Sprawa fartucha

2 maja 2017 10:45

Jakiś czas temu czytałem o tzw. „aferze fartuchowej”. Pewien dziennikarz wytknął wiceprezesowi Naczelnej Rady Aptekarskiej, że wystąpił w telewizji w białym fartuchu a na piersi miał logo firmy produkującej plastry. Nasze środowisko jakoś nieszczególnie przejęło się tą kwestią, a wręcz dało się odczuć próby banalizowania zaistniałej sytuacji. Tyle, że moim zdaniem problem, jaki ukazało to zdarzenie, jest kolosalny…

Czy pracownik apteki musi robić za słup reklamowy dla firmy farmaceutycznej lub kosmetycznej

Ten wniosek naszedł mnie na fali przemyśleń i komentarzy, z jakimi spotkał się jeden z moich ostatnich wpisów („Zarabiamy za mało”). Co ma fartuch wiceprezesa NRA wspólnego z wynagrodzeniami farmaceutów? Okazuje się, że całkiem sporo. W pewnym sensie jest on bowiem symbolem aptekarskiego… skąpstwa. Chociaż to może za mocne słowo. Bardziej odpowiednie byłoby „ignorancji”. Zacznijmy jednak od początku…

Farmaceuta podejmuje pracę w nowej aptece. Przychodzi do niej pierwszego dnia. Otwiera swoją szafkę, a w niej? No właśnie. Teoretycznie pracodawca powinien dostarczyć pracownikowi odpowiednią odzież i obuwie do pracy. W przypadku farmaceuty jest to biały fartuch i buty (klapki, chodaki, itp.). Pracowałem w kilku aptekach. Sieciowych i indywidualnych. Bywało z tym różnie, jednak dostrzegłem pewną regularność, która z czasem stała się wręcz symboliczna.

Otóż rozpoczynając pracę w aptece indywidualnej, musiałem przychodzić do niej z własną odzieżą i obuwiem. Tylko raz zdarzyło mi się, że nowy pracodawca zaproponował mi nowy fartuch. Inni uznawali za coś oczywistego, że skoro jestem farmaceutą z kilkuletnim stażem pracy, to mam swój własny fartuch i buty. Więc przynosiłem swoje. Szansę na wymianę starego i poprzecieranego fartucha miałem tylko wtedy, gdy jakiś przedstawiciel przychodził z kartonem gadżetów i były wśród nich właśnie fartuchy z logo marki na piersi. Zresztą taki fartuch też oferował mi na starcie wspomniany jeden aptekarz indywidualny. Obuwia nigdy od aptekarza nie dostałem. Co najwyżej wyproszony zwrot kosztów. A jak było w aptekach sieciowych? Tutaj na starcie zawsze dostawałem nowy fartuch, z logo sieci aptecznej wyszytym na piersi. Żadnych Gripexów, Viscoplastów, Vichy czy Boironów.

Ktoś mógłby powiedzieć, że wyolbrzymiam sprawę banalną. Że czepiam się drobnostek. Ale takie stwierdzenia, tylko potwierdzą, że nasze środowisko przeszło do porządku dziennego nad zjawiskiem uwłaczającym naszemu zawodowi. Przyzwyczailiśmy się do tego, że farmaceuta czy technik farmaceutyczny ma na sobie fartuch „ofiarowany” przed przedstawiciela farmaceutycznego. Że pracownik apteki robi za słup reklamowy dla firmy farmaceutycznej lub kosmetycznej. Ignorantami w tej kwestii stali się zarówno farmaceuci jak i właściciele aptek – z wiceprezesem NRA na czele („Co kryje fartuch wiceprezesa NRA”).

Przez tę ignorancję i skąpstwo właścicieli aptek, cierpi autorytet farmaceuty. Czy ktoś widział, żeby rzeźnik czy pracownik działu mięsnego w supermarkecie obsługiwał klientów w fartuchu z napisem Morliny czy Sokołów? Mi się to nigdy nie zdarzyło. Za to pracownik apteki z Gripexem czy Boironem na piersi to niemal norma. Owszem – zdarzają się lekarze w fartuchach od firm farmaceutycznych, ale śmiem twierdzić, że to rzadkość.

Czy właścicieli aptek nie stać na to, żeby kupić swoim pracownikom porządny fartuch? Najlepiej taki z logo apteki na piersi i wyhaftowanym nazwiskiem farmaceuty czy technika farmaceutycznego – przecież to podstawowe narzędzie budowania wizerunku apteki i utrwalania jej marki! Czy to są aż tak duże pieniądze? Ile może kosztować taki fartuch? 80 zł? Dlaczego sieci mogą to robić, a w aptekach indywidualnych robi się z farmaceutów słupy reklamowe? I to jeszcze za darmo! Pójdę tutaj tokiem myślenia szacownego kolegi Mariusz Politowicza, za zasugeruję, że jeśli aptekarz daje swojemu pracownikowi fartuch z logo leku lub firmy, powinien mu za to dodatkowo płacić. A końcu to reklama. Kto by chciał „słupować” za darmo?

Frustruje mnie ta sytuacja. Zapewne odezwą się zaraz głosy, że bronię sieciówek i nieuczciwie generalizuję. No cóż. Opieram się na własnych doświadczeniach zawodowych i na tym, co widzę w innych aptekach. Aż ciśnie mi się pytanie, do tych wszystkich farmaceutów, którzy pracują we własnych fartuchach i butach – dostajecie od pracodawcy ekwiwalent za ich pranie? Wiecie w ogóle o jego istnieniu? Ja dowiedziałem się dopiero w swojej drugiej pracy. Mój pierwszy pracodawca konsekwentnie temat przez kilka lat przemilczał.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Wstyd mi za NRA Wstyd mi za NRA

Co z tego, że Naczelna Rada Aptekarska publikuje szeroko zakrojoną laudację w kierunku farmaceutów s...

Regulacje rynku suplementów diety są potrzebne. Oto przykład dlaczego… Regulacje rynku suplementów diety są potrzebne. Oto przykład dlaczego…

Niespełna kilka tygodni temu światło dzienne ujrzał projekt Sanepidu, dotyczący zmian w regulacji ry...

Tak nie może być! Tak nie może być!

Wszystko wskazuje na to, że nowych aptek nie będą jednak mogli otwierać wyłącznie farmaceuci. Komisj...