Gdyby nasi rodzicie wiedzieli, że to nie wystarczy, żeby przeżyć w dżungli dzisiejszych czasów, z pewnością rozszerzyliby nauki. Na przykład o to jak nie zostać ograbionym przez nigeryjskiego księcia, jak nie dać wyłudzać danych osobowych i jaka jest różnica między lekiem i kulkami z glukozy w ładnym opakowaniu, czyli generalnie jak rozpoznać oszustwo.
Ale w ich czasach Internet nie był drugim środowiskiem życia i narażenie na oszustów było mniejsze. Kto mógł wtedy wiedzieć, że w scamach internetowych będzie można wyciągnąć ogromne sumy od naiwnych ludzi, że pseudo znajomi z mediów społecznościowych będą prosili o udostępnianie zdjęć czyjegoś mieszkania nie żeby podziwiać wyposażenie, ale wejść w jego posiadanie podczas nieobecności właściciela, że słowo „lek” nie zawsze będzie oznaczało preparat o wskazaniach leczniczych, a domorośli samozwańczy znachorzy będą nazywali się medykami i podejmowali leczenia ludzi. Za grube pieniądze.
Szczęśliwcy w swojej drodze do dorosłości nauczyli się podchodzić do życia ostrożnie i nie ufać pierwszemu lepszemu gościowi w białym kitlu, nawet jeśli czarująco przekonuje, że podanie wiadra roztworu amygdaliny dożylnie sprawi, że trzydzieści kilo nadwagi przestanie być problemem, codzienne zmęczenie zniknie, a problemy odejdą na bok. Nie wszyscy jednak mieli to szczęście.
Innym w szaleńczym tempie życia nie zawsze łatwo myśleć trzeźwo po całotygodniowym maratonie pracy, nadgodzin, dzieci i zajmowania się domem, zwłaszcza gdy po wpisaniu kilku fraz w internecie, jak „witaminy na koncentrację” czy „coś na witalność”, przeglądarka zaczyna bombardować go dobrze zaprojektowanymi reklamami gabinetów medycyny alternatywnej, które w obliczu wielu porażek medycyny tradycyjnej i potrzebą ludzi do znajdowania ultraszybkich, wygodnych rozwiązań, po setnym wyświetleniu na telefonie zaczynają skutecznie kusić obietnicami natychmiastowej poprawy zdrowia.
Gabinety medycyny naturalnej, choć z medycyną, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni z definicji, nie mają wiele wspólnego, oferują całą gamę różnego rodzaju ekstrawaganckich metod diagnostycznych i terapii eksperymentalnych. Na ich stronach widnieją nazwiska lekarzy i całej gamy personelu medycznego, którzy rzekomo trzymają pieczę nad pacjentem w takim gabinecie. Chcąc dowiedzieć się więcej o cudach, jakie czyni ta alternatywa dla terapii tradycyjnych, zadałam pytanie kilku gabinetom o pochodzenie produktów podawanych klientom oraz sposób ich wykonywania. Otrzymałam wymijające odpowiedzi. Jeden z gabinetów przyznał, że wlewy wykonują na miejscu, ale nie dowiedziałam się przez kogo i z użyciem jakich środków ostrożności. Nikt takiej odpowiedzi nie chciał udzielić. Nikt z pacjentów nie pytał o takie rzeczy.
W ofercie gabinetów medycyny naturalnej znajdziemy badanie żywej kropli krwi, badanie analizatorem kwantowym oraz szereg zabiegów polegających na podawaniu wlewów dożylnych z witaminy C, witamin z grupy B, selenu, amygdaliny (których skuteczność jest mocno dyskusyjna) i czasami też innych rzeczy, które wpadną do wora, np. DMSO (którego skuteczność jest jak najbardziej potwierdzona – jego podanie bywa śmiertelne). Z przyczyn oczywistych brakuje jednak jednego bardzo ważnego i dziś potrzebnego. Wlewu ze zdrowego rozsądku.










