REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 27 sierpnia 2019, 13:35

Matka farmaceutka i…. matka gorylica

Wielka gorylica schodziła właśnie po gałęziach drzewa, gdy wczepione łapkami w futro matki małe gorylątko zapiszczało cicho. Matka Gorylica usiadła, zdjęła swojego malucha z pleców i przystawiła do piersi. W trakcie karmienia kilkudniowego synka gładziła go po głowie i małych nóżkach. Kiedy zasnął – ułożyła go w zgięciu łokcia, a sama rozsiadła się wygodnie, kontemplując swój stan i powoli przeżuwając liściastą przekąskę. Cały dzień świeżo upieczonej Matki Gorylicy mniej więcej tak właśnie wyglądał. Wydawała się spokojna, spełniona i szczęśliwa. Nikt jej nie mówił, co ma robić.

Gdyby nikt nie mówił matkom, co mają robić, pewnie szczęśliwiej i spokojniej przeżywałyby swoje macierzyństwo (fot. Shutterstock)
Gdyby nikt nie mówił matkom, co mają robić, pewnie szczęśliwiej i spokojniej przeżywałyby swoje macierzyństwo (fot. Shutterstock)

Ta właśnie gorylica, której macierzyńskie historie oglądałam kiedyś w programie przyrodniczym, przypomina mi się często, gdy czytam kolejny pełen niepokoju, irytacji i rozczarowania wpis na grupie dla rodziców, gdy widzę się z niezadowolonymi z życia z dzieckiem pacjentkami, gdy spotykam się z innymi mamami w piaskownicy i słyszę o zawiedzionych oczekiwaniach, zdezorientowaniu i sprzecznych zaleceniach. Daleko im do poczucia spełnienia Matki Gorylicy. Gdzie na drodze ewolucji zatraciliśmy ten spokój i pierwotną radość z bliskości naszego potomka?

REKLAMA

Od momentu rewolucji naukowo-technologicznej, od chwili, gdy ktoś wpadł na to, żeby mierzenie, ważenie i naukowa ocena wkroczyły w nasze codzienne czynności, sztab naukowców okrzykniętych specjalistami opracował normy prawidłowego wzrostu, rozwoju, żywienia oraz zachowania niemowląt, które miały pomóc rodzicom złagodzić niepokój związany z posiadaniem potomstwa. Coś do tej pory niezrozumiałego, jak zachowanie dziecka, spróbowano określić i opisać, żeby mogło być jak wszystko inne – zdefiniowane, mierzalne i porównywalne. Niestety, w tych pierwszych próbach ustalenia norm rozwojowych nie wzięto pod uwagę wielu krytycznych czynników i w ignorancji wydano zalecenia, których powszechne wdrażanie w placówkach medycznych na świecie i w Polsce od lat trzydziestych XX wieku drastycznie zmieniło model wychowania dziecka z naturalnego na naukowo-badawczy. Miało to negatywny wpływ na życie kilku pokoleń matek i rozwój ich potomstwa, gdyż skłaniało rodziców do tresowania dzieci, a nie opieki nad nimi.

Rozwój samotnego niemowlęcia…

Bliskość i radość ustąpiły miejsca odosobnieniu noworodka i jego bacznej obserwacji w oddzielnym łóżeczku. Zamiast piersi z biologicznie idealnie dopasowanym do potrzeb dziecka mlekiem matki wsadzono do ust smoczek z butelką pełną określonej objętości mieszanki hydrolizowanego krowiego mleka, oleju, cukru i witamin. Zamiast odpowiadać na potrzeby dziecka uznano, że płacz to irytujący dodatek, który minie sam, gdy dziecku przestanie się poświęcać uwagę. Rozwój niemowlęcia miał zachodzić zgodnie z ustalonym harmonogramem, niezależnie od jego potrzeb i gotowości. Niepokój przed chorobami i zaburzeniami rozwojowymi trochę zmalał dzięki szczepieniom, antybiotykom i sterylizacji, pojawiła się natomiast panika przed wykraczaniem poza normy, i to te normy, które wkrótce po wprowadzeniu zdezaktualizowano, ale którymi świat zachłysnął się sto lat temu i od tamtej pory wciąż odczuwamy tego konsekwencje.

REKLAMA
REKLAMA

Zmiana podejścia do opieki nad dzieckiem nastąpiła globalnie. W krótkim okresie w historii ludzkości czujność młodych rodziców spadła i zamiast słuchać tego, co instynktowne, wybrali głos nowoczesności, głos naukowców, którzy w opiece nad dzieckiem zostali uznani za bardziej kompetentnych niż rodzice. Dziś nadal to „eksperci” są autorytetem w dziedzinie wychowania dzieci, a my pozwalamy im się przekonywać, że istotnie nam, rodzicom, brakuje czegoś, co zapewni dziecku dobrobyt i zdrowe życie.

Gdyby nikt nie mówił matkom, co mają robić, pewnie szczęśliwiej i spokojniej przeżywałyby swoje macierzyństwo. Wiedziałyby instynktownie, że to bliskość i kontakt fizyczny najlepiej uspakajają dziecko i że najlepszym sposobem na odżywienie malucha i jego optymalny rozwój jest karmienie piersią. Nasi przodkowie to wiedzieli, Matka Gorylica to wie. My uczymy się na nowo.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA