Magazyn mgr.farm

Botoks

20 kwietnia 2018 11:14

W ramach śledzenia medycznych i farmaceutycznych wątków w kinie obejrzałam „Botoks” w reżyserii Partyka Vegi. Teraz żałuję mojej decyzji, a dlaczego tak jest, postaram się pokrótce wyjaśnić.

Szkody społeczne wyrządzane przez filmy w stylu „Botoksu” są trudne do oszacowania.

Podeszłam do „Botoksu” bez uprzedzeń, starając się nie pamiętać, o tym że niedawno dostał nagrodę „Węża” w kategorii najgorszy film. Wątki związane z naszym zawodem pojawiają się w kinie tak rzadko, że za każdym razem jesteśmy ciekawi, jak została pokazana branża farmaceutyczna.

Niestety, w „Botoksie” nic sensownego o realiach pracy farmaceutów, funkcjonowania aptek i firm farmaceutycznych nie zostało powiedziane. Narracja Vegi jest następująca: otwarcie apteki, a nawet sieci aptek, to sprawa banalnie prosta (wystarczyć kurnik w polu przerobić na magazyn podrabianych leków), pracować w aptece może każdy (ratownik medyczny prosto z karetki trafia do pracy za pierwszym stołem), pacjenci wciąż chcą połykać czopki (dowcip z brodą, ciągnie się za nami od kilkudziesięciu lat) albo kupują smakowe prezerwatywy (to widocznie według reżysera niesamowita sensacja, warta przedstawienia w filmie).

Ale apteka według Patryka Vegi to mniejsze zło, w porównaniu z firmą farmaceutyczną, w której pracuje jedna z bohaterek „Botoksu”, Daniela.

Zakompleksiona Daniela, chcąc zarabiać duże pieniądze i wyglądać jak milion dolarów oraz jeździć drogim samochodem podejmuje pracę w firmie farmaceutycznej jako przedstawicielka medyczna. Szybko odnosi sukces w branży, ponieważ będąc doświadczoną ratowniczką medyczną „zna połowę lekarzy w Warszawie”, a w pracy nie waha się sięgać po wszelkie możliwe sposoby, by osiągnąć cel. Znowu narracja bazuje na teoriach spiskowych, miejskich legendach i mitach: przedstawiciele płacą lekarzom za każde wypisane opakowanie leku i nagradzają najlepszych współpracowników ekskluzywnymi wyjazdami, koncerny przy pomocy „słupów”, takich jak Daniela, otwierają ‘lewe’ apteki, gdzie sprzedają podrabiane leki, zawierające jedynie cukier puder oraz przy poparciu autorytetów medycznych wprowadzają na rynek niedziałające preparaty.

Takie podejście do tematu, jakie miał reżyser „Botoksu” nazywa się „tabloidyzacją” i jest szkodliwe, o czym możemy przekonać się w rozmowach z pacjentami, którzy „wizję” reżysera traktują jako prawdę objawioną – w związku z tym poddają w wątpliwość autorytet i decyzje lekarzy, samodzielnie przerywają terapię, kwestionują skuteczność leczenia (np. kwestionują zawartość substancji czynnej w lekach), skłaniają się ku medycynie niekonwencjonalnej. Oczywiście, każda branża ma swoje wstydliwe problemy, farmaceutyczna też, ale nasza na szczęście zmierza w kierunku normalizacji, m.in. poprzez uszczelnianie dziur legislacyjnych czy zwiększony nacisk na odpowiedzialność społeczną organizacji.

Szkody społeczne wyrządzane przez filmy w stylu „Botoksu” są trudne do oszacowania. Wątpię, by ktokolwiek z twórców poczuwał się do jakiejkolwiek odpowiedzialności za nie.

Film, który był realizowany z rozmachem (zdjęcia kręcono m.in. w Paryżu, Kopenhadze), pochłonął olbrzymi budżet i musiał na siebie zarobić. Kluczem była tabloidyzacja, bo pokazanie obrazu zbliżonego do prawdy nie gwarantowało komercyjnego sukcesu – w końcu koń jaki jest, każdy widzi. Więc trzeba było tę wizję rzeczywistości trochę „podkręcić”, wyciągnąć z szafy teorie spiskowe, wyolbrzymić problemy, zszokować odbiorcę. Doskonałym przykładem jest historia przywoływanej Danieli, która pewność siebie zyskuje dopiero po rozległej operacji plastycznej. Dotąd nie dbała o siebie – a po udanym zabiegu chirurgicznym pojawia się w pracy uczesana, umalowana i ubrana w ładną sukienkę. Dręczy mnie naiwne pytanie, czy scenarzystom nie przyszło do głowy, że mogła te nieinwazyjne zabiegi wykonać wcześniej? Jak tysiące kobiet, mniej lub bardziej zadowolonych ze swojego ciała, które nie ustają w wysiłkach, by przy pomocy fryzury, makijażu i stroju czuć się atrakcyjnymi?

Dużo w tym filmie podobnych psychologicznych uproszczeń, przekłamań, przemocy, brutalizacji języka i obrazu. Szansa, by powiedzieć coś ciekawego o aktualnych problemach w branży medycznej albo przedstawić portret psychologiczny współczesnych kobiet została przez reżysera „Botoksu” kompletnie zmarnowana.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

S jak satyra S jak satyra

Pacjenci są rozczarowani programem 75+. Były wielkie obietnice darmowych leków, a skończyło się jak ...

Fakty i mity o cukrzycy Fakty i mity o cukrzycy

Cukrzyca należy do najpowszechniej występujących chorób na świecie. Każdego roku umiera na nią i cho...

Gdy cierpi dusza, nie ciało Gdy cierpi dusza, nie ciało

Do aptek każdego dnia zgłaszają się tysiące pacjentów z objawami, które na pierwszy rzut oka wydają ...