REKLAMA
Magazyn mgr.farm
czw. 11 lutego 2021, 14:21

Trowafloksacyna – antybiotyk dla Afryki

Choć ta historia w zaskakujący sposób przypomina fabułę filmu „Wierny Ogrodnik”, nie jest literacką fikcją. To kolejna mroczna teczka w farmaceutycznym Archiwum X, która ujrzała światło dzienne dzięki wnikliwości dziennikarzy i odwadze pojedynczych świadków.

W 2007 roku złożony został w amerykańskim sądzie pozew rządu nigeryjskiego oskarżający koncern Pfizer o liczne zaniedbania formalne w czasie testowania leku.
W 2007 roku złożony został w amerykańskim sądzie pozew rządu nigeryjskiego oskarżający koncern Pfizer o liczne zaniedbania formalne w czasie testowania leku (fot. Shutterstock)

Koncern Pfizer zaproponował stanowi Kano 75 milionów dolarów odszkodowania w zamian za wycofanie pozwu. Nigeryjczycy przyjęli ugodę, a 35 milionów z umówionej kwoty zarezerwowano dla 200 osób, które brały udział w eksperymencie. Problemem stała się jednak identyfikacja chorych faktycznie poszkodowanych – po pieniądze szybko zaczęły się zgłaszać tłumy osób. Konieczna była weryfikacja zeznań oraz próba obiektywnego sprawdzenia, kto brał udział w badaniu Pfizera. Dzięki zabezpieczonym próbkom krwi można było wykonać rozstrzygające badanie DNA. Niestety z ponad 600 osób, które zgłosiły się po odszkodowanie, większość nie chciała poddać się testom, argumentując to utratą zaufania dla wiarygodności badań i zagranicznych medyków. Brakuje danych o tym, czy prawdziwe ofiary badania faktycznie miały szansę otrzymać zadośćuczynienie finansowe za udział w eksperymencie.

Sprawę przyjęcia ugody przez rząd nigeryjski podnoszono również po ujawnieniu dokumentów z WikiLeaks. 20 kwietnia 2009 r. menedżer Pfizera Enrico Liggeri miał powiedzieć amerykańskim dyplomatom, że koncern wynajął detektywów, którzy szukali haków na prokuratora generalnego Nigerii Michaela Aondoakaę, odpowiedzialnego za wystosowanie pozwu. Informacje o jego korupcyjnych powiązaniach przekazywano nigeryjskim mediom. W lutym i marcu 2009 roku ukazało się kilka demaskatorskich artykułów o prokuratorze oraz nie omieszkano go poinformować, że na publikację czekają jeszcze ciekawsze materiały. W lipcu zawarto ugodę i sprawy sądowe zostały zamknięte.

Pod koniec czerwca 2010 roku Sąd Najwyższy USA ostatecznie przyznał Nigeryjczykom prawo do składania w amerykańskich trybunałach indywidualnych pozwów przeciw Pfizerowi. Była to bardzo istotna decyzja – zazwyczaj firmy z USA są prawnie chronione przed oskarżeniami składanymi przez obywateli innych państw. W tym przypadku jednak sędziowie postanowili powołać się na pochodzący z XVIII wieku zapis, zwany Alien Tort Statute, który dopuszcza takie procesy.

Prawdziwy „Wierny ogrodnik”

Interesujący pozew sądowy towarzyszący sprawie dotyczył również rzekomej celowej zbieżności pomiędzy faktami przedstawionymi w książce „Wierny ogrodnik” (na jej podstawie powstał film o takim samym tytule) a sprawą, która w mediach otrzymała już nazwę „Trovan-case”. Ostatecznie pozew został oddalony z uwagi na brak zbieżności czasowej między powstaniem książki a okresem testowania leku (autor John le Carre nie miał według sądu możliwości uzyskania wiedzy o trowafloksacynie w okresie, gdy pisał swoją powieść).

Przypadek Trovanu to jednak nie tylko zdarzenie, które zakończyło się w momencie rozstrzygnięcia sprawy na sali sądowej. Dla Nigeryjczyków, ale i innych mieszkańców krajów ościennych, oznaczało to bowiem podważenie wiary w bezinteresowność i dobre intencje zagranicznych lekarzy oraz służby medycznej stacjonującej w ich miejscach zamieszkania. Przełożyło się to bezpośrednio na trudności z uzyskaniem zgody na szczepienie przeciwko polio, które propagowano niedługo potem. Nie istnieją dostępne dane o tym, ile dzieci nie udało się poddać skutecznej profilaktyce tej ciężkiej choroby.  Zgłaszano jednak wielokrotnie trudności z akceptacją społeczną i stawianiem się rodziców w punktach szczepień.

Nikt dziś nie może odpowiedzieć z całą pewnością na pytanie, jakie byłyby losy małej Nigeryjki, gdyby nie przystąpiła do eksperymentu medycznego prowadzonego przez firmę Pfizer. Być może choroba poczyniła już tak wielkie szkody, że ratunek dawno przestał być możliwy. Same okoliczności jej śmierci – przyjmowanie niezatwierdzonego przez agencje rządowe leku, którego fundatorem był koncern farmaceutyczny, przy równoczesnej dostępności innej, skutecznej formy terapii, stawiają tę tragedię w ogniu pytań: dlaczego dzieci urodzone w oddalonych zakątkach globu nie mogą liczyć na uczciwość i rzetelną opiekę? Jak przebiegałaby ta historia, gdyby zamiast bezimiennej Nigeryjki na jej miejscu stanęła dziesięcioletnia Amerykanka, którą cały świat znałby z imienia, nazwiska i powielanej w milionach odsłon internetowych twarzy? Wreszcie, czy działania koncernu Pfizer w Nigerii można uznać za misję humanitarną czy nielegalny eksperyment?

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]