Zostawiając jednak słownikową nomenklaturę, chciałbym parę słów powiedzieć o samym stroju. Czy jest coś, co bardziej kojarzy się z aptekarzem niż biały kitel? Jest to oczywiście cecha wspólna wszystkich zawodów medycznych, jednak o stroju pielęgniarki nikt tak nie powie. W porównaniu do lekarzy, farmaceutyczny kitel jak najbardziej może mieć długi rękaw, podczas gdy według fachowej literatury ten lekarski powinien mieć krótsze rękawy by umożliwić łatwą dezynfekcję dłoni i szybkie badanie. Mamy więc swój własny kanon, który jednak przestaje być przestrzegany. Na całe szczęście wciąż dominuje biel.
Kiedyś fartuch spełniał funkcję ochronną – miał być bowiem niejako gwarantem bezpieczeństwa dla noszącego go fachowca przez wszędobylskimi bakteriami. Dziś jednak strój ten bardziej kojarzy się z uosobieniem osoby go noszącej niż jedynie narzędziem w jej pracy. Kto nie słyszał o efekcie białego fartucha? Dotyczy on przede wszystkim lekarzy, ale myślę, że po części wszystkich przedstawicieli zawodów medycznych. Sam niejednokrotnie przekonałem się na własnej skórze, że udzielając porady pacjentowi zdecydowanie uważniej mnie słuchał gdy stałem za pierwszym stołem w białym kitlu niż gdy rozmawiałem z nim w innych okolicznościach.
Do ciekawych wniosków doprowadziły badaczy przeprowadzone eksperymenty. Naukowcy z Northwestern University w Chicago postanowili sprawdzić, czy dzięki odpowiedniemu strojowi możemy stać się mądrzejsi. Do badania zaprosili studentów, z których połowa założyła fartuchy. Wszyscy przeszli serię testów.
Okazało się, że studenci w fartuchach zrobili o połowę mniej błędów niż ci, którzy ich nie mieli. Założenie fartucha nie sprawiło, że studenci stali się mądrzejsi. Byli najprawdopodobniej bardziej skupieni i pewni siebie.
Z kolei psychologowie z amerykańskiej szkoły biznesu Kellogg School of Management, przeprowadzili intrygujący eksperyment. Podzielili studentów na trzy grupy, wszystkim wręczyli białe fartuchy. Dwóm pierwszym grupom powiedzieli, że jest to kitel lekarza, trzeciej – że malarza. Następnie poprosili „lekarzy” i „malarzy” o nałożenie stroju, trzecia grupa miała jedynie powiesić obok siebie fartuch „lekarski”. Tak przygotowanych studentów poddali testom na spostrzegawczość i skojarzenia. Okazało się, że „lekarze”, niezależnie od tego, czy mieli specjalistyczny ubiór na sobie, czy tylko przed sobą, wypadli zdecydowanie lepiej niż „malarze”. Na tej podstawie naukowcy sformułowali teorię „ubranego poznania” (enclothed cognition), zgodnie z którą ubiór mający symboliczne znaczenie sprawia, że nosząca go osoba podświadomie wczuwa się i zachowuje jak jego prawowity posiadacz.
Czy więc faktycznie zakładając po przyjściu do apteki swój kitel stajemy się pewniejsi, a nasze słowa są wypowiadane w bardziej zdecydowany i przekonujący sposób? Czy więc może być tak, że efekt białego fartucha jest zauważalny nie tylko dla pacjenta, ale i dla samego właściciela? Czy radząc komuś w kwestiach dotyczących leków robi nam różnicę czy mówimy to koleżance w sklepie, czy jednak gdy udzielamy jej tej informacji odziani w biały kitel? Do dziś pamiętam ze studiów paru znajomych, którzy w zasadzie w kitlem się nie rozstawali. Może faktycznie go potrzebowali by uwierzyć we własne możliwości? 🙂










