Departament Polityki Lekowej i Farmacji podziela stanowisko NIA, że przepisy rozporządzenia w sprawie recept nie zakazują wystawienia recept dwoma charakterami pisma. (fot. Shutterstock)Poprawka na recepcie? Dwa charaktery...

Każda poprawka nanoszona na recepcie wymaga dodatkowego złożenia własnoręcznego podpisu i...

Pacjenci, którzy obecnie przyjmują preparaty SR z paracetamolem mogą kontynuować leczenie. (fot. Shutterstock)Paracetamol w postaci SR zniknie z...

Produkty o modyfikowanym uwalnianiu zawierające paracetamol zostały uznane za niedostatecznie...

Program szczepień ochronnych jest realizowany w aptekach w 9 z 28 państw członkowskich. (fot. Shutterstock)Farmaceuci mogą być kluczowym elementem...

Farmaceuci systematycznie podnoszą jakość opieki zdrowotnej, zmniejszają liczbę hospitalizacji i...

Wielu właścicieli aptek po prostu nie było już stać na zatrudnienie trzech farmaceutów, dlatego braki kadrowe zaczęli łatać technikami farmaceutycznymi. (fot. MGR.FARM)Farmaceutów nie jest za mało. Jest za...

Tylko groźba utraty zezwolenia z powodu niedawania rękojmi należytego prowadzenia apteki jest w...

Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu mgr.farm jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.