Kilka słów o bałaganie

11 stycznia 2015 15:01

To nieprawda, że wszystkie afery lekowe toczą się na poziomie międzynarodowym, omijając nasz kraj. To nieprawda, że w każdej aferze bierze udział co najmniej kilkudziesięciu pacjentów. Zupełnie niedawno ( z punktu widzenia globalnej osi czasu) również przez nasz kraj przetoczyła się z wielkim hukiem głośna sprawa, która z powodzeniem nadaje się do farmaceutycznego archiwum X. A wszystko zaczęło się tak…

lekarstwo_corhydron_450.jpeg

Na szpitalnym oddziale w Siedlcach piąty październik 2006 roku był normalnym dniem pracy. Przyjmowano pacjentów, diagnozowano, rozpisywano zlecenia, a pielęgniarki podawały zaordynowane leki, tak samo jak robiły to wczoraj i miały to zrobić jutro. W każdej placówce zdrowotnej jednym z podstawowych leków jest używany doraźnie hydrokortyzon w postaci dożylnej. Stosuje się go w przypadku nasilonych duszności chorego, zwłaszcza jeśli objawom towarzyszy składowa alergiczna bądź astmatyczna. Corhydron był użyty w tym dniu dwukrotnie, niezależnie u dwóch pacjentek cierpiących z powodu duszności i postępującej niewydolności oddechowej. Żadna z nich odczuła jednak poprawy po otrzymaniu leku- przeciwnie wręcz, ich stan gwałtownie się pogorszył.

Najtrudniejszym elementem afery z udziałem leku jest pierwsze wskazanie winnego i pierwsze podejrzenie. Pacjentki otrzymywały przecież wiele leków i każdy z nich mógł potencjalnie być przyczyną pogorszenia się stanu ich zdrowia. Lekarze i pielęgniarki pracujący na oddziale byli jednak wytrawnymi medycznymi śledczymi i celnie wytypowali właśnie Corhydron. Sprawę ułatwił nieco szybki czas działania leku – w tym przypadku liczony w kilku minutach. Działanie niepożądane zostało zgłoszone, 44 fiolki leku opieczętowane i przekazane do badań, a pacjentki szczęśliwie wyprowadzono ze stanu zagrażającego ich życiu.

Afera dopiero jednak rozwijała skrzydła. W fiolkach bowiem nieoczekiwanie znaleziono coś, czego nigdy nie powinno tam być. Stosowany w anestezjologii lek- suksametonium z powodzeniem zwiotcza drogi oddechowe przed intubacją pacjenta. Działa niemal błyskawicznie i bardzo szybko również jest eliminowany z organizmu. Nie podaje się go jednak niemal nigdy osobom przytomnym, bez wcześniejszego znieczulenia ogólnego. Nagła utrata kontroli nad własnymi mięśniami oddechowymi jest ponoć przerażającym odczuciem i ciężko się z tą opinią, mimo braku własnych doświadczeń, nie zgodzić. Suksametonium (sukcynylocholina) w feralnych fiolkach Jelfy „zastępowała” hydrokortyzon. Naprawdę trudno o gorsze zastępstwo.

Afera corhydronowa w mediach wybuchła miesiąc po zdarzeniu w Siedlcach. 9 listopada 2006 roku decyzją Jarosława Kaczyńskiego, zakłady Jelfa zostały zamknięte oraz zdymisjonowano Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Kluczowym w jego dymisji okazał się fakt opóźniania podania informacji o podejrzanych ampułkach opinii publicznej oraz zdanie „Mieliśmy niemiłe doświadczenia z firmami farmaceutycznymi, w tym sądowe, dlatego nie informujemy opinii publicznej o szczegółach”, które wypowiedział.

Wadliwa seria leku o numerze 010705 trafiła jednak nie tylko do Siedlec. Prokuratura z pomocą policji próbowała ustalić drogę, jaką przebyły podejrzane fiolki i dotrzeć do pacjentów, którzy mogli je jeszcze posiadać. Do Polski dotarł tymczasem czeski odpowiednik Corhydronu. Sprowadzono w sumie 13 tysięcy ampułek leku produkowanego w Brnie przez Polfę Rzeszów. . Na stronach Ministerstwa Zdrowia można było znaleźć informację, czym również można zastąpić Corhydron- wymieniono tam preparaty prednizolonu, metyloprednizolonu i deksametazonu (Solu-Medrol, Fenicort, Dexaven). Problem tkwił tylko w tym, że z podanych leków jedynie Solu-Medrol nie był produkowany przez Jelfę.

Ówczesny minister zdrowia Zbigniew Religa przyznał, że zmarło kilku chorych, którzy posiadali Corhydron w swoich apteczkach, jednak niemożliwe jest udowodnienie domniemanego związku między zażyciem leku a zgonem chorego. Dla odmiany w jednym z łódzkich szpitali przez niemal pół roku podawano pacjentom lek z wadliwej serii, nie obserwując żadnych działań niepożądanych.

Zakłady Jelfy ponownie otworzono już w grudniu tego samego roku, zabezpieczając dokumentację i resztę fiolek leku. Corhydronowy skandal nie spowodował upadłości producenta leków, jak wstępnie podejrzewano, zakłady jednak nie ujawniły nigdy dokładnej sumy strat finansowych. Do dziś nie postawiono w tej sprawie zarzutów żadnej konkretnej osobie. Za proces wytwarzania leku odpowiedzialnych było wielu pracowników i nikomu nie można było przypisać indywidualnej winy. Pogłoski medialne skupiły się na sezonowych pracownikach, którzy byli zatrudnieni w Jelfie na przełomie lipca i sierpnia 2006 roku, kiedy trwała produkcja leku, zakłady jednak utrzymywały ( i posiadały na to rzetelną dokumentację), że osoby te nie brały udziału w produkcji leku, były zatrudnione jedynie do pakowania gotowych produktów. Udowodniono jednak swoisty bałagan panujący w Jelfie i przypadki przebywania obok siebie nieoznakowanych fiolek leków. Zakłady z Jeleniej Góry prawdopodobnie na długo zapamiętają, jakie są skutki drobnych nieporządków i zapominania o sprzątaniu.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Z aptecznego archiwum X – „Wunderdroge” Z aptecznego archiwum X – „Wunderdroge”

Wielkie historie nie raz zaczynają się całkiem zwyczajnie. Nawet wielkie pożary najpierw płoną lokal...

Niebieskie pigułki Niebieskie pigułki

Książka „Niebieskie pigułki” autorstwa Frederika Peetersa to w naszym farmaceutycznym przeglądzie li...

Medicus Medicus

Film „Medicus” (2013, reżyseria Philipp Stölzl, oryg. „Physician”, na podstawie powieści Noaha Gordo...