Ta właśnie gorylica, której macierzyńskie historie oglądałam kiedyś w programie przyrodniczym, przypomina mi się często, gdy czytam kolejny pełen niepokoju, irytacji i rozczarowania wpis na grupie dla rodziców, gdy widzę się z niezadowolonymi z życia z dzieckiem pacjentkami, gdy spotykam się z innymi mamami w piaskownicy i słyszę o zawiedzionych oczekiwaniach, zdezorientowaniu i sprzecznych zaleceniach. Daleko im do poczucia spełnienia Matki Gorylicy. Gdzie na drodze ewolucji zatraciliśmy ten spokój i pierwotną radość z bliskości naszego potomka?
Od momentu rewolucji naukowo-technologicznej, od chwili, gdy ktoś wpadł na to, żeby mierzenie, ważenie i naukowa ocena wkroczyły w nasze codzienne czynności, sztab naukowców okrzykniętych specjalistami opracował normy prawidłowego wzrostu, rozwoju, żywienia oraz zachowania niemowląt, które miały pomóc rodzicom złagodzić niepokój związany z posiadaniem potomstwa. Coś do tej pory niezrozumiałego, jak zachowanie dziecka, spróbowano określić i opisać, żeby mogło być jak wszystko inne – zdefiniowane, mierzalne i porównywalne. Niestety, w tych pierwszych próbach ustalenia norm rozwojowych nie wzięto pod uwagę wielu krytycznych czynników i w ignorancji wydano zalecenia, których powszechne wdrażanie w placówkach medycznych na świecie i w Polsce od lat trzydziestych XX wieku drastycznie zmieniło model wychowania dziecka z naturalnego na naukowo-badawczy. Miało to negatywny wpływ na życie kilku pokoleń matek i rozwój ich potomstwa, gdyż skłaniało rodziców do tresowania dzieci, a nie opieki nad nimi.
Rozwój samotnego niemowlęcia…
Bliskość i radość ustąpiły miejsca odosobnieniu noworodka i jego bacznej obserwacji w oddzielnym łóżeczku. Zamiast piersi z biologicznie idealnie dopasowanym do potrzeb dziecka mlekiem matki wsadzono do ust smoczek z butelką pełną określonej objętości mieszanki hydrolizowanego krowiego mleka, oleju, cukru i witamin. Zamiast odpowiadać na potrzeby dziecka uznano, że płacz to irytujący dodatek, który minie sam, gdy dziecku przestanie się poświęcać uwagę. Rozwój niemowlęcia miał zachodzić zgodnie z ustalonym harmonogramem, niezależnie od jego potrzeb i gotowości. Niepokój przed chorobami i zaburzeniami rozwojowymi trochę zmalał dzięki szczepieniom, antybiotykom i sterylizacji, pojawiła się natomiast panika przed wykraczaniem poza normy, i to te normy, które wkrótce po wprowadzeniu zdezaktualizowano, ale którymi świat zachłysnął się sto lat temu i od tamtej pory wciąż odczuwamy tego konsekwencje.
Zmiana podejścia do opieki nad dzieckiem nastąpiła globalnie. W krótkim okresie w historii ludzkości czujność młodych rodziców spadła i zamiast słuchać tego, co instynktowne, wybrali głos nowoczesności, głos naukowców, którzy w opiece nad dzieckiem zostali uznani za bardziej kompetentnych niż rodzice. Dziś nadal to „eksperci” są autorytetem w dziedzinie wychowania dzieci, a my pozwalamy im się przekonywać, że istotnie nam, rodzicom, brakuje czegoś, co zapewni dziecku dobrobyt i zdrowe życie.
Gdyby nikt nie mówił matkom, co mają robić, pewnie szczęśliwiej i spokojniej przeżywałyby swoje macierzyństwo. Wiedziałyby instynktownie, że to bliskość i kontakt fizyczny najlepiej uspakajają dziecko i że najlepszym sposobem na odżywienie malucha i jego optymalny rozwój jest karmienie piersią. Nasi przodkowie to wiedzieli, Matka Gorylica to wie. My uczymy się na nowo.










