Magazyn mgr.farm

Antybiotykomania

16 lutego 2015 19:21

Panaceum na wszelkie dolegliwości – antybiotyk. Bolące gardło, męczący kaszel, osłabienie, pieczenie przy oddawaniu moczu, ropień zęba… Sposobem na wyleczenie wszystkich tych dolegliwości jest antybiotyk. Tak przynajmniej sądzi większość osób odwiedzających aptekę, którzy próbują zdobyć go bez recepty.

medications-257336_1920.jpg

Zadziwia mnie powszechne przekonanie, że „antybiotyk” jest cudownym lekiem, który stanowi niezwyciężony oręż w walce z wszelkimi infekcjami. Nie bez powodu słowo „antybiotyk” umieszczam w cudzysłowie. Dla większości naszych pacjentów jest to bowiem magiczne słowo-klucz. Hasło dające przepustkę do natychmiastowego wyleczenia. W Polsce antybiotyki są niemiłosiernie mitologizowane. Jeśli tylko dziecko ma gorączkę, kaszel i katar to rodzic od razu biegnie do lekarza po „antybiotyk”. Kiedy dorosłego mężczyznę boli gardło i czuje się osłabiony, to idzie do zaprzyjaźnionego farmaceuty wyłudzić od niego „antybiotyk”. Jaki? Nieważne, byle tylko był to antybiotyk.

Wiedza pacjentów na temat antybiotyków kończy się na znajomości tego magicznego i mitologicznego słowa – „antybiotyk”. Na recepcie mogą pojawić się takie nazwy jak Auglavin, Cipronex czy Bioracef – pytanie pacjenta do farmaceuty zawsze będzie brzmiało tak samo: Czy to jest antybiotyk? Odpowiedź twierdząca rozwiewa wszelkie wątpliwości. Pacjenta nie interesuje, w jaki sposób zadziała taki lek. Jakie enzymy i w jakich bakteriach zablokuje, aby uniemożliwić dalsze rozprzestrzenianie się infekcji. Nikt nie wymaga od farmaceuty elaboratu na temat mechanizmu działania czy ewentualnych przeciwwskazań i efektów ubocznych stosowania takiego antybiotyku. Wszelkie obawy pacjenta są rozwiewane tym jednym słowem: „antybiotyk”. Dlaczego tak się dzieje?

Mitologizacja antybiotyków w naszym kraju sprawiła, że pacjenci ufają im bezgranicznie. Działania uboczne? Interakcje z pożywieniem? Rosnąca antybiotykoodporność? Kto by sobie tym zawracał głowę.

Skoro lekarz zapisał antybiotyk to znaczy, że sprawa jest poważna i koniecznie trzeba go zażyć. Co mnie interesuje, że z roku na rok w wyniku ich nadużywania coraz powszechniejszy staje się problem oporności? Najważniejsze jest żebym to ja wyzdrowiał – a antybiotyk jest jedynym i ostatecznym środkiem do osiągnięcia tego celu.

Pacjenci na temat antybiotyków wiedzą tyle co nic. W zasadzie nie powinno nas to dziwić, w końcu skąd mają czerpać wiedzę na nich temat? Pani Bosacka w „Wiem co kupuję” nic na ich temat nie powie, a firmy farmaceutyczne pielęgnują w nas przeświadczenie o ich bezpieczeństwie i skuteczności. To co, że co jakiś czas grupa naukowców nawołuje do ograniczenia liczby antybiotyków przepisywanych przez lekarzy? Pewnie Ci naukowcy to jacyś fanatycy, którzy nie dostali grantu naukowego i teraz mszczą się na sponsorach… Umysł pacjenta jest zmanipulowany i wyczyszczony z jakichkolwiek wątpliwości. Dla niego „antybiotyk” to panaceum na całe zło.

Tym co mnie jednak najbardziej przeraża to ignorancja i głupota fachowych pracowników systemu opieki zdrowotnej – zarówno lekarzy, jak i farmaceutów. Ci pierwsi wygłaszają teorie na temat antybiotyków, od których ręce opadają. Na własne uszy słyszałem, jak lekarz z pełnym przekonaniem twierdził, że pewien antybiotyk ma działanie antywirusowe. Z kolei pewna znana pani laryngolog stwierdziła, że antybiotyki mają działanie przeciwzapalne… Ręce opadają. Nie lepsi są farmaceuci. Większość z nich kompletnie nie rozróżnia antybiotyków od chemioterapeutyków – o konkretnych grupach substancji już nie wspominając. Jakby tego było mało niektórzy uginają się pod namowami pacjentów i wydają antybiotyki bez recepty lekarskiej – czasami wręcz wypisując receptę farmaceutyczną. Swoją drogą ciekawe co wpisują w przyczynie wydania leku – „nagłe zagrożenie życia lub zdrowia pacjenta wynikające z ryzyka ataku furii i zawału w razie odmowy wydania mu antybiotyku”?

W Szwecji antybiotyki praktycznie nie istnieją w świadomości pacjentów. Tam lekiem na większość dolegliwości jest paracetamol… i łóżko. Antybiotyki podaje się tylko w skrajnych przypadkach – i to na ogół w szpitalach. W Polsce taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Bez antybiotyków nasz naród nie przetrwałby kolejnej zimy…

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

„Bogowie” nagrodzeni Złotymi Lwami „Bogowie” nagrodzeni Złotymi Lwami

Nagroda główna 39. Festiwalu Filmowego w Gdyni dla najlepszego filmu powędrowała do rąk twórców film...

Zbrodnie roślin. Chwast, który zabił matkę Abrahama Lincolna i inne botaniczne okropieństwa Zbrodnie roślin. Chwast, który zabił matkę Abrahama Lincolna i inne botaniczne okropieństwa

To nie jest poradnik, jak otruć teściową. To kryminał w darze od natury! Roślinni zabójcy działają c...

Najlepszy farmaceuta świata Najlepszy farmaceuta świata

Z serialami jest tak, że oficjalnie mało osób przyznaje się do ich oglądania, a mimo to robią to nie...