Apteczna diagnoza

Apteczna diagnoza

W moim mieście jest za mało lekarzy. Na wizytę do rodzinnego w czasie wzmożonych zachorowań czasami pacjent musi czekać 2-3 dni. Poza tym okresem też nie zawsze uda się dostać na badanie tego samego dnia. Taka permanentna sytuacja nauczyła pacjentów zaawansowanego kombinowania, które polega na wymuszaniu na lekarzu przyjęcia mimo pełnego zestawu pacjentów, albo wydania diagnozy przez osobę najbardziej do lekarza w ich mniemaniu zbliżoną, czyli stomatologa, weterynarza albo farmaceutę. I recepty. I leków.

Przychodnia działa od 8:00 rano. Rejestracja czynna jest również od 8:00, ale do około 8:40 nikt nie odbiera telefonu, bo pierwszeństwo rejestracji mają Ci, którzy zjawią się osobiście. A oni czekają już od 7:30 pod drzwiami. Wiem, że tak jest, kiedyś byłam się zarejestrować i nieświadoma co mnie czeka przyszłam o 8:00. Nie byłam nawet w pierwszej dwudziestce. Dzwoniąc ma się marne szanse na to, że jeszcze uda się dostać do danego lekarza. Gdy ktoś jednak postanowi zarejestrować się telefonicznie, często usłyszy: „numerki się na dziś skończyły, może Pani/Pan zapytać pana doktora, czy jeszcze dziś przyjmie”. Szczęśliwi wybrańcy posiadający numer komórkowy rodzinnego są w stanie telefonicznie omówić opcję przyjęcia tego dnia, jednak większość osób musi pofatygować się osobiście do przychodni licząc na szczęście. Na kolejny dzień rejestracji się nie prowadzi. Czasem się zdarzy, że ktoś inny jest wolny i przyjmie, ale pacjenci nie chcą iść do kogoś, kogo nie znają.

Ci, którzy są zbyt chorzy, żeby wystawać pod drzwiami przychodni, albo czekać do następnego dnia na kolejną szansę, zwykle jadą na SOR lub do ambulatorium. Ale nie są tam mile widziani w godzinach pracy przychodni, więc często zamiast udać się tam, szukają pomocy wśród znajomych, weterynarzy, stomatologów, farmaceutów, kogokolwiek, kto im pomoże w diagnozie i zaproponuje szybkie leczenie.

Nie jest zatem niczym niezwykłym, że w aptece słyszy się farmaceutę stawiającego diagnozę. Nasze wykształcenie, ciągłe szkolenia i świadomość odpowiedzialności pozwala robić to dobrze. Wierzę, że większość z nas ma świadomość odpowiedzialności jaka na nich spoczywa oraz wagi jaką mają ich słowa, gdy po rozmowie z pacjentem proponują diagnozę i leczenie. Jeśli natomiast pojawiają się wątpliwości co do leczenia zaordynowanego przez lekarza – kontaktujemy się z nim osobiście. Lekarze też popełniają błędy, bywają zmęczeni albo po prostu mają gorszy dzień, choć, jak żadna inna grupa zawodowa, nie chcą się do tego przyznawać, dlatego często wychodzimy z inicjatywą kontaktu w sposób bardzo ostrożny. Myślę, że mimo często ostatnio słyszanych zarzutów nie zapominamy, że nie jesteśmy od leczenia, tylko zajmujemy się kontrolą tego co i jak przyjmuje pacjent, czy bierze leki prawidłowo, czy rozumie swoją terapię oraz pomagamy w przypadkach nie wymagających konsultacji lekarskiej, choć nasza wiedza czasami jest znacznie większa (zwłaszcza u farmaceutów doświadczonych, z dużym stażem pracy i pracujących w aptekach ukierunkowanych na jeden typ pacjenta).

Każdy farmaceuta zna zasady rozpoznania różnicowego podstawowych dolegliwości typu katar, kaszel, ból głowy, brzucha czy zaburzenia gastryczne. Dzięki takiej wiedzy szybko i bez większego ryzyka pomyłki można zdiagnozować podstawowe i częste schorzenia jak przeziębienie, zatrucie pokarmowe, grypa i odróżnić je od poważniejszych stanów, które wymagają konsultacji z lekarzem.



Zatem apteczne diagnozy nie powinny stanowić problemu ani dla pacjenta , ani dla lekarza, ani dla farmaceuty. A przynajmniej tak mi się zawsze wydawało. Aż do czasu, gdy stanęłam „po drugiej stronie” okienka. Jako pacjent w aptece spotkałam się parokrotnie z zarozumialstwem, brakiem poszanowania dla lekarza i bezpodstawnym podważaniem sensowności terapii. Część farmaceutów usilnie próbowała zdiagnozować mój problem (choć nie prosiłam) na podstawie leków, jakie miałam na recepcie oraz pytań o preparaty OTC. Wyciągali ode mnie zupełnie nieistotne informacje, straszyli konsekwencjami przyjmowania zapisanych tabletek, wymyślali niesamowite choroby, które mogłam mieć. Myślę, że gdybym nie była pewna swojego leczenia już dawno zwątpiłabym w swojego lekarza, swoją chorobę a nawet w swoją poczytalność.

To niedopuszczalne, żeby farmaceuta podważał diagnozę lekarza, a to niestety jak obserwuję zdarza się dość często. Takim zachowaniem miesza się w głowie pacjentowi, sprawiając że ten zaczyna kwestionować autorytet lekarza (zwłaszcza jeśli sam miał jakiekolwiek obiekcje wobec np. obsługi w przychodni), a co za tym idzie skuteczność i sensowność terapii. Pojawia się ryzyko, że nie podejmie się leczenia albo porzuci zanim zdąży osiągnąć rezultat terapeutyczny. Pacjent nastawiony sceptycznie do farmaceuty z kolei doniesie o jego zachowaniu lekarzowi i pojawi się konflikt lekarz-farmaceuta, którego tak bardzo staramy się unikać.

To także niedopuszczalne, żeby stawiać diagnozę nie posiadając pełnej wiedzy i przez to niepotrzebnie straszyć pacjenta albo co gorsza wydawać leki na chorobę, którą wydaje się pozornie, że ma. Często nie wiemy kto stoi po drugiej stronie, nie znamy historii jego schorzeń ani leków jakie przyjmuje (pacjent sam często nie pamięta co bierze) i nie mamy odpowiednich narzędzi diagnostycznych, żeby móc wydać wiarygodną opinię o jego stanie zdrowia, choć wiem, że pacjenci często o to proszą. Bez przeprowadzenia kompletnego wywiadu nie można stawiać diagnozy, o czym czasami się zapomina.

W moim mieście są trzy przychodnie lekarza rodzinnego. Wszystkie są oblegane, jednak jedna działa wyjątkowo sprawnie. Żeby uniknąć nieprzyjemności i leczenia pacjentów, którzy nie dostali się do swoich lekarzy, staram się podsuwać inne opcje niż wciskanie się w kolejkę, wymuszanie na innych przedstawicielach zawodów medycznych recept i leczenie na własną rękę. Proponuję zmianę lekarza rodzinnego, zmianę przychodni, kontakt z rejestracją pod koniec pracy lekarza (niektórzy pacjenci rejestrują się i nie przychodzą, zwalniając „numerki”) i w zależności od problemu kontakt z wybraną pielęgniarką środowiskową lub położną. Jednak najczęściej pacjent nie zgadza się na żadną z tych opcji i oczekuje pomocy właśnie ode mnie. I wtedy robię to, co każdy dobry człowiek by zrobił – pomagam według mojej najlepszej wiedzy, podejmując ryzyko i biorąc na siebie odpowiedzialność. Pamiętam jednak, że pomyłka może mnie bardzo drogo kosztować.

Korzyści z wywozu leków były kolosalne. Jeden z podejrzanych zarabiał miesięcznie ok. 600 tys. zł (fot. Mazowiecka Policja)Wywozili leki jako "usługi...

W minionym tygodniu Policja zatrzymała 11 osób biorących udział w nielegalnym wywozie leków z...

Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Poznaniu udostępnia procedurę stworzoną przez CSIOZ (fot. Shutterstock)Kierownik nieobecny w aptece - jak...

CSIOZ przygotował procedurę zakładania konta apteki w systemie P1 dla farmaceutów, którym...

Rodzina zmarłego nie wierzy, by mógł on popełnić samobójstwo. Na wolności czekała na niego ukochana kobieta i dziecko (fot. Shutterstock)Zmarł wskutek zatrucia promazyną, choć...

Wojciech Babiuk, 24-letni więzień aresztu śledczego w Toruniu, zmarł w tajemniczych...

Polscy eksperci przeciwni pomysłowi Komisji Europejskiej (fot. Shutterstock)Wspólny kalendarz szczepień - czy...

W obawie przed chorobami zakaźnymi Komisja Europejska rozważa wprowadzenie ogólnego kalendarza...

Zdarzają się takie apteki, w których pracują farmaceuci będący też ich właścicielami, niemogący pozwolić sobie na uczestnictwo w szkoleniu. W takich przypadkach w progi apteki zawita indywidualny trener, gotowy odpowiedzieć na każde pytanie (fot. MZ)E-recepty : Czy styczeń 2019 roku...

E-recepty mają być ukłonem w stronę pacjentów, którzy dzięki temu nie będą stać w kolejkach do...