Proszek na dziedziczenie

Proszek na dziedziczenie

Zaczytywanie się pikantnymi historiami o dawnych trucicielach, uroczych damach w stylu Lukrecji Borgii i okutanych szarością mnichach to etap życia przez który przechodził chyba każdy przyszły adept farmacji. Jest coś niezwykle mrocznego w fakcie, że butelka ciemnego eliksiru czy gotowany cichaczem ziołowy wywar mają moc decydującą o śmierci i życiu, zdrowiu i chorobie.

Każdy, kto przeczytał choć kilka broszur o najsłynniejszych truciznach, doskonale wie, jaką rolę w tej niechlubnej historii świata odegrał arszenik. Znana już od drugiego wieku przed naszą erą substancja, w niewielkiej dawce (120-200mg) była śmiercionośną bronią w rękach tych, którzy odważyli się jej użyć. Wielcy tego świata bali się arszeniku, ponieważ był bezwonny, bez smaku i z łatwością mógł zostać dodany do codziennej strawy. Objawami zatrucia arszenikiem są biegunka, bóle głowy, nudności, wymioty oraz utrata przytomności. Do śmierci dochodzi zwykle w przebiegu wstrząsu ogólnoustrojowego. Przy odpowiedniej dawce zażycie i zgon dzieli zwykle kilku godzin. Łowcy spadków stosowali jednak i bardziej wyrafinowane metody. Przewlekłe podtruwanie arszenikiem w mniejszych dawkach prowadzi do zmian skórnych, bólów brzucha i mięśni, wypadania włosów, a także do charakterystycznego dla zatrucia arszenikiem objawu - prążkowania paznokci i ich wypadania, są to tzw. pasma Meesa. Na efekty tych działań trzeba było poczekać dłużej, ale za to szanse wykrycia chciwego krewnego malały.

Arszenik miał też jednak pożyteczne zastosowania. Niewiele osób wie, że kobiety starożytności stosowały ten związek jako depilator do usuwania zbędnych włosów. Na przełomie XVII i XVIII wieku używano arszeniku jako płynu w leczeniu chorób skóry (płyn Fowlera - 1% roztwór arszeniku i węglanu potasu).

Prawdziwy krok w stronę farmacji uczynił jednak arszenik dopiero w XX wieku.
W 1971 roku Chiny pełne były znachorów, którzy obiecywali leczenie tańsze i skuteczniejsze od ówczesnej chińskiej służby zdrowia. Nic dziwnego więc, że pacjenci, którym medycyna konwencjonalna nie pozostawiała złudzeń, trafiali pod skrzydła różnej maści naciągaczy i pseudomedyków. Są miejsca, w których nikt nie spodziewa się spektakularnych sukcesów. Do chwilowego zwycięstwa nad białaczką doszło jednak w odległej, chińskiej chatce. Pewien zielarz z Lindan, wiosce położonej 200 km od Harbinu dokonał tego za pomocą sobie tylko znanej mikstury.

Jak wydobyć informacje od znachora, będąc zwyczajnym lekarzem w białym kitlu, przedstawicielem kasty znienawidzonej i konkurencyjnej? Najprościej przybyć do znachora w przebraniu chorego pacjenta. Tak też postąpił dr Zhang. Dobrzy ludzie z okolic Lindan, słysząc o jego białaczce, bez zastanowienia skierowali go do tutejszego medyka. Dr Zhang, rozpoznając w miejscowym dawnego znajomego, poznał skład leczniczej mikstury. Był to roztwór arszeniku, tlenek rtęci oraz wyciąg ze skóry żaby (kto wie, może dołożony dla smaku?).



Dr Zhang wzbudził nie lada sensację przedstawiając na konferencji w Szanghaju w 1988 wyniki badań poczynionych z użyciem arszeniku. Posiadał bowiem dane na cofnięcie się objawów choroby u 1250 pacjentów! Mówienie o wyleczeniu było przedwczesne, ale efekty robiły wrażenie nawet na szacownym gronie hematologów.

Pod szczególnym wrażeniem był dr R. Warell jr, ekspert i wpływowa postać na ówczesnym rynku farmaceutycznym. Po zbadaniu ampułek Zhanga, sformułował on własną wariację na temat leku, będącą ni mniej ni więcej, tylko identycznym roztworem arszeniku. Jako bieglejszy w meandrach rynku, szybko uzyskał patent i zarejestrował lek pod nazwą Trisenox. Fiolka roztworu znanej od dawna substancji kosztowała już 400 dolarów, a koszt całej terapii blisko 50 tysięcy. Preparat uzyskał status leku sierocego. Wkrótce potem Warell sprzedał swoją firmę PolRx kompanii Cell Therapeutics (za 15 milionów), którą kupiła firma Cephalon (za 70 mln), a tę kupił znany wszystkim branżowy potentat – Teva za 6,8 mld dolarów. Niczego nieświadome społeczeństwo otrzymało potężny prztyczek w nos.

Historia arszeniku zatoczyła koło. Zawsze był to wszak preparat dla osób o wątpliwej kondycji moralnej. I takim pozostał.

ZAPPA z całkowitym niezrozumieniem i dezaprobatą odnosi się do proponowanego przez KRAUM przywrócenia konieczności posiadania specjalizacji przez kierownika apteki. (fot. Shutterstock)Farmaceuci w sieciach mają narzucone co...

"Polska codzienna praktyka pokazuje, że farmaceuci zatrudnieni w komercyjnych sieciach...

W komunikacie na swojej stronie internetowej ministerstwo zdrowia zapewniło, że jest otwarte na dialog z technikami farmaceutycznymi (fot. Shutterstock)Minister zdrowia za przywróceniem...

"Jest szansa na przywrócenie kształcenia techników farmaceutycznych. Jestem ogromnym...

Zdaniem ekspertów taka sytuacja na rynku, to efekt jego konsolidacji (fot. Shutterstock)Sieci aptek nadal rosną. Indywidualnych...

Firma IQVIA opublikowała właśnie wyniki swoich badań rynku aptecznego w sierpniu. Wynika z nich...

Nie obowiązku prawnego ustanawiania lub zatrudniania w aptece na odrębnym stanowisku osoby odpowiedzialnej za jakość sporządzanych w aptece leków. (fot. Shutterstock)Kto w aptece jest osobą odpowiedzialną...

W związku z opublikowaniem w nowym wydaniu Farmakopei Polskiej monografii "Leki sporządzane w...

W ostatnich latach farmaceuci coraz częściej bowiem pozywają lokalne władze, wskazując, że harmonogram dyżurów jest dla nich krzywdzący (fot. Shutterstock)Czy ten przepis będzie orężem aptekarzy...

Aktualnie w całej Polsce toczą się spory między aptekarzami i powiatami, dotyczące dyżurów aptek...