Urojone terapie

30 listopada 2017 11:57

Pacjenci coraz częściej szukają alternatywy dla medycyny konwencjonalnej. W rezultacie stają coraz bardziej podatni na wpływ znachorów i samozwańczych ekspertów, obiecujących cudowne uzdrowienie.

Jako farmaceuta, w świecie medycyny alternatywnej znalazłem się tak naprawdę przez przypadek, na prośbę bliskich, gdy w rodzinie pojawił się nowotwór. (fot. Shutterstock)

Praca w aptece ogólnodostępnej codziennie konfrontuje nas z ludźmi chorymi na nowotwory czy ciężkie do leczenia choroby przewlekłe. Pacjenci zmęczeni długą, wyniszczającą i nieprzynoszącą wymiernych rezultatów farmakoterapią, są najbardziej podatni na wpływ specjalistów od medycyny alternatywnej – obiecującej szybkie, bezbolesne i wyjątkowo skuteczne leczenie. Spory odsetek tych praktyk rozwija się wokół chorób, które wciąż są ogromnym wyzwaniem dla tradycyjnej medycyny akademickiej. Mowa tutaj głównie o chorobach onkologicznych.

Rzeczywiście oferta producentów i dystrybutorów wszelkiej maści suplementów i pomysłodawców przeróżnych zabiegów paramedycznych jest imponująca. Proces budowania relacji z przyszłym klientem jest ściśle przemyślany i opiera się w większości przypadków na nieetycznym wykorzystaniu desperacji, strachu i nadziei. Przede wszystkim jednak bazuje na braku umiejętności krytycznej oceny faktów medycznych spowodowanej zerową wiedzą fachową i nadmierną ufnością wobec prezentowanych w materiałach marketingowych faktów. Z tego powodu wielu znachorów bardzo skutecznie zdobywało, dawniej swoich przyszłych pacjentów na oddziałach i w przychodniach, a dziś (w dobie rozwoju portali społecznościowych) na forach farmaceutycznych i w grupach zrzeszających ludzi walczących z chorobami.

Farmaceuta w świecie znachorów

Jako farmaceuta, w świecie medycyny alternatywnej znalazłem się tak naprawdę przez przypadek, na prośbę bliskich, gdy w rodzinie pojawił się nowotwór, z którym przegrywała współczesna myśl onkologiczna. To był moment, w którym wskoczyłem w otchłań praktyk terapeutycznych, o których nigdy mnie nie uczono, o których nigdy nie przeczytałem w żadnym podręczniku i o których nikt nigdy mi nie opowiedział. Przez te sześć miesięcy odkryłem wiele ciekawych, czasem śmiesznych, czasem niepokojących, a nierzadko funkcjonujących na pograniczu prawa, praktyk „leczniczych”.

Obecnie jestem biernym obserwatorem kilkunastu grup zajmujących się: terapiami przeciwnowotworowymi, ujawnianiem kłamstw branży farmaceutycznej, parających się fitoterapią schorzeń przewlekłych i nieuleczalnych. Codziennie włos jeży się na głowie, gdy obserwuję, jak laicy proszą laików o porady w kwestii interpretacji specjalistycznych badań krwi czy interpretacji wyników zaawansowanej diagnostyki obrazowej. Wielokrotnie widziałem jak zaawansowanych porad medycznych, onkologicznych, endokrynologicznych czy pediatrycznych bez skrępowania i z pewnością godną profesury udzielają absolwenci resocjalizacji, handlowcy z branży hydraulicznej, piekarze czy kasjerki dyskontów spożywczych. Szczególnie zapadł mi w pamięć monter spawacz zachęcający do porzucenia leczenia przeciwdrobnoustrojowego wdrożonego w toku poważnej choroby bakteryjnej u dziecka, na rzecz jednego z genialnych produktów marketingowych, o których wspominam w tym tekście.

W tym artykule pragnę w kilku zdaniach przedstawić tylko wybrane alternatywne – archiwalne i współczesne – metody leczenia, z jakimi spotkałem się podczas swojej przygody z AltMedem (potoczne określenie medycyny alternatywnej). Wskazane przeze mnie terapie to wierzchołek góry lodowej, bo doprawdy bez końca można pisać o niszczącej naszą cywilizację epidemii kandydozy, świecowaniu uszu, leczeniu czystkiem i srebrem koloidalnym, wszechstronnej terapii woda utlenioną, zakwaszaniu żołądka, odkwaszaniu organizmu, lewatywach z kawy czy implantacjach ciecierzycy zawiniętej w liść kapusty w otwartą ranę chorego. Niestety magazyn MGR.FARM jest z papieru a nie z gumy…

[img]https://mgr.farm/sites/default/files/mgr_09.png[/img]Z archiwum alternatywnej terapii onkologicznej

Przed laty na łamy ogólnopolskich gazet trafił przypadek 54-letniego technika budowlanego, Zygmunta B. – autora rewolucyjnej terapii przeciwnowotworowej opracowanej i praktykowanej w Prywatnym Ośrodku Badawczym Organicznych Substancji Leczniczych i Zwalczania Chorób Nowotworowych. Na swoich pacjentach stosował dwa preparaty o nazwach, na początku XXI wieku, będących dość egzotycznymi, dziś zaś brzmiących, jak kiepski żart działu kreatywnego producenta suplementów diety: Antyra i Derax. Trzymiesięczna kuracja tymi specyfikami kosztowała blisko 90.000zł.

Autor terapii nowych pacjentów zdobywał na oddziałach onkologicznych obiecując rewelacyjne efekty leczenia bez działań niepożądanych – po latach prokuratura ustaliła, ze jego leki oparte były na sfermentowanych burakach, czosnku, ziołach i nie miały prawa działać. O znachorze prawdopodobnie świat dość szybko by zapomniał, gdyby nie jego najsłynniejsza ofiara – poeta, prozaik i piosenkarz – Jacek Kaczmarski. Znany bard Solidarności, zrezygnował z tradycyjnej farmakoterapii terapii raka przełyku na rzecz kuracji Zygmunta B. i po dwóch latach znajomości zmarł, pomimo iż rokowania lekarzy kreśliły przed artystą dużo bardziej optymistyczny scenariusz. Hochsztapler został oskarżony o wyłudzenie łącznie blisko 2.000.000zł i narażenie na poważny uszczerbek na zdrowiu dziesiątek osób. W 2010 roku został skazany na siedem lat więzienia.

Kolejne lata przynosiły modę na inne suplementy diety dające złudną nadzieję pacjentom chorym na raka – nastała vilcacora i preparaty torfowe sygnowane nazwiskiem prof. Stanisława Tołpy, o które można zapytać starszych kolegów aptekarzy – z pewnością pamiętają szał na te produkty.

Papieskie pigułki

Wyjątkowym rozmachem reklamowym, którego pozazdrościłyby z pewnością współczesne koncerny farmaceutyczne, wykazał się producent suplementu diety Novit, który w kampaniach reklamowych prezentowanych w mediach katolickich sugerował, że ten przełomowy produkt był stosowany przez samego Jana Pawła II, który w dowód uznania za cudowny lek przyznał autorowi receptury odznaczenie watykańskie! Prawda była jednak zupełnie inna – suplement zawierający w swoim składzie żelazo, magnez, potas, cynk, mangan i miedź, zanieczyszczony także m.in. kadmem i ołowiem, nie stanowił przełomu w medycynie. Watykan stosunkowo szybko odciął się od nieprawdziwych informacji o stosowaniu suplementu przez JP2 czy jakiejkolwiek znajomości z pomysłodawcą terapii. Sprawa skończyła się – co oczywiste – interwencją prokuratury. W toku postępowania okazało się, że preparat o takim składzie, zdaniem onkologów, mógł przyspieszać rozwój raka, zaś marketing suplementu oparty był na nieprawdziwych i niepotwierdzonych informacjach, wprowadzających chore osoby w błąd.

Na łamach Gazety Wyborczej, w artykule Jacka Kowalskiego „Zapotrzebowanie na czary” trafiłem na przerażający cytat: „Profesor Jacek Jassem: – Proszę pana, ludzie we wszystko uwierzą. A szarlatani na tym korzystają w bezwzględny sposób. Chodzi im tylko o pieniądze. Byłem świadkiem, jak człowiek chory na raka wchodził do szafy, „znachor” włączał odkurzacz, pobuczał nim, wyłączał i mówił, że tamten jest uzdrowiony. Widziałem ludzi, którym znachor kazał czekać, aż rak np. wygnije i odpadnie. Nie muszę mówić, w jakim stanie trafiali do mnie.” Tygodnik Wprost w artykule Zbigniewa Wojtasińskiego „Niebezpieczni cudotwórcy” opisuje inne ciekawe przypadki: „Grzegorz M. z Bydgoszczy, z zawodu ogrodnik, leczył raka prądem, zamykając pacjentów w klatce. (…)Podłączał 12-woltowy prąd i tłumaczył, że wokół ciała człowieka powstaje pole elektromagnetyczne przenikające do mięśni i kości. Miało ono zabijać „złe” komórki, głównie rakowe, a pozostawiać te dobre, dzięki czemu chory opuszczał klatkę zdrowszy i bardziej odporny.”

W świetle przedstawionych metod warto zastanowić się, jaką moc dowodów naukowych posiadają współcześnie stosowane i promowane alternatywne terapie przeciwnowotworowe. W dobie łatwego dostępu do informacji i tekstów źródłowych, świadomość zdrowotna naszych pacjentów wcale nie uległa poprawie, dzięki czemu w przestrzeni publicznej miały prawo zaistnieć m.in. żywa woda wymagająca strukturyzowania polem elektromagnetycznym, złogi jelitowe usuwane błonnikiem witalnym czy metoda powiększania biustu poprzez hipnozę.

[img]https://mgr.farm/sites/default/files/mgr_09.png[/img]To są jaja!

Pierwszym preparatem, który na zamówienie rodziny zrecenzowałem był suplement diety Laminine zawierający wyciąg z jaj. Naturalnie użycie zwykłych jajek byłoby zbyt banalne, dlatego technologia produkcji suplementu diety korzysta z zapłodnionych jaj kurzych w dziewiątym dniu inkubacji! Odlotowy skład i cudowne właściwości, o których można czytać długimi godzinami – dowiedziałem się, że preparat charakteryzuje się wysoką aktywnością biologiczną: cofnął martwicę mięśnia sercowego, objawy choroby Alzheimera, wyleczył autyzm, cofnął objawy artretyzmu, przegonił hemoroidy, cukrzycę, a nawet łupież, czyraki i chorobę Parkinsona! W gruncie rzeczy okazuje się, że pomaga nawet na toczeń, epilepsję, gruźlicę, podagrę i wszelkie nowotwory. Wszystko dzięki podawanym doustnie białkom, aminokwasom i FGF – peptydowemu czynnikowi wzrostu fibroblastów.

Dość szybko okazało się, że dystrybutor zachęcający mnie do zakupu nie jest w stanie przedstawić rzeczowych dowodów na kliniczne sukcesy swojego produktu, ale nawet nie jest w stanie wykazać, że produkt po podaniu doustnym jest w stanie wygrać walkę… z enzymami trawiennymi. Miesięczna nieintensywna kuracja to około 400zł, w ciężkich przypadkach – dwa dni kuracji to około 120zł, więc miesięcznie nawet ponad 3000zł i w świetle przedstawionych faktów musiałem produkt odradzić.

Lewoskrętna czy lewostronna?

Na kłamstwie i fundamentalnej niewiedzy znachorów i ich pacjentów zbudowano jeden z najświeższych i najpotężniejszych mitów alternatywnej medycyny, a zarazem jeden z najprężniej rozwijających się segmentów sprzedażowych suplementów diety. O lewoskrętnej witaminie C słyszeliśmy wszyscy, wielu z nas zapewne miało kwas askorbinowy opisany jako lewoskrętny w swoim asortymencie aptecznym.

Pacjenci gotowi na zakup lewoskrętnej wersji kwasu askorbinowego, opisywali ją jako związek lepiej przyswajalny (najpopularniejsze konsumenckie czasopisma medycyny naturalnej sugerowały zerową przyswajalność witaminy C prawoskrętnej obecnej w klasycznych produktach aptecznych), nie zakwaszający organizmu, wpływający na redukcję otyłości, wymiatający wolne rodniki i działający wybitnie przeciwrakowo, dodatkowo działający bez żadnych skutków ubocznych. Dziesiątki tysięcy ludzi uwierzyły w ten mit, co skrzętnie wykorzystali producenci suplementów diety.

Warto podkreślić, że ogromny wkład we wzrost sprzedaży lewoskrętnej witaminy C miał najpopularniejszy „znachor” w naszym kraju, autor książki „Ukryte terapie. Czego nie powie Ci lekarz” – Jerzy Zięba, który od wielu lat konsekwentnie mitologizował przewagę lewoskrętności kwasu askorbinowego nad jego prawoskrętną formą w swoich publikacjach i podczas swoich wykładów, zdobywając rzeszę wiernych wyznawców. Doszło nawet do sytuacji, w której witaminę C produkowaną jako odczynnik chemiczny sprzedawano na kilogramy do celów spożywczych. Tu Jerzy Zięba przyznał się nawet, iż proceder ten nie spodobał się Sanepidowi, dlatego też musiał zmienić kategorię tego produktu w swoim sklepie – sprzedawał on bowiem kwas askorbinowy CZDA jako produkt spożywczy, pomimo braku stosownych pozwoleń.

Liczne publikacje farmaceutów, lekarzy, biologów, chemików i fizyków wyjaśniające źródło błędnej nomenklatury i nieprawidłowe założenia medyczne, doprowadziły do tego, że część producentów zaczęła wycofywać się z promowania lewoskrętności. Gdy o obaleniu mitu zrobiło się już naprawdę głośno, sam Jerzy Zięba, zaledwie kilka dni przed oddaniem tego artykułu przyznał publicznie, że nie ma innej witaminy C niż ta prawoskrętna, tłumacząc zmianę zdania swoją pomyłką. Ot banalna „pomyłka” na której przemysł AltMedu i sam Zięba zarobili krocie.

[img]https://mgr.farm/sites/default/files/mgr_09.png[/img]Parenteralne szaleństwo?

Kolejna prośba o zrecenzowanie alternatywnej terapii przeciwnowotworowej dotyczyła dożylnego podania wysokich dawek witaminy C. Wspominany Jerzy Zięba jest najbardziej znanym w naszym kraju zwolennikiem i promotorem podawania wysokich dawek kwasu askorbinowego i (jego zdaniem) bezpieczniejszego askorbinianu sodu w formie wlewów i iniekcji dożylnych, powołując się na liczne przykłady skuteczności tego typu terapii nie tylko w leczeniu nowotworów, ale również miażdżycy czy sepsy. W czasie jednego ze wykładów powoływał się na przykład anonimowego lekarza, ordynatora oddziału, z pewnej placówki szpitalnej, który terminalnie chorej pacjentce z zaawansowanym rakiem trzustki i sepsą podał dożylnie produkt leczniczy (bez wiedzy rodziny i samej zainteresowanej) – lekiem był askorbinian sodu w dawce bodajże 60g, czym sprawił, że pacjentka doświadczyła nagłej poprawy stanu zdrowia. Skąd u lekarza ten lek w takiej ilości? Przypadkiem zostawili go w gabinecie pacjenci. Cóż za rzetelny przypadek medyczny przedstawiany jako dowód na skuteczność terapii!

Witamina C podawana parenteralnie stała się w pewnym momencie tak pożądanym remedium na wszelkie dolegliwości, że jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać „kliniki” zapewniające zarówno chorym jak i zdrowym pacjentom wlewy z kwasu askorbinowego, w dawkach wielokrotnie przekraczających te zalecane w charakterystykach znanych nam aptecznych produktów. Dysponując odpowiednim zapasem gotówki i sporą dozą determinacji możemy umówić się na dożylne podanie od 500mg aż nawet do 30-60 g witaminy C celem leczenia i profilaktyki choroby nowotworowej.

Warto nadmienić, ze istnieją kliniki witaminowe rekomendujące personalizowane kuracje witalizujące, odchudzające, odżywiające, odmładzające czy regenerujące. Kiedy już uzupełnimy poziom witaminy C w organizmie, możemy nabrać apetytu na odżywczy dożylny koktajl multiwitaminowy. Nic trudnego – kilka kliknięć i wyszukiwarka kieruje nas do podmiotu leczniczego, oferującego parenteralne koktajle witaminowe o personalizowanym składzie. Wystarczy odrobina wolnego czasu i niepotrzebnej gotówki a po konsultacji lekarskiej, którą również zapewniają wspomniane kliniki, możemy otrzymać kroplówkę ze wszystkimi witaminami, dosłownie od A do Z. Czego jeszcze brakuje w tej parenteralnej układance? Przydałoby się usunąć zalegające w naszym organizmie metale ciężkie – a to zdaniem AltMedu najłatwiej wykonać rutynowo podając dożylnie EDTA kilka a nawet kilkadziesiąt razy w powolnym wlewie dożylnym.

W głowie farmaceuty proceder przygotowywania i podawania leków parenteralnych tego typu rodzi szereg pytań: Kto owe roztwory przygotowuje? Z jakich preparatów (przecież wielu nie ma już w sprzedaży!)? Co ze wskazaniami do użycia? Co z zalecanym przez producenta maksymalnym dawkowaniem? Co z procedurami medycznymi? Na jakiej podstawie kwalifikuje się pacjenta do podania – jak by nie było – leków? Czy o takiej działalności lekarzy wie NIL i MZ? Są to pytania, na które odpowiedzi mam nadzieję opublikować na łamach portalu www.mgr.farm po uzyskaniu oficjalnych odpowiedzi przedstawicieli klinik i środowiska lekarskiego. Sprawa jest o tyle interesująca, że zarówno zabiegi witaminowe, jak i procedura opisana w kolejnym akapicie – serwowane są pacjentom także w certyfikowanych placówkach medycznych, a nawet NZOZach.

Zaskakujący ozon „Masz problemy z przyjmowaniem antybiotyków? Zastosuj ozonoterapię! Ciągle chorujesz? Łapiesz wirusy, a Twoim organizmem zawładnęły drobnoustroje? Nic nie pomaga, nawet najsilniejsze leki? Wypróbuj ozonoterapię! Nie wierzysz, że medycyna alternatywna może zdziałać cuda? Przekonaj się, że to skuteczny sposób na Twoje problemy!”

Nie uwierzę, dopóki nie spróbuję! Ale jak podaje się ozon do ludzkiego ciała? Wyjść jest wiele, wszystkie równie zaskakujące! Zacznijmy od iniekcji – wykonuje się je dożylnie, domięśniowo lub podskórnie. Ta popularna metoda podania ozonu polega na naozonowaniu soli fizjologicznej i podaniu takiego preparatu pacjentowi. Według klinik ozonoterapii to najskuteczniejsza forma aplikowania ozonu – szczególnie polecana w leczeniu boreliozy, astmy, alergii i nowotworów. Jednak to jeszcze nie koniec! Ozon można przyjąć w postaci wlewu dożylnego, zastrzyku dostawowego, czy doodbytniczego wdmuchiwania ozonu do jelit. Niestety dowody na skuteczność tej metody leczenia, szczególnie w przypadku nowotworów, są – ujmując to dyplomatycznie – mocno kontrowersyjne.

[img]https://mgr.farm/sites/default/files/mgr_09.png[/img]Odrobaczanie

Oglądając telewizyjne reklamy parafarmaceutyków można odnieść wrażenie, że specjaliści od marketingu BigPharmy potrafią pod każdą konkretną jednostkę chorobową podciągnąć niemal każdy objaw poszerzając potencjalne grono odbiorców terapii. Ja, posiłkując się na licznych publikacjach z czasopism „branżowych” AltMedu, przygotowałem listę „typowych objawów” świadczących o obecności pasożytów w naszym organizmie:


  • zaparcia,
  • biegunki,
  • chroniczne gazy i wzdęcia,
  • syndrom żołądkowo-jelitowy,
  • bóle mięśni, alergie,
  • problemy skórne,
  • anemie,
  • impotencja,
  • nerwica,
  • bezsenność,
  • hemoroidy,
  • zgrzytanie zębami,
  • chroniczne zmęczenie,
  • autyzm

Ręka do góry, kto nosi w sobie robale! Skoro zostaliśmy wstępnie zdiagnozowani, wypadałoby przeprowadzić dalsze badania diagnostyczne potwierdzające obecność pasożytów – najskuteczniejsza jest oczywiście nie znana szerzej metoda biorezonansu (bo USG i badanie z krwi i kału okazuje się zbył mało wiarygodne).

Czym jest biorezonans? „Podczas badania do urządzenia biorezonansowego przekazywane są patologiczne drgania pasożyta, a następnie są one porównywane z organizmem pacjenta. U zdrowego człowieka nie powinno być częstotliwości które odpowiadają testowanym pasożytom. Jednak w przypadku uzyskania zgodności drgań pasożyta z organizmem pacjenta stwierdza się wtedy jego obecność. Diagnostyka laboratoryjna jest niedoskonała, a skuteczność badania na pasożyty w kale oscyluje na poziomie 10%. Często pacjent dostaje negatywny wynik testu na pasożyty z próbki kału, jednak nie powinniśmy mu ufać – ponieważ możliwe że po prostu nie wykryto jaj w danej próbce kału. Większość pasożytów zasiedla inne obszary niż jelito np. narządy wewnętrzne (wątroba, płuca, nerki), układ krwionośny, mięśnie, mózg, gałka oczna itd. Najczulszą metodą wykrycia pasożytów jest właśnie diagnostyka biorezonansowa.”

Leczenie zdiagnozowanych pasożytów to już pestka – jeśli nie chcemy poddawać się kolejnym zabiegom biorezonansu, używamy mieszanin, w skład których wchodzi rdest japoński, wrotycz i czystek. Możemy też użyć tajemniczych mieszanin klasztornych lub suplementu diety, który wyszedł spod rąk Herbapolu Kraków o pięknej, swojskiej nazwie „Na Robaka”, który to stanowi funkcjonalne uzupełnienie diety w ziele tymianku, ziele piołunu, kłącze tataraku i liść orzecha włoskiego.

Odrobaczanie to jedna z popularniejszych terapii wśród młodych mam – te chcą odrobaczać już nawet niemowlęta. I nie dziwię się! Najnowsze doniesienia naukowe AltMedu alarmują, że wszystkie szczepionki od lat są skażone amebą, która sukcesywnie zjada ludzki mózg. Czytając tego typu doniesienia jestem w stanie w to uwierzyć.

[img]https://mgr.farm/sites/default/files/mgr_09.png[/img]

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Rozpuszczanie pacjentów Rozpuszczanie pacjentów

Podobno pacjenci w aptekach są rozkapryszeni, roszczeniowi i kłótliwi. Mają przedziwne zachcianki i ...

Przychodzi baba do aptekarza i… Przychodzi baba do aptekarza i…

Każdy z nas z nas ma takie sytuacje, że pacjenci pojawiają się z gotową diagnozą i receptą w postaci...

„Wyślij do nas skan recepty to dostaniesz lek” „Wyślij do nas skan recepty to dostaniesz lek”

Od pewnego czasu takie właśnie żądanie słyszę ze strony przedstawicieli niektórych producentów leków...