Bieganie ratuje życie

22 lutego 2017 10:04

Prawdopodobnie na buty wydaje więcej niż jego żona, a z córką przebiegł ponad 1000 kilometrów jeszcze zanim skończyła pół roku. Przemek Sajewski to farmaceuta, który określeniu „życie w biegu” nadaje zupełnie nowy sens.

bieganie.png

Przemek Sajewski tylko w 2014 roku przebiegł 5 maratonów, dwa górskie biegi ultra i jeszcze kilka na dystansie półmaratonu i krótszych, a także jeden przez przeszkody na torze wyścigów konnych Służewiec. W przypadku większości startów udaje mu się zająć miejsce wśród pierwszych 5 -10% biegaczy na mecie. W mniejszych biegach, na kilkaset osób, czasami staje nawet na podium w swojej kategorii wiekowej. Z każdego startu przywozi medal, jednak wcale nie wiesza ich dumnie na ścianie. „Leżą upchane w jakimś pudełku” – przyznaje farmaceuta. „Jedynie w pracy nad biurkiem mam kilka swoich wyników, ale tylko po to, aby przypominały mi, że chcę je pobić”. Motywacji do uprawiania tego trudnego sportu mu nie brakuje. Aktualnie przygotowuje się do swojego pierwszego biegu na 100 km w górach. Mimo nieustannego bicia osobistych rekordów Przemek twierdzi, że rywalizacja w walce o coraz lepszy czas nie już dla niego tak ważna, jak dobra zabawa bieganiem.

A wszystko zaczęło się kilka lat temu, gdy nagle bez wyraźnego powodu postanowił pobiegać. „Założyłem krótkie spodenki, koszulkę oraz sportowe buty do tenisa, obejrzałem się w lustrze i powiedziałem do żony, że idę pobiegać” – wspomina. A było to jeszcze przed obecną modą na bieganie, tak promowaną w mediach. Spodobało mu się to. W końcu po roku biegania postanowił wystartować w swoich pierwszych zawodach. Najbardziej przejmował się by nie być ostatnim, a tymczasem zmieścił się w pierwszych 10% osób na mecie. Z każdym kolejnym startem było coraz lepiej. „W ostatnim maratonie Warszawskim osiągnąłem metę jako 239 osoba na ponad 6600 sklasyfikowanych” – chwali się Przemek.

Szczególne miejsce w jego wspomnieniach zajmuje maraton w Londynie – przede wszystkim ze względu na niesamowity doping setek tysięcy ludzi wypełniających tłumnie każdy z 49195 metrów trasy. Poza tym był to pierwszy maraton, w który Przemek atakował granicę 3 godzin. Przyjmuje się, że tylko 2% maratończyków osiąga takie wyniki. Niestety plan nie powiódł się z powodu… biegunki – dość częstej przypadłości na tym dystansie. „Dopadła mnie na 26 kilometrze” – wspomina farmaceuta. „Bieg ukończyłem wściekły i ze łzami w oczach z czasem 3:07. Do tego nie byłem nawet zmęczony, bo 6 minut odpoczynku w toaletach na trasie zrobiło swoje”. Po chwili przyznaje jednak, że jeszcze dwa lata wcześniej taki wynik i bez sensacji żołądkowych był poza jego zasięgiem.

Bieganie sporo zmieniło w życiu Przemka – właściciela i kierownika apteki, ale przede wszystkim męża i ojca dwóch córek (Pola ma 10 lat, a Iga niespełna 12 miesięcy). Jak w natłoku codziennych obowiązków znajduje czas na treningi? „Wyeliminowałem ze swojego życia wiele rzeczy, które zajmowały mi bezproduktywnie czas” – przyznaje. „Nie oglądam telewizji, nie czytam masy różnych gazet, ograniczyłem internet, nie tracę życia na bezmyślne łażenie po knajpach i gadanie o pierdołach”. Nagle okazało się, że czasu na bieganie zostało całkiem sporo. Poza tym trudno się z nim nie zgodzić, gdy mówi że „godzina ciężkiego treningu po 12 godzinach spędzonych w aptece często ratuje życie – zwłaszcza jeśli chodzi o psychikę”.
[img]http://mgr.farm/sites/default/files/mgr_2.png[/img]

A co o jego bieganiu sądzi żona? „Kiedy nie było na świecie młodszej córki, czasami słyszałem wymówki – zwłaszcza gdy po całym dniu poza domem wychodziłem jeszcze na trening” – przyznaje Przemek. „W weekendy, gdy wychodziłem na kilkugodzinne długie wybiegania, słyszałem co najwyżej wymówki związane z tym, że budzę cały dom o 5 rano, choć starałem się być cicho”. Na szczęście wspólne, kilkudniowe wyjazdy, kiedy zawody biegowe łączą się z rodzinnym zwiedzaniem, usuwają w cień wszelkie niedogodności związane wielogodzinnymi treningami poza domem.

Innym sposobem na spędzanie czasu z rodziną, okazało się… bieganie z wózkiem – dyscyplina dopiero raczkująca w Polsce, ale na świecie już bardzo popularna. „O bieganiu z wózkiem myślałem jeszcze zanim Iga pojawiła się w planach” – zdradza Przemek. „Lubię spędzać czas z dziećmi, ale Pola była już za duża na wózek, więc często ona jechała na rowerze, a ja biegłem. Wózek biegowy to był logiczny ciąg, kiedy dowiedzieliśmy się, że Iga ma się pojawić na świecie”. Poza tym podobno żona farmaceuty w pewnym momencie zasugerowała, że jeśli zostawi ją z niemowlakiem i sam pójdzie biegać na 2,5 godziny, to skończy się to rozwodem…

W rezultacie odkąd na świat przyszła Iga, Przemek biega jeszcze więcej niż do tej pory. „Na chwilę obecną żona wręcz wygania mnie biegać” – przyznaje. „W przeciągu ostatnich 5 miesięcy przebiegłem ponad 1500 kilometrów – dużo więcej w porównaniu do czasu kiedy w domu nie było małego dziecka, ale tylko dzięki temu, że mała to uwielbia”. Z drugiej strony farmaceuta przekonuje, że bieganie z małym dzieckiem w wózku ma ogromną przewagę na zwykłymi spacerami z nim. „Kiedy leje na pewno nie wyszedłbym na spacer, ale w bieganiu z joggerem zabezpieczonym od deszczu naprawdę nic nie przeszkadza. Nawet kiedy pojechaliśmy na narty biegałem w górach i mała już w czwartym miesiącu życia w warunkach zimowych dobiegła na halę Ornak czy też zwiedziła dolinę Chochołowską”. A to nie wszystko. Kiedy Iga miała 8 miesięcy, tata pobiegł z nią w pierwszych zawodach – to był półmaraton. „Ten bieg na zawsze pozostanie w mojej pamięci” – przyznaje farmaceuta zapytany o najbardziej pamiętny start do tego wspólnie zajęliśmy 48 miejsce na około 1300 startujących co dało nam ogromną satysfakcję.

Przemek dość szybko przekonał się, że osoba biegająca z wózkiem polskimi ulicami wywołuje niemałą sensację – szczególnie zimą. Wiele osób wręcz zatrzymywało go na trasie i pytało o szczegóły związane z uprawnianiem tej dyscypliny. Kilkukrotnie padła nawet sugestia, że powinien stworzyć bloga na ten temat. Tak też zrobił. „Stwierdziłem, że warto podzielić się swoim doświadczeniem na tym polu i zachęcić do tego innych rodziców” – przyznaje. W ten sposób powstał blog pod tytułem „Biegam z Wózkiem” (www.biegamzwozkiem.pl), z którego można między innymi dowiedzieć się czym jest wspomniany wcześniej jogger (trójkołowy wózek przeznaczony do biegania).
[img]http://mgr.farm/sites/default/files/mgr_2.png[/img]

Czy bieganie to drogi sport? Nie, ale tylko do pewnego momentu. Wydatki wzrastają wraz z ilością przebiegniętych w ciągu roku kilometrów. „Rocznie zużywam dwie pary butów, a do tego dochodzą dojazdy na imprezy, noclegi, a i do ust byle czego też nie biorę” – wylicza Przemek. „Jednak z drugiej strony nie piję już hektolitrów piwa, nie palę papierosów, nie używam leków, nie chodzę po lekarzach, więc mam nadzieję, że bilans wychodzi to na zero”. Jako wzorowy farmaceuta, przygodę z bieganiem traktuje przede wszystkim jako inwestycję w swoje zdrowie. Ale jednocześnie to też pewna inwestycja w przeszłość córek: „będą widziały, że można wybrać coś innego w życiu niż tylko to, co nazywamy plagami cywilizacyjnymi”.

Sporym kosztem jest też sam jogger, który niezbyt nadaje się do codziennego użytku – a to oznacza konieczność posiadania dwóch wózków. „Każde hobby niestety kosztuje, zwłaszcza jeśli się na nim nie zarabia” – przyznaje Przemek. „Ale my wolimy polecieć na kilka dni do Barcelony w czasie kiedy odbywa się tam maraton, niż spędzić dwa tygodnie na plaży np. Egipcie”.

Zapytany o największe marzenia związane z uprawianym sportem, nasz bohater odpowiada bez chwili zastanowienia: „Móc cieszyć się bieganiem jak najdłużej”. A poza tym planuje jesienią zadebiutować we wspólnym biegu z Igą w maratonie. „O ile do tego czasu bieganie w wózku jej się nie znudzi” – dodaje z obawą w głosie farmaceuta.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Ekspozycja, ekspedycja i samoobsługa Ekspozycja, ekspedycja i samoobsługa

Ewolucja aptecznych wnętrz odbywa się na naszych oczach. Znikają szyby oddzielające farmaceutę od pa...

Powakacyjny problem Powakacyjny problem

Koniec wakacji i początek szkoły to czas, gry pomocy w aptekach szukają rodzice dzieci z wszawicą. W...

Lek ci to jeszcze czy nie lek? Lek ci to jeszcze czy nie lek?

Na gruzach afery z EllaOne w roli głównej, tam gdzie wypowiedziano już tysiące słów i żadne nie ukoi...