Marginalizowanie roli ojca w opiece nad dzieckiem i jego wychowaniu to poważny i nagminny problem, którego często nie jesteśmy w świadomi. Nie tylko w gabinecie lekarza, ale już przy porodzie, w okresie karmienia piersią, w przedszkolu, szkole, w sklepie, na basenie, w przestrzeni publicznej – ojciec wydaje się być niewidzialny. Ten stan rzeczy zawdzięczamy silnej stereotypizacji ról kobiety i mężczyzny w rodzicielstwie, głęboko zakorzenionej w naszej kulturze. Z pokolenia na pokolenie dzieciom przekazywana jest wiedza, że kobieta – jako ta która dziecko nosi w brzuchu i urodzi, ma za zadanie je chronić, karmić i dbać o nie, podczas gdy zadaniem mężczyzny jest utrzymanie rodziny.
Z tego powodu kobiety czują się odpowiedzialne za podejmowanie decyzji o aspektach zdrowotnych dziecka, za jego wychowanie, za zapewnienie mu warunków do zabawy i rozwoju. Czują też presję, żeby pojawienie się nowego członka rodziny nie wpłynęło na codzienną organizację życia w rodzinie – wydaje im się, że powinny utrzymywać czystość, przygotowywać posiłki dla wszystkich i prowadzić samodzielnie gospodarstwo domowe, skoro będąc na urlopie macierzyńskim nie pracują zawodowo. Większość z nas przyjmuje na siebie bezkrytycznie i bezrefleksyjnie wszystkie te obowiązki, będąc święcie przekonanymi, że jest to właściwa rzecz, że jest to jedyny sposób żeby być dobrą matką i żoną. W efekcie borykamy się ze zmęczeniem, problemami ze snem, frustracją, złością z powodu braku wolnego czasu, przytłaczającym poczuciem samotności i bezwiednie odsuwamy od opieki nad dzieckiem naszego partnera.
Ojcowie z kolei czują się pomijani w procesie wychowywania dzieci. Już od samego początku nie dostają pozytywnego wsparcia ze strony personelu w szkole rodzenia i potem w szpitalu, nie są bezpośrednimi adresatami komunikatów edukacyjnych, wiedzę o noworodkach, karmieniu piersią i wychowaniu uzyskują z gazet, książek, ulotek, a nie z ust specjalistów czy bardziej doświadczonych rodziców. Często wsparcia brakuje też ze strony rodziny. Babcie i ciocie uważają, że znają się na dzieciach lepiej i przy każdej sposobności zabierają płaczącego malucha z rąk ojca, zanim zdąży ukoić maleństwo. Partnerki nierzadko krytykują wszelkie próby opieki ojca nad potomkiem, zarzucając mu brak wprawy i wyobraźni. Zniechęceni tym pojawiającym się wszędzie wmawianiem braku kompetencji panowie nie czują się równouprawnionymi rodzicami i z czasem sami odsuwają się od opieki nad dzieckiem, przyjmując pokornie rolę, jaką społeczeństwo dla nich przygotowało.
W rzeczywistości rola ojca w opiece nad dzieckiem jest równie ważna jak rola mamy. Mężczyźni myślą logicznie i są świetni w wyszukiwaniu rozwiązań (czytaj również: Farmaceuta rodzic – jakie przywileje urlopowe mu przysługują?). Niski tembr głosu, znany jeszcze z życia płodowego, działa na dzieci kojąco. To mężczyźni mogliby chronić swoje kobiety przed nieproszonymi gośćmi, przed osobami, które podkopują ich poczucie własnej wartości, ich wiedza i wsparcie mogłyby pomóc w porodzie i karmieniu piersią, czyniąc ich uczestnikami tych wydarzeń, nie biernymi obserwatorami. Oni mogliby rozmawiać z pediatrą, wybrać się na spacer z maluchem, tulić go do snu, ćwiczyć raczkowanie, uczyć pływać, pokazywać świat. Oni także mogliby być blisko ze swoimi dziećmi, budując piękne wspomnienia i relację na całe życie. Jeśli tylko dostaliby szansę.
Roli ojca oraz jego relacji z dzieckiem nie da się niczym zastąpić, a jego obecność jest niezbędna dla optymalnego rozwoju emocjonalnego malucha. Unikanie opieki nad potomkiem i znikanie z życia rodzinnego ogranicza czas i szanse na budowanie dobrych relacji z dzieckiem, powodując u wielu panów poczucie straty. Wcale tak nie musi być. Mamy przecież równouprawnienie!










