Jakie to uczucie zostać wybraną farmaceutką 20-lecia przez innych farmaceutów?
Irena Eris: Czuję się wyróżniona i bardzo wszystkim Państwu dziękuję. Oddane na moją kandydaturę głosy są dla mnie potwierdzeniem, że moja praca, to, co robię i co udało mi się stworzyć, ma sens oraz spotyka się z uznaniem i docenieniem. Nie ma nic lepszego, by dodać skrzydeł! (czytaj więcej: Dr Irena Eris odebrała nagrodę od farmaceutów…)
20 lat to spory kawał czasu, ale Pani firma funkcjonuje znacznie dłużej. Czy mogłaby Pani opowiedzieć o jej początkach i skąd wzięła się u Pani motywacja oraz siła do pójścia „na swoje”?
I.E.: Jako młoda dziewczyna miałam bardzo wrażliwą, alergiczną skórę i trądzik młodzieńczy. To było ciężkie doświadczenie: chciałam, aby moja cera była idealna i w związku z tym szukałam jakiegoś ratunku. Chodziłam do kosmetyczek i dermatologów, ale też sama poszukiwałam rozwiązania w miarę rozwoju własnej wiedzy farmaceutycznej.
Już na studiach przygotowywałam kremy dla siebie i znajomych. Kiedyś kolega, który był fanem windsurfingu, poprosił mnie, bym zrobiła mu jakiś dobry krem do rąk, bo woda, wiatr i zimno bardzo wysuszały jego skórę, a w lekarzy już zwątpił. Był to krem z bardzo dużą ilością witaminy A (co było wtedy niedozwolone w kosmetyce!). Przyjaciel był zachwycony: „Irena, jesteś genialna!” A mnie wtedy urosły skrzydła. Skoro do tej pory nic mu nie pomagało, to chyba musiałam stworzyć coś naprawdę dobrego. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że jednak coś potrafię, że mam talent w tej dziedzinie.
Po studiach trafiłam do warszawskiej Polfy, do Zakładu Badawczo–Wdrożeniowego. Opracowywałam metody oznaczania zawartości substancji aktywnych w lekach. Niestety, ta praca nie dawała mi oczekiwanej satysfakcji. Czułam, że mam w sobie większy potencjał. Chciałam robić coś bardziej kreatywnego. Postanowiłam więc otworzyć własną firmę, a ponieważ kosmetologia była już wówczas moim dodatkowym hobby – wybór był prosty. Zaczynałam budowanie swojej firmy od zera, w 1983 roku. To był czas, w którym przedsiębiorczość raczej nie miała orędowników.
To, jak się Pani udało mimo trudności?
I.E.: Początki nie były łatwe. Laboratorium, które powstało było niedoinwestowane, a sprzedaż produktów bardzo trudna. Startowałam tylko od jednego kremu. Mimo że wówczas półki były puste, to sklepy państwowe nie były zainteresowane współpracą z sektorem prywatnym. Ciężko było zaistnieć nieznanemu producentowi. Ale powoli się udawało i przedsiębiorstwo zaczęło się rozwijać.
Rok 1989 okazał się przełomowy. Zmieniła się wtedy całkowicie sytuacja polityczna. Z gospodarki socjalistycznej przeszliśmy na wolnorynkową. Dostrzeżono, że tworzymy miejsca pracy, wspieramy gospodarkę i płacimy podatki. Wtedy też dopiero tak naprawdę uwierzyłam, że moja praca jest doceniana. Poczułam, iż możemy dalej rozwijać produkcję, by w pełni zaspokoić popyt na nasze kosmetyki. Logika wskazywała, że zmniejszy się on wraz z otwarciem granic i nastaniem czasów zażartej konkurencji w postaci zagranicznych, doświadczonych koncernów, ale nic takiego się nie wydarzyło. W roku 1993, kiedy przeprowadziliśmy się do nowego – już własnego – zakładu, otwierały się przed nami inne, lepsze perspektywy. Wtedy na polskim rynku zaczęły już funkcjonować wszystkie mechanizmy marketingowo-reklamowe, ale baza, jaką budowałam intuicyjnie od samego początku, stanowiąca tożsamość mojej marki, już istniała. Klienci darzyli nas zaufaniem, czekali na nowe kosmetyki. Stanęły przed nami nowe możliwości rozwoju i to nie tylko w Polsce.
W portfolio Pani firmy znajduje się wiele marek, wśród nich dermokosmetyki Pharmaceris, które dostępne są wyłącznie w aptekach? Skąd pomysł na tę markę?
I.E.: Jako naukowiec i farmaceutka oraz osoba mająca własne, trudne doświadczenia z młodości od początku swojej działalności miałam świadomość, że istnieje ogromna potrzeba stworzenia preparatów, które skierowane byłyby do pielęgnacji skór problemowych i wsparłyby leczenie farmakologiczne. Tak właśnie w 1997 roku powstała nasza specjalna, nowa marka dermokosmetyków aptecznych Pharmaceris, oparta na zaawansowanych badaniach prowadzonych we własnym Centrum Naukowo-Badawczym. Jakiś czas później, wychodząc naprzeciw potrzebom pacjentów, stworzyliśmy drugą, obszerną serię produktów – tym razem już czysto medycznych – Emotopic, również dostępną wyłącznie w aptekach.
W międzyczasie, wychodząc naprzeciw zgłaszanym potrzebom pielęgnacji anti-aging dla skór wyjątkowo wrażliwych, podjęliśmy wyzwanie i stworzyliśmy specjalną, zaawansowaną technologicznie linię, również apteczną – Dr Irena Eris Clinic Way skierowaną właśnie do cer trudnych, czyli ultra wrażliwych.
W marce Pharmaceris stworzyliśmy 13 specjalistycznych linii z myślą o najbardziej wymagających, trudnych typach skóry, tzw. problemowych. Każda z linii zapewnia skuteczną i bezpieczną pielęgnację skóry z innym problemem dermatologicznym – wskazanym przez literę w nazwie poszczególnych linii – jak na przykład z przebarwieniami, naczyniowej, z trądzikiem pospolitym bądź różowatym, łuszczycą, bielactwem czy po naświetlaniach onkologicznych. Wszystkie nasze linie apteczne i Pharmaceris, i Dr Irena Eris Clinic Way tworzą kompleksowe programy pielęgnacyjne o udowodnionej, wysokiej skuteczności i potwierdzonym bezpieczeństwie oraz tolerancji.
Obecnie w polskich aptekach można znaleźć wiele różnych kosmetyków, najróżniejszych marek. Jak w Pani opinii mogą odnaleźć się w tej bogatej ofercie farmaceuci, by mogli lepiej doradzać swoim pacjentom? Na jakie elementy składu kosmetyków (lub inne czynniki) powinni zwracać uwagę?
I.E.: W mojej firmie najistotniejszym obszarem są badania naukowe. W 2001 roku otworzyłam unikatową w branży kosmetycznej zarówno w Polsce, jak i w Europie placówkę naukową – Centrum Naukowo-Badawcze, gdzie zespół biologów, farmaceutów, chemików, biochemików, biotechnologów i lekarzy dermatologów z tytułami naukowymi prowadzi innowacyjne badania na komórkach i modelach skóry.
Badamy działanie zarówno pojedynczych substancji, jak również ich mieszanin. Szukamy połączeń dających wartość dodaną, czyli synergię. Poszukujemy też nowych, niestosowanych dotąd jeszcze, substancji aktywnych. W każdym przypadku zawsze ustalamy optymalne stężenia substancji aktywnych – w medycynie nazywanych dawkami terapeutycznymi – oraz ich zdolność penetracji w głąb skóry, czyli zdolność przenikania do poszczególnych jej warstw i dotarcia do punktów działania. Badanie tych zdolności jest bardzo istotne i musi być potwierdzone również wtedy, kiedy substancje te znajdują się już w złożonej kompozycji stanowiącej recepturalną propozycję gotowego produktu, którą na tym etapie można jeszcze ostatecznie zoptymalizować.
Efektem tej działalności jest nie tylko produkcja skutecznych, bezpiecznych i innowacyjnych produktów, ale także wystąpienia naukowe w Polsce i za granicą oraz publikacje naukowe – w tym w najbardziej prestiżowych tytułach z Listy Filadelfijskiej. Łączny Impact Factor z ostatnich 6 lat to ponad 35 punktów! A co najważniejsze, efektem naszych działań są przede wszystkim własne patenty, które znajdują zastosowanie w naszych wyrobach. W dorobku mamy ponad 15 aplikacji patentowych! Takie zaplecze naukowe jest gwarancją skuteczności, niezawodności i innowacyjności naszych wyrobów aptecznych. Widzimy, że zarówno marki Pharmaceris, jak i Clinic Way czy Emotopic mają swoich stałych i lojalnych klientów. Dostajemy maile z podziękowaniami i miłe słowa od naszych konsumentów. To bardzo dla nas ważne i utwierdza nas w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku.
Czy Pani zdaniem, oprócz samej wiedzy, studia farmaceutyczne uzbrajają absolwentów w jakieś szczególne umiejętności, które mogą im pomóc w przyszłej karierze?
I.E.: Kiedy rozpoczynałam studia, wydawało mi się, że po ich skończeniu można tylko pracować w aptece. Okazało się jednak, że farmacja to fantastyczna dziedzina nauki. Studiowałam przedmioty medyczne i chemiczne, ale też farmakognozję, biologię, farmakologię, anatomię, technologię itd. Farmacja uczy precyzji, dokładności, wymaga uporządkowania i konsekwencji… Te cechy potrzebne są również przy prowadzeniu własnego biznesu. Przede wszystkim warto także być otwartym na wiedzę i podążać za nowościami, bo w innowacji jest przyszłość rozwoju i kryją się tu wielkie możliwości. Trzeba lubić to, co robimy i wierzyć w to. Bez tego nie można mówić o pełnym zaangażowaniu, które jest niezbędne w pracy, mającej przynosić efekty.
Gdyby miała Pani wskazać największe, najważniejsze dla Pani osiągnięcia firmy, to, co to by było?
I.E.: Odkrycie kwasu foliowego jako substancji, która chroni komórki przed działaniem promieniowania X. Odkrycie to było na miarę patentu, choć w tamtych czasach nikt o tym nie myślał. Wyniki badań opublikowaliśmy i wdrożyliśmy na rynek w postaci aptecznych preparatów do pielęgnacji skóry pacjentów po radioterapii – Pharmaceris X.
Ł.W.: Jakie wyzwania stawia sobie Pani na najbliższe lata?
I.E.: Tak trochę półżartem… Wszyscy w firmie wiemy, że pracujemy na Nobla dla Centrum Naukowo-Badawczego Dr Irena Eris.
Zacytuj ten artykuł jako:
- Łukasz Waligórski, Farmacja uczy konsekwencji, MGR.FARM, nr 6/2018 (22), str 12-16










