Magazyn mgr.farm

Dzielenie się jest normalne

6 marca 2018 09:52

Takie hasła jak „etyka” i „pomoc” z pewnością nie są obce farmaceutom. Historia Rafała Hechmanna udowadnia jednak jak niewiele o nich wiemy. Farmaceuta, ojciec, podróżnik, społecznik, przedsiębiorca… to tylko niektóre z określeń, idealnie do niego pasujących…

Pracując w sektorze humanitarnym, wśród najbiedniejszych mieszkańców naszej planety przez lata Rafał był świadkiem wyzysku, degradacji środowiska i rozwarstwienia społecznego do jakich prowadzi obecny model konsumpcji. (fot. Anna Lewańska)

Dziś można go spotkać w jednej ze śląskich aptek, chociaż jeszcze nie tak dawno docierał wraz z konwojami humanitarnymi do najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. Przez lata pracował dla Polskiej Akcji Humanitarnej i kierował akcjami w Strefie Gazy, na Haiti, w Syrii i Libanie czy Sudanie Południowym. Jego rąk nie zabrakło także w Polsce po wielkiej powodzi w 2010 roku. Mimo, że dziś jest ustabilizowanym domatorem, to znalazł swój sposób na pomaganie potrzebującym.

Jego farmaceutyczna kariera zaczęła się prozaicznie. Po tym jak skończył studia od razu trafił do apteki. Bardzo szybko zdał sobie jednak sprawę, że nie takiego życia chce. – Niewiele myśląc, spakowałem się, i mając 150 dolarów, przybyłem do Australii – wspomina tamten moment. – Imałem się tam różnych zajęć, aż w końcu było mnie stać na rozpoczęcie studiów. Kierunek zdrowie publiczne na Uniwersytecie Nowej Południowej Walii – mówi Rafał. W ramach studiów prowadził badania dotyczące reakcji na tsunami na Sri Lance. Dzięki temu miał okazję przyglądać się systemowi pomocy humanitarnej, co zaowocowało w kolejnych latach.

Wyjazd do Australii nie był jego pierwszą, tak odległą, wyprawą. – Policzyłem ostatnio, że odwiedziłem 60 krajów, głównie biednych, bo to są też kraje najtańsze do podróżowania – przyznaje farmaceuta. Zaczynał od wyjazdu do Indii, który okazał się punktem zwrotnym w jego życiu. – Podróże wśród wielu rzeczy dały mi również wrażliwość na biedę i zupełnie nową perspektywę patrzenia na świat – przyznaje Rafał. – Spakować plecak i wyjechać, ale nie do zamkniętego, luksusowego kurortu. Mnie od zawsze kręciły podróże, kiedy mogłem zetknąć się z prawdziwym życiem, ludźmi i ich historiami. Przy okazji też widziałem wokół siebie przytłaczającą biedę. Tych, którzy nie mieli nic, dosłownie. My sobie nawet tego nie potrafimy wyobrazić.

W Australii mieszkał przez cztery lata. Pracował tam również w aptece, która jednocześnie pełniła funkcję ośrodka pomocy dla osób uzależnionych od narkotyków czy nosicieli wirusa HIV. – Prowadziliśmy na przykład wymianę zużytych strzykawek na czyste czy kurację metadonem, czyli zamiennikiem heroiny – wspomina Rafał. – Ponieważ przez cztery lata widywałem się z tymi osobami codziennie, z wieloma się po prostu zakolegowałem co kompletnie zmieniło we mnie podejście do ludzi potrzebujących, nawet do tych, o których można by pomyśleć, ze sami wybrali sobie taki los i na niego zasługują.

Jak sam mówi, Australia wywarła na niego ogromny wpływ. – To jest niesamowity kraj – przyznaje. – Kraj ludzi szczęśliwych, otwartych i ufających sobie nawzajem. Dwie trzecie mieszkańców Australii wspiera regularnie organizacje charytatywne, zasilając je stale, co miesiąc określoną sumą pieniędzy. To jest dla mnie jakaś niesamowita liczba. Dwóch na trzech Australijczyków wspiera co miesiąc organizacje pomocowe! Nie raz w roku, co miesiąc! Po prostu część miesięcznej pensji przeznaczają na pomoc innym! Dla mnie to jest wzór społeczeństwa obywatelskiego, społeczeństwa w którym ludzie ufają sobie nawzajem i chcą brać sprawy we własne ręce. Nie przez przypadek Australijczycy co roku lądują wśród zestawień najszczęśliwszych narodów świata, a Australia wśród najlepszych krajów do życia – mówi farmaceuta i dodaje, że doświadczenie z pracy w Australii pokazało mu również, że bardzo łatwo można znaleźć się po tej drugiej stronie, po stronie potrzebujących.

Po powrocie z Australii nie zagrzał długo miejsca w Polsce. Wkrótce wyjechał do Irlandii, gdzie studiował na Europejskim Magisterium Pomocy Humanitarnej. Niedługo potem zaczął pracować dla Polskiej Akcji Humanitarnej. Realizował projekty pomocowe w takich miejscach jak Strefa Gazy, Haiti, Libia, Somalia czy Liban. W końcu jednak przyszedł czas na stabilizację – rodzinę, dom, dziecko. Zaczął więc zastanawiać się, w jaki sposób dalej pomagać najbardziej potrzebującym, godząc to jednocześnie z życiem rodzinnym. – Zacząłem obmyślać, co zrobić, żeby mimo wszystko nadal wspierać kraje trzeciego świata czy te dotknięte konfliktem zbrojnym, jak teraz Ukraina i Syria – mówi. Tak właśnie powstał Plan Planeta.

fot. Anna Lewańska

Pracując w sektorze humanitarnym, wśród najbiedniejszych mieszkańców naszej planety przez lata Rafał był świadkiem wyzysku, degradacji środowiska i rozwarstwienia społecznego do jakich prowadzi obecny model konsumpcji. – Nie dawało mi to spokoju i zastanawiałem się jak możemy temu zaradzić, jak mogę zaangażować się w zmienianie tego trendu i jak mogę w to zaangażować innych – wspomina farmaceuta. Tak narodziła się idea „podwójnego pomagania” czy może bardziej „podwójnego zaangażowania” poprzez promowanie odpowiedzialnego i etycznego biznesu oraz wspieranie projektów pomocowych.

Rafał stworzył sklep internetowy PlanPlaneta.com, w którym można było kupić skarpetki, koszulki, bluzy lub torby. Asortyment niby niewielki, jednak zdecydowanie różniący się od podobnych produktów spotykanych w popularnych sieciówkach. Każdy z nich jest bowiem nie tylko gwarantem wysokiej jakości, ale i… etyczności. Plan Planeta do sklep, w którym kupicie odzież wyprodukowaną w sposób odpowiedzialny i etyczny – bez wyzysku dzieci czy stosowania szkodliwej chemii. Na tym jednak nie koniec. Część zysku ze sprzedaży każdej rzeczy przekazywana jest wybranej organizacji humanitarnej. I na tym właśnie polega „podwójne pomaganie”.

– Jose Mujica, prezydent Urugwaju słynący z pomocy osobom potrzebującym, powiedział kiedyś, że gdy coś kupujemy, tak naprawdę płacimy własnym czasem, który spędziliśmy zarabiając pieniądze, płacimy większą lub mniejszą cząstką naszego życia – mówi Rafał. – Kupując rzeczy wyprodukowane w sposób odpowiedzialny i etyczny, wyrażamy więc nie tylko szacunek dla innych ludzi czy dla naszej planety, ale może przede wszystkim dla nas samych, dla naszej pracy. Jednocześnie opowiadamy się za tym, jak chcemy, aby ten świat wyglądał i dokąd zmierzał. My umożliwiamy wsparcie producentów, których praca czyni ten świat lepszym.

[img]https://mgr.farm//sites/default/files/mgr_11.png[/img]W Polsce niewielu potrafi wyjaśnić, na czym polega sprawiedliwy handel, a chodzi o świadome zakupy. Kupując zwykłą koszulkę sprawdzamy przede wszystkim jej producenta. Nie zadajemy sobie pytań „skąd pochodzą materiały” czy „gdzie i przez kogo zostały wyprodukowane”. Duże koncerny często ukrywają swoich dostawców, czasem też nie mają kontroli nad tym, kto jest podwykonawcą.

– Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że 170 milionów dzieci na świecie nie chodzi codziennie do szkoły a chodzi do pracy. Większość z nich właśnie w przemyśle odzieżowym – mówi Rafał. – Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak wiele chemii używa się do produkcji konwencjonalnej bawełny – że aż 70 milionów rolników cierpi co roku na zatrucie spowodowane chemikaliami używanymi przy jej produkcji. To są problemy na skalę światową, spowodowane naszą pogonią za „fast fashion”.

Szybkie i tanie ubrania znaczą tyle samo, co głodowe płace, wyzysk, opłakane warunki pracy, które nieraz kończą się katastrofą. Przykładem tego niech będą wydarzenia z 2013 roku, kiedy doszło do zawalenia się dziewięciopiętrowej fabryki odzieży w Dhace, stolicy Bangladeszu. Zginęło tam ponad tysiąc osób.

– To wtedy narodził się ruch Fashion Revolution, a ludzie zaczęli się bardziej interesować, skąd pochodzą ich ubrania – wyjaśnia Rafał Hechmann. – Oczywiście istniały wcześniej inicjatywy, takie jak na przykład Clean Clothes Campaign, ale mam wrażenie, że gdy odpowiedzialna moda zawojuje świat to za iskrę, która wznieciła ten ogień będzie uznawana tragedia w Rana Plaza.

Póki co większość z nas nie potrafi podejmować etycznych wyborów modowych. Kupujemy ubrania pod wypływem impulsu. Wchodzimy do wielkiego sklepu odzieżowego i wychodzimy z niego z naręczem niepotrzebnych rzeczy. Czy zastanawiamy się kto zrobił te ubrania? Czy otrzymał a nie godziwe wynagrodzenie? – Ja nauczyłem się podejmować etyczne wybory modowe, dając po prostu szanse etycznej modzie – przekonuje Rafał. – Wystarczyło, że wprowadziłem do swojej garderoby kilka rzeczy z organicznej bawełny i od tego czasu jeśli potrzebuję czegokolwiek, najpierw szukam czy nie robią tego z bawełny organicznej. Różnica jest niebywała w komforcie noszenia, w dotyku, w trwałości.

fot. Anna Lewańska

W Polsce, w odróżnieniu do krajów zachodnich, biznes odpowiedzialny społecznie to zajęcie jeszcze wciąż bardzo pionierskie. – Ludzie podchodzą do takich inicjatyw z rezerwą, traktują ekologiczną czy odpowiedzialną modę jako fanaberię. Podobnie jest w Polsce z postrzeganiem ruchów ekologicznych czy humanitarnych – twierdzi farmaceuta. – Ich przedstawiciele wciąż są postrzegani przez dużą część społeczeństwa jako niezaradni życiowo outsiderzy snujący utopijne wizje świata przy piosenkach Lennona. Tymczasem są to w większości ludzie świetnie wykształceni, absolwenci najlepszych na świecie uniwersytetów, znający wiele języków i wykonujący niezwykle odpowiedzialną, trudną i wymagającą ogromnej wiedzy pracę. Promocji odpowiedzialnego biznesu na pewno nie pomaga również to, że wciąż jesteśmy społeczeństwem na dorobku, a większość z nas nadal wybiera więcej i taniej bo zmusza ich do tego sytuacja ekonomiczna.

Rzeczy wyprodukowane w sposób odpowiedzialny czy produkty fair trade są zazwyczaj trochę droższe od tych proponowanych przez masową produkcję. Trzeba jednak pamiętać, że produkty te są najwyższej jakości, a co za tym idzie są na przykład bardzo trwałe. – Nasi klienci to doceniają i bardzo często wracają do nas z kolejnymi zamówieniami – zapewnia Rafał.

Motywacją do korzystania z oferty Planu Planet może być też fakt, że część zysku ze sprzedaży dostępnych w sklepie koszulek czy bluz przekazywana jest na działalność wybranych organizacji humanitarnych. Dokładna kwota, jaka powędruje po naszym zakupie na konto takiej instytucji, jest z góry określona i podana. Z kolei kupując skarpetki dodatkowo sprawiamy, że potrzebujący otrzymują drugą parę. Plan Planeta rozlicza się z każdej akcji i przekazanych funduszy. Na blogu towarzyszącym sklepowi można między innymi dowiedzieć się, że przesiedlonym kobietom i dzieciom na Ukrainie zostało przekazanych 1900 par skarpet lub w Syrii dofinansowano wypiek 500 kilogramów chleba. Akcje Planu Planeta wspierają również rodzime organizacje, takie jak Dom Aniołów Stróżów, pomagający najgorzej sytuowanym śląskim rodzinom.

– Dookoła jest mnóstwo fantastycznych organizacji, robiących wspaniałe, cudowne rzeczy – odpowiada Rafał na pytanie, dlaczego nie założył własnej fundacji. – Wyszedłem z założenia, że zamiast budować kolejną fundację, lepiej po prostu wspierać te już istniejące – wyjaśnia. Wybierając organizację do współpracy w dużej mierze opiera się na własnym doświadczeniu zdobytym w sektorze pomocowym. – Dajemy priorytet projektom skierowanym do kobiet i dzieci i staramy się odpowiadać zgodnie z najbardziej palącymi potrzebami i tutaj polegamy na ekspertyzie organizacji pracujących w terenie. To właśnie organizacje informują nas, jakie są najpilniejsze potrzeby i na co potrzebne są środki. Potem wspólnie wybieramy sposób, w jaki możemy najefektywniej pomóc. Oczywiście wszystko tutaj odbywa się transparentnie i jest komunikowane na naszej stronie. Wspieramy projekty organizacji co do których nie mamy wątpliwości u wiemy, że prawidłowo wydadzą każdy zebrany grosz – zapewnia.

A co z farmacją? Rafał przekonuje, że tak naprawdę nigdy jej nie porzucił. – Nasza wspólna podróż przybierała różne formy i na pewno wpłynęło to na to, w jaki sposób teraz oceniam pracę w aptece – przyznaje. – Pracuję w małej, wiejskiej aptece. Celowo taką wybrałem. Dojeżdżam do niej 20 kilometrów z Katowic. Tam jest czas, żeby chwilę z każdym porozmawiać. Gdy się ludzi trochę zachęci, wtedy oni nie tylko zaczynają mówić, ale też słuchają, radzą się ufając bardziej twojemu osądowi niż reklamom. Często przychodzą podziękować, mówią, że im coś pomogło.

fot. Anna Lewańska

Farmaceuta przekonuje, że praca w aptece, poza kontaktem z zawodem, to dla niego teraz przede wszystkim okazja do kontaktu z drugim człowiekiem, bo nad innymi projektami pracuje samotnie przed komputerem. – Taki bezpośredni kontakt jest mi niezmiernie potrzebny – zapewnia. Kontaktu z ludźmi – szczególnie takimi, którzy dzielą jego pasję do pomagania innym – nie brakuje mu na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie gościnnie wykłada na podyplomowych studiach pomocy humanitarnej. – Prowadzę tam zajęcia w module klastry pomocy humanitarnej dotyczące opieki zdrowotnej, schronienia czy dystrybucji pomocy podczas kryzysów humanitarnych – tłumaczy Rafał.

Niedawno ruszył jego kolejny projekt, w którym do pomocy potrzebującym zachęca… farmaceutów. – Pracowałem z farmaceutami w wielu miejscach na świecie: w Australii, w Libii czy na Sri Lance. Wszędzie byli to ludzie zaangażowani w pomoc lokalnym społecznościom, interesujący się światem i cieszący szacunkiem ludzi mądrych, oczytanych, empatycznych – zapewnia Rafał. – Chciałbym, aby farmaceuci w Polsce również byli tak postrzegani, bo wydaje mi się, że nie do końca tak jest. Dlatego między innymi zapoczątkowałem akcję „Farmaceuci Dla Aleppo”, dzięki której moglibyśmy pokazać się jako grupa zawodowa ze świetnej strony. Pokazać, że jesteśmy grupą zawodową aktywnie uczestniczącą w bieżących wydarzeniach, organizować się i pomagać. Zyskać zaufanie oraz szacunek społeczny pomagając jednocześnie potrzebującym. Jeżeli to się powiedzie to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to kontynuować już bardziej oficjalnie.

Farmaceuta, ojciec, podróżnik, społecznik, przedsiębiorca… to tylko niektóre z określeń, idealnie pasujących do Rafała Hechmanna. A co on sam o sobie myśli? – Nie uważam się za społecznika, myślę, że dzielenie się częścią zarobionych pieniędzy z potrzebującymi jest całkowicie normalne i staram się właśnie tak postępować. Doświadczenie z pracy w Australii pokazało mi również, że bardzo łatwo można znaleźć się po tej drugiej stronie, po stronie potrzebujących – przypomina Rafał. – A praca w aptece może zostanie taką cichą, bezpieczną przystanią. Choć przecież, jak to mówią, nie po to buduje się statki, aby stały bezpieczne w porcie – dodaje z uśmiechem.

[img]https://mgr.farm//sites/default/files/mgr_11.png[/img]

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Rozpuszczanie pacjentów Rozpuszczanie pacjentów

Podobno pacjenci w aptekach są rozkapryszeni, roszczeniowi i kłótliwi. Mają przedziwne zachcianki i ...

Farmaceuto! Przestań narzekać na suplementy diety! Farmaceuto! Przestań narzekać na suplementy diety!

Podważanie wartości i bezpieczeństwa suplementów diety to ślepa uliczka. Niestety coraz częściej zau...

Farmaceutyczne lenie? Farmaceutyczne lenie?

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie lektura opinii kolegi Mariusza Politowicza pod nośnym tytułem...