Magazyn mgr.farm

13 najdziwniejszych terapii w historii

18 października 2018 09:54

Czy słyszeliście o terapeutycznym zastosowaniu gazów jelitowych? W czasach średniowiecza wielu lekarzy wierzyło, że podobne leczy się podobnym. Nic więc dziwnego, że gdy nad Europą zawisła groza epidemii Czarnej Śmierci, ludzie i medycy zaczęli chwytać się wszelkich sposobów ratunku. Równie zadziwiających terapii w naszej historii nie brakuje…

Czy słyszeliście o terapeutycznym zastosowaniu gazów jelitowych? W czasach średniowiecza wielu lekarzy wierzyło, że podobne leczy się podobnym (fot. Shutterstock)

Medycyna skrywa na swoich kartach wiele sekretów oraz dziwnych zdarzeń. Mnóstwo odkryć dokonało się dzięki zupełnemu przypadkowi. Dobrze znana jest choćby historia odkrycia penicyliny przez Alexandra Fleminga. Gdzie byśmy dziś byli, gdyby nie przypadek oraz pomysłowość dawnych pokoleń, która pchała ludzi do obalania mitów? Oto kilka zamierzchłych terapii, które z pozoru mogą wydawać się śmieszne, ale nie każda z nich była całkowicie pozbawiona sensu, niektóre z czasem doprowadziły do poważnych odkryć naukowych.

1. Trepanacja czaszki

Obecna medycyna jest na bardzo wysokim stopniu zaawansowania, ale wiele współczesnych metod leczenia pochodzi z odległych czasów. Już 7 000 lat temu stosowano zabieg zwany trepanacją. Polega on na wykonaniu otworu w czaszce, w celu osiągnięcia efektów terapeutycznych – współcześnie najczęściej zmniejszenia obrzęku mózgu. Niejasne są przyczyny, dla których rozpoczęto stosowanie tego zabiegu, ale podejrzewa się, że mogły to być kwestie rytualne. W niektórych kulturach wierzono, że zabiegi dokonywane wokół czaszki mają na celu uwolnienie chorego od złych duchów, a nawet od chorób psychicznych. To tylko jedna z wielu teorii. Fakty są jednak takie, iż w Peru, Egipcie oraz na innych terenach zamieszkiwanych przez antyczne kultury, odnajduje się czaszki noszące znamiona trepanacji i co ciekawe, w wielu przypadkach pacjenci przeżywali po zabiegu znaczną ilość czasu.

2. Lewatywa

Historia lewatywy jest równie stara jak historia trepanacji czaszki. Istnieje pewna teoria pochodząca ze starożytnego Egiptu, według niej bóg Ozyrys obserwował świętego ptaka Ibisa, który w rytuałach higienicznych wstrzykiwał sobie wodę w odbyt przy pomocy swojego dzioba. Tak oto bóg Ozyrys przekazał ludziom istotność lewatywy jako zabiegu terapeutyczno – higienicznego. Lewatywy stosował między innymi Hipokrates u swych podopiecznych, podając im wlewki z roztworów soli, miodu i ziół. Moda na lewatywy powraca niczym bumerang. Po czasach antycznych ponownie stały się modne w XVII oraz XIX wieku. W tamtych czasach stosowano mieszanki wody, ziół, sody oczyszczonej, mydła, kawy, otrąb, miodu. U niższych stanem lewatywa służyła głównie jako środek przeciw zaparciom. W wyższych sferach wlewy były, a może nadal są stosowane w celach kosmetycznych, jako środek „oczyszczający organizm z toksyn”. Dość by rzec, że praktykował je sam Ludwik XIV, a plotka głosi, że przeszedł ich ponad 2000 tysiące.

3. Arszenik

Podobnie jak lewatywa i trepanacja, także arszenik jest znany od czasów starożytnych. Znano go w czasach antycznej medycyny chińskiej jako Pi Shuang. W czasach starożytnych podawany jako środek poronny. Nieco później, w okolicach XIX i XX wieku popularny był płyn Fowlera, stosowany na malarię oraz choroby skóry czy syfilis. Innym płynem zawierającym arszenik był roztwór Donovana, wykorzystywany w leczeniu artretyzmu. W epoce wiktoriańskiej pochodne arszeniku znajdowały się w kosmetykach, zaś w krajach arabskich popularna była depilacja przy pomocy wodorotlenku wapnia i orpimentu, czyli soli arsenu. Problemem kosmetycznego wykorzystywania związków arsenu była jego znaczna toksyczność przy długotrwałym stosowaniu. W czasach nowożytnych sól arsenu dodawano do farb. Obecnie arsen znajduje się na liście związków rakotwórczych.

4. Olej z węża

Obecnie angielski zwrot „Snake oil”, to pewnego rodzaju eufemizm oznaczający szarlatańskie metody leczenia. Zastosowanie oleju z węża sięga czasów dawnej medycyny chińskiej, gdy wykorzystywano olejowy wyciąg pozyskany z węża chińskiego w celu łagodzenia bólów stawów. Jak to z medycyną chińską bywa – wiele metod graniczących z szarlatanerią, w dalszym ciągu jest stosowanych leczniczo i tak jest też z olejem wężowym. W Ameryce medykament pojawił się w czasach budowy Kolei Transkontynentalnej, przywleczony prawdopodobnie wraz ze zwyczajami ludności napływowej pochodzenia chińskiego. Świadczyć o tym może fakt, iż podczas ciężkiej pracy fizycznej na budowie kolei, robotnicy doznawali urazów i cierpieli na różnego rodzaju bóle i w takich przypadkach stosowany był w tamtych czasach ów olej. Współczesna nauka potwierdziła, iż wąż w swych tkankach posiada spore ilości kwasu eikozapentaenowego (EPA) oraz kwasy omega-3 o dobrych właściwościach przeciwzapalnych. Ocenę skuteczności tego dziwnego specyfiku pozostawiam subiektywnemu poglądowi Czytelników.

5. Rtęć

Zwana “żywym srebrem” rtęć, gości na kartach historii od setek lat. W czasach cywilizacji starożytnego Egiptu metal ten wchodził w skład między innymi farb malarskich oraz szminek. Z jego pomocą dokonywano także pozłacania przedmiotów czy powlekania szkła warstwą srebra, tworząc tym samym lustra. Z kolei około VII wieku n.e. chińscy alchemicy stworzyli eliksir nieśmiertelności, zawierający między innymi żywe srebro. Efekty tego były takie, że aż czterech chińskich cesarzy miast żyć wiecznie wyzionęło ducha przedwcześnie. Toksyczność rtęci poznawano stopniowo, aż do czasów naszego farmaceutycznego przodka – Paracelsusa, który około roku 1530 pracował nad bezpiecznymi dawkami rtęci oraz opisał skutki przyjęcia nadmiernej dawki tego płynnego metalu. W XVI wieku również inny doktor – John Hunter – zajmował się rtęcią w medycynie i doszedł do wniosku, iż stosowanie owego pierwiastka w przypadku syfilisu, spowodowało u niego wyleczenie. Hunter nie wziął jednak pod uwagę, iż syfilis ma różne fazy i przypuszczać należy, iż to, co uważał za wyleczenie, było tak naprawdę fazą remisji. Współcześnie rtęć jest wykorzystywana do produkcji choćby elektrod chemicznych czy oznaczania pierwiastków w chemii nieorganicznej.

6. Upuszczanie krwi

Dawna metoda medyczna mająca swe korzenie w teorii żywiołów i płynów rządzących ludzkim organizmem. Polega na upuszczeniu porcji krwi z organizmu chorego delikwenta, w celu zapewnienia prawidłowego balansu pomiędzy żywiołami. Ta metoda lecznicza stała się popularna dopiero za czasów Galena oraz Hipokratesa, którzy wierzyli, iż zaburzenia równowagi pomiędzy czterema podstawowymi płynami ludzkiego organizmu, skutkowały chorobami. Stąd praktykowano upuszczanie krwi u chorego – właśnie dla przywrócenia równowagi organizmu. Czasem dla polepszenia efektów zabiegu stosowano pijawki. Nieumiejętne upuszczanie krwi mogło skutkować śmiercią. Ta metoda lecznicza była stosowana praktycznie aż do XIX wieku, kiedy to dowiedziono naukowo, iż upuszczanie krwi może uczynić pacjentowi więcej szkody niż pożytku.

7. Zwierzęce odchody

Współcześnie, w kręgach celebrytów wielką popularnością cieszy się krem wykonany z odchodów słowika. Jego stosowanie ma na celu spowolnienie procesów starzenia. Czy faktycznie jest to pomocne – nie do końca można to potwierdzić naukowo. Zaznaczyć jednak należy, iż również w dawnych czasach stosowano odchody zwierzęce w rozmaitych celach.

W starożytnym Egipcie wierzono, że mają działanie antykoncepcyjne. Nie wiadomo co prawda jaka była dokładna geneza niniejszej metody, wiadomo jednak, iż wysuszone i sproszkowane odchody krokodyla, starożytne Egipcjanki umieszczały w swych waginach w celu zapobiegnięcia ciąży. Jak miała działać ta metoda? Wierzono, iż tak przygotowany specyfik w temperaturze ciała ulega uplastycznieniu i przemienia się w nieprzepuszczalną barierę, uniemożliwiając tym samym zapłodnienie. Sprytne, choć nie do końca z sensem. To jednak nie pierwsza taka dziwna metoda antykoncepcyjna. Prócz odchodów krokodyla stosowano również odchody słonia, spreparowane w odpowiedni sposób gąbki morskie, połówki cytryny, bawełny czy wełny. Rozmaitość sposobów była imponująca, zaś skuteczność ich pozostawiała wiele do życzenia.

Inne zastosowanie zwierzęcych ekskrementów pochodzi również ze starożytnego Egiptu. Zgodnie z danymi zawartymi w papirusie Ebersa, datowanym na około 1550 rok p. n.e., do sporządzania mazideł o wszechstronnym zastosowaniu używano między innymi odchodów osła, psa, gazeli czy much. Miały one jednak niekorzystną cechę – preparaty sporządzane z ekskrementów najczęściej nie były wyjaławiane, więc zawierały liczne bakterie i rozmaite patogeny, mogące prowadzić do wystąpienia wścieklizny i innych chorób.

8. Pleśń z chleba

Współcześnie wiemy, iż antybiotyki mają różne pochodzenie, są produkowane chociażby przez specyficzne rodzaje grzybów. Zupełnie przypadkiem odkrył ten fakt Ludwik Pasteur w swoim laboratorium. W starożytnym Egipcie stosowano pleśń z chleba w celach dezynfekcyjnych. Choć wtedy jeszcze nie znano mechanizmów działania tego zjawiska, to jednak zaobserwowano dobroczynne efekty stosowania takiego specyfiku. W filmie „Ogniem i mieczem” zobaczyć można scenę, gdy Rzędzian miesza spleśniały chleb, pajęczynę oraz ślinę i umieszcza na ranie. W drugim tomie powieści czytamy:

„…To nic, to nic – mówił, zmacawszy palcami rany. – Jutro zdrów będzie. Już ja się nim zajmę. Chleba z pajęczyną mi ugnieść. To rzekłszy wyszedł do izby, w której dwóch esaułów złożyło na sofie tureckiej Bohuna. Wnet wysłał ich po chleb i pajęczynę, a gdy je przyniesiono z czeladnej, zajął się opatrunkiem młodego atamana z całą biegłością, jaką wówczas każdy szlachcic posiadał, a której nabywał sklejając łby porozbijane w pojedynkach lub na sejmikach…”

Co tu dużo mówić – pewne rodzaje grzybów są zdolne do wytwarzania antybiotyków, co odkryto w erze antybiotyków, jednak w czasach opisywanych przez Sienkiewicza jeszcze nie do końca znano te mechanizmy działania. Wiedza praktyczna opierała się na wielowiekowych obserwacjach otoczenia i natury.

9. Vin Mariani

Wino zachwalane przez papieża? Oto historia, której nie powstydziłby się żaden pisarz kryminałów. Jakim bowiem cudem papież mógł zachwalać wino z kokainą? Korsykański chemik – farmaceuta Angelo Mariani, stworzył w roku 1863 recepturę napoju alkoholowego na bazie wina oraz ekstraktu z liści koki. Skutki były dość łatwe do przewidzenia. Zanim zorientowano się, iż liście koki zawierają silny narkotyk, trochę czasu minęło. Podczas szczytu popularności Vin Mariani, reklamy w prasie zachwalały produkt jako polecany dla przepracowanych mężczyzn, delikatnych kobiet oraz chorowitych dzieci. Specyfik polecali między innymi Thomas Edison, Królowa Wiktoria, Car Rosji, Juliusz Verne, Ulysses Grant, a także dwóch papieży – Pius X i Leon XIII. Ten drugi wystąpił nawet w reklamie, zachwalając napój i przyznając mu złoty medal. Tu należy nadmienić, iż Leon XIII tak upodobał sobie smak Vin Mariani, iż był jego stałym odbiorcą. Co więcej, pod wpływem owego wina stworzył jedno z rewolucyjnych dzieł kościelnych „Rerum novarum”. Parę lat po wynalezieniu Vin Mariani do gry wkroczył nowy trunek – Coca Cola, stworzony przez amerykańskiego farmaceutę, Johna Pembertona.

10. Środki na owulację

Menotropina, to mieszanka kilku hormonów kobiecych (FSH, LH, hCG). Stwierdzono naukowo, iż znaczny poziom FSH oraz LH występuje u kobiet w okresie menopauzy. Metodę ekstrakcji z moczu kobiet opracował w 1949 roku Piero Donini. Prócz opracowania metody ekstrakcji, pozostała jeszcze jedna ważna rzecz do zrobienia, aby produkcja potencjalnego leku była opłacalna. Trzeba było znaleźć źródło mieszanki tych hormonów, które było by relatywnie tanie i nie podnosiłoby sztucznie kosztów produkcji ewentualnego leku. Naukowcy trapili się tym zagadnieniem, aż do czasu, gdy rozwiązanie znalazł Bruno Lunenfeld – w owym czasie student medycyny. Jak głosi legenda, młody człowiek zwrócił się do firmy Serono o pomoc w poszukiwaniach źródła moczu, kobiet w okresie menopauzalnym. Właściciele firmy wysłuchali wykładu studenta na temat potencjału leku, jednak poproszeni o wsparcie, odrzekli iż są przedstawicielami fabryki leków, nie zaś producentami moczu. Okazało się jednak, iż pomoc nadeszła z nieoczekiwanej strony. Książe Giulio Pacelli, członek zarządu firmy Serono i prywatnie bratanek Piusa XII, zwrócił się do młodego naukowca z propozycją współpracy. Rzekł do Lunenfelda, iż papież zdecydował się pomóc bratankowi i zaproponował zbiórkę moczu w domach zakonnic, gdzie kobiet w okresie menopauzy nie brakowało. Jak głosi historia – papież rzekł do zakonnic, by zbierały swój mocz w szczytnym i uświęconym celu. To był sukces. Wkrótce z zakonnych domów seniora z całych Włoch do siedziby firmy Serono zaczęły zjeżdżać beczkowozy, wypełnione moczem zakonnic. Historia śmieszna i niecodzienna, jednak gdy spojrzymy na proces produkcji i to, jak istotne było, by nie skazić produkcji moczem kobiet ciężarnych ze względu na zawartość w ich moczu gonadotropiny kosmówkowej (hCG), to okazuje się, iż pomysł z zakonnicami był strzałem w dziesiątkę. Tak oto Kościół przysłużył się nauce i to za aprobatą samego Papieża.

11. Kozie jądra

Nawiązując do tematu płodności – ludzie, podobnie jak inne ssaki, dążą do reprodukcji. Kłopot zaczyna się, gdy jest ona niemożliwa. Z tego powodu od wieków istniały rozmaite metody, a raczej próby leczenia zaburzeń płodności. Jednym z takich sposobów była transplantacja i to nie byle jaka! Na początku XX wieku pewien człowiek z Ameryki, uzurpujący sobie tytuł doktora, stał się bogaty. Nazywał się John Brinkley i nie posiadał żadnego medycznego wykształcenia. Mimo to jednak zajmował się medycyną i xenotransplantacjami. Ów człowiek przeszczepiał kozie jądra mężczyznom cierpiącym na zaburzenia płodności. Dość rzec, że był zwykłym szarlatanem. Skąd zatem sukces? Ano stąd, że prócz pseudo medycyny, Brinkley zajmował się także reklamą i nazwać go można pionierem współczesnego marketingu. Dzięki szeroko zakrojonej kampanii, na brak klientów zainteresowanych leczeniem niepłodności nie narzekał. Zważywszy na aktywną reklamę, a nawet twierdzenie, iż posiada dowody na skuteczność terapii, w postaci zdrowych dzieci poczętych przez mężczyzn po przeszczepie jąder, szarlatan cieszył się popularnością dość sporą. Wielu pacjentów jednak zmarło wskutek operacji, a sam Brinkley został później pozwany i otrzymał karę. Dość osobliwa historia na kartach medycyny.

12. Paraffin Wax

Było coś dla mężczyzn, to teraz coś dla kobiet. Pierwsze operacje plastyczne były przeprowadzane już w I w. n.e. Skuteczność oraz efekty pozostawiały jednak wiele do życzenia. Zanim opracowano metody i wynaleziono środki takie jak botoks, kolagen czy implanty, pierwsze operacje plastyczne były wykonywane przy pomocy zgoła dziwnych narzędzi. Oto bowiem w wieku XIX, na długo przed wynalezieniem implantów silikonowych, lekarze podejmowali się operacji powiększania piersi oraz korekcji zmarszczek przy pomocy…. parafiny. Wstrzykiwano parafinę w celu wygładzenia zmarszczek twarzowych. Parafina była także wykorzystywana do powiększania kobiecych piersi. Ta metoda miała jednak poważną wadę. Prócz stanów zapalnych, bólu i średnich efektów, wstrzykiwana parafina prowadziła także do powstawania bolesnych guzów zwanych paraffinomas. Jak widać, człowiek od zawsze imał się nawet najdziwniejszych pomysłów dla poprawy swego samopoczucia.

13. Terapeutyczne wyziewy

Czy słyszeliście o terapeutycznym zastosowaniu gazów jelitowych? W czasach średniowiecza wielu lekarzy wierzyło, że podobne leczy się podobnym. Nic więc dziwnego, że gdy nad Europą zawisła groza epidemii Czarnej Śmierci, ludzie i medycy zaczęli chwytać się wszelkich sposobów ratunku. Średniowieczni lekarze wierzyli w wiele dziwnych terapii, do których niewątpliwie należy terapia przy użyciu ludzkich gazów jelitowych. Część lekarzy sugerowała trzymanie w domach kóz i specjalne ich karmienie, część z kolei sugerowała, aby kolekcjonować gazy jelitowe do słoika. Działać to miało tak, że gdy w okolicy pojawiała się zaraza, należało otworzyć ów słój z kolekcją gazów i szybko zaciągnąć się „terapeutycznym smrodkiem”. Brzmi to tyleż zabawnie co niedorzecznie, ale gdy spojrzymy na statystki śmiertelności plagi, która według różnych szacunków zabiła od 30 do 60 procent europejskiej populacji, to „terapeutyczny smrodek” jest jedynie mało groźnym elementem, którego imali się przerażeni ludzie. Choć nie pomagał, to przynajmniej dawał poczucie, że coś się zrobiło w celu zapobiegnięcia zarażeniu.

_____________________________________________________
Zacytuj ten artykuł jako:


  • Emilia Krupa, Najdziwniejsze terapie w historii, MGR.FARM, nr 2/2018 (18), str. L18-L21

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Herkules Poirot za pierwszym stołem, czyli związek powieści kryminalnej z apteką Herkules Poirot za pierwszym stołem, czyli związek powieści kryminalnej z apteką

W najnowszym numerze magazynu MGR.FARM pojawia się opowiadanie “Stażysta”, którego autorem jest Thom...

Farmaceuci książki piszą – i to jakie?! Farmaceuci książki piszą – i to jakie?!

W ostatnich tygodniach na rynku wydawniczym pojawiło się kilka ciekawych książek, których autorami s...

Ostrożnie z pomarańczą Ostrożnie z pomarańczą

Owoc gorzkiej pomarańczy jest jednym z ziół wykorzystywanym w kuracjach odchudzających. Jest on alte...