Magazyn mgr.farm

Lekowi szpiedzy

6 kwietnia 2018 11:48

Gdyby nie nielegalne działania wywiadu PRL, niektóre technologie i leki zawitałyby do Polski kilkadziesiąt lat później, niż to miało miejsce. Jak dokładnie odbywało się pozyskiwanie danych kluczowych dla procesu produkcji nowych leków? Na samym początku było zamówienie. Minister Przemysłu Chemicznego zwracał się wówczas z uprzejmą prośbą do Ministra Spraw Wewnętrznych o „udzielenie pomocy w sprowadzeniu na drodze niejawnej dokumentacji techniczno-technologicznej leku o nazwie…”

Prawdziwy rozkwit szpiegostwa farmaceutycznego nastąpił w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Najbardziej spektakularne akcje dotyczyły głównie antybiotyków, m.in.: tetracyklin, ryfampicyny, erytromycyny czy cefalosporyn. (fot. Shutterstock)

Lubicie filmy szpiegowskie? Przechodzący po karku dreszczyk emocji, gdy główny bohater wynosi najtajniejsze dane w czarnej teczce i w ostatniej chwili udaje mu się uciec przed schwytaniem? Z pewnością polubicie więc i tę historię. Tym razem jednak nie chodziło o tajne mapy planowanych inwazji ani przepis na wyprodukowanie broni jądrowej. To, co wynoszono pod osłoną nocy, było jednak równie drogocenne dla przyszłego nabywcy i warte wiele uwagi.

Nie jest żadną tajemnicą, że wspólnota wywiadowcza państw Układu Warszawskiego, a więc i PRL była sprawnie działającym stowarzyszeniem szpiegowskim, której działalność nie ograniczała się jedynie do analiz i informacji wyprzedzających działania polityczne państw NATO, jak i innych nazywanych eufemistycznie „państwami niezaangażowanymi”.

Ambicją wywiadu PRL było również partycypowanie w szeregu innych dziedzin życia publicznego. Szczególnym zainteresowaniem darzono wszelkiego rodzaju informacje z zakresu pozyskiwania nowych technologii badawczych i produkcyjnych. Zdobywano masowo wzory użytkowo, dokumentację techniczną oraz próbki technologii o zastosowaniu zarówno cywilnym, jak i wojskowym. W ten sposób nauka i rozwój technologiczny w socjalistycznej Polsce funkcjonowały na dwóch poziomach – z jednej strony w krajowej strefie badawczo-rozwojowej zatrudnionych było pół miliona inżynierów i techników, z drugiej w technologicznym podziemiu, w szczytowej fazie jego rozwoju pracowało dwustu funkcjonariuszów oddelegowanych tylko do sekcji wywiadu naukowo-badawczego. Ich etaty były zarówno jawnymi, oficjalnymi stanowiskami, jak i działającymi w zupełnym ukryciu.

Technologia na wagę złota

Nie ma sektora bardziej kojarzącego się z działalnością cywilną niż szeroko pojęta medycyna i farmacja. Trudno więc dziwić się, że to właśnie one stały się popularnym celem działań szpiegowskich polskiego wywiadu. Wbrew pozorom, zadania stojące przed medycyną z lat pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, wcale nie odbiegały znacząco od problemów, z którymi borykamy się obecnie. Niezwykle chwytliwym tematem pozostawały nowe antybiotyki. Od czasu wiekopomnego odkrycia penicyliny przez Fleminga, wzory i gotowe produkty nowych antybiotyków pączkowały w laboratoriach na całym świecie, niczym grzyby po deszczu. Albo, odnosząc się do kontekstu, niczym pleśń w laboratoriach penicylinowego mistrza. Gardzono wówczas fitoterapią, zachłystując się ogromną skutecznością antybiotykoterapii i możliwością pełnego wyleczenia chorób, które jeszcze tak niedawno dziesiątkowały populację.

Na horyzoncie czekały jednak nowe zagrożenia, które wkrótce miały zająć miejsce śmiercionośnych infekcji.

Wyzwoleni od chorobotwórczych szczepów bakterii, ludzie coraz częściej umierali z powodu chorób nowotworowych oraz układu krążenia. To właśnie w nich zaczęto upatrywać kolejnych wrogów długowieczności, choć strach przez nowotworami nie pretendował jeszcze do miana fobii społecznej.

Jedno jest pewne – przemysł farmaceutyczny był jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się gałęzi przemysłu w drugiej połowie XX wieku. Zmęczone wojną społeczeństwo, chciało dziś inwestować w życie, a pojawiające się co chwila możliwości naukowe i technologiczne, tylko podsycały tę chęć.

Dobra myśl technologiczna, przechodząca następnie w linię produkcyjną, patent i rzetelne badania naukowe to bardzo wysoko wyceniane procedury. Optymistycznie rzecz ujmując, opracowanie i wprowadzenie na rynek lekarstwa to według wybitnego ekonomisty Davida S. Landesa wydatek rzędu minimum 100 tysięcy USD. Cenę tę możemy jednak potraktować promocyjnie, inne źródła podają kwoty większe, a górna granica nie została dotąd ustalona.

Lekowa samowystarczalność

W drugiej połowie lat sześćdziesiątych za wytwarzanie leków w Polsce odpowiadało głównie Ministerstwo Przemysłu Chemicznego (w latach osiemdziesiątych zmieniło ono nazwę na Ministerstwo Przemysłu Chemicznego i Lekkiego). Podległe resortowi przedsiębiorstwa państwowe pokrywały swoją produkcją 70% polskiego zapotrzebowania na leki zaopatrując rynek krajowy w 770 spośród prawie 1700 pozycji zamieszczonych w rejestrze leków (w tym 100 pochodzących z importu).

Za resortowe dziecko z pewnością można było uznać Polfę (a raczej zakłady zrzeszone w Zjednoczeniu Przemysłu Farmaceutycznego), które produkowały aż 600 pozycji z wyżej wspomnianych.

Ministerstwa, zwłaszcza Przemysłu Chemicznego, pełniły jedynie funkcję pośrednika pomiędzy wywiadem a dwoma kluczowymi ośrodkami badawczo–rozwojowymi, którymi były Instytut Farmacji i Instytut Antybiotyków. Obie instytucje powstały jeszcze w latach pięćdziesiątych i – jak zdaje się przynajmniej wynikać ze wspomnień dyrektora Instytutu Farmaceutycznego (dawny Instytut Farmacji) w latach 1982–2007 doc. dr. Wiesława Szelejewskiego – pozostawały raczej w stosunkach rywalizacji wobec siebie.

Warty uwagi jest fakt, że leki nie znajdowały się na liście produktów Export Administration Act z 1979 roku, który to dokument był podstawą polityki embargowej państw NATO wobec bloku wschodniego. Ograniczenia w sprowadzaniu do Polski licencji na produkcję leków nie wynikały więc bezpośrednio z polityki państw zachodnich, a raczej z założeń marketingowych firm, które wolały przez wiele lat sprzedawać gotowe produkty za znacznie zawyżoną cenę niż jednorazowo dokonać sprzedaży know- how w formie licencji. Jeśli decydowano się sprzedać taką licencję, cena stawała się zaporowa dla gospodarki polskiej.

Okazuje się jednak, że polski przemysł farmaceutyczny skupiający się głównie wokół Polfy był, przynajmniej z zewnątrz, samowystarczalny. Jak wynikało z raportów i ekspertyz Ministerstwa Przemysłu Chemicznego z 1974 roku „przemysł farmaceutyczny w około 95% potrzeby rozwojowe pokrywa przez własne opracowania badawcze”.

Polfa w latach siedemdziesiątych zakupiła jedynie dziesięć z łącznej liczby stu licencji pojawiąjących się w sektorze chemicznym. Zabrzmiało jak propaganda? W istocie tak było. Nie uwzględniono tam bowiem osiągnięć dokonanych głównie przez nielegalny wwóz myśli technologicznej lub gotowych produktów.

Ministerstwo uprzejmie prosi…

Jak dokładnie odbywało się pozyskiwanie danych kluczowych dla procesu produkcji nowych leków? Na samym początku było zamówienie. Minister Przemysłu Chemicznego zwracał się wówczas z uprzejmą prośbą do Ministra Spraw Wewnętrznych o „udzielenie pomocy w sprowadzeniu na drodze niejawnej dokumentacji techniczno-technologicznej leku o nazwie…”. Zapotrzebowania takie były często bezpośrednią odpowiedzią na zamówienia spływające z przedsiębiorstw farmaceutycznych, głównie Polfy. Sednem prośby stawał się zwykle proces technologiczny i jego szczegóły: jak długo, jaką metodą, w jakiej temperaturze. Prośbę niezmiennie motywowano czynnikiem ekonomicznym, to znaczy opieraniem się na polityce tak zwanego „antyimportu” (wszystko czego potrzebujemy, możemy wyprodukować sami), a w dalszej perspektywie możliwością eksportu gotowego produktu do innych państw bloku wschodniego.

W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych wniosek takowy podlegał wstępnej obróbce – szacowano możliwości zdobycia zamówionej technologii, a także koszt operacji – oznaczało to głównie, ile za daną technologię zażyczyło sobie „źródło”. Płatność następowała zwykle dopiero po akceptacji przedstawionych materiałów przez Ministerstwo Przemysłu Chemicznego, był to więc interes nieco ryzykowny dla drugiej strony kontaktu.

Kto najczęściej był ofiarą i sprawcą szpiegostwa? Oficerowie wywiadu działający w jednostkach specjalnych za swój cel przyjmowali zwykle szeregowych pracowników zachodnich koncernów, a także polskich stypendystów odbywających zagraniczne staże w takich międzynarodowych koncernach, jak Sandoz, Glaxo, Boehringer czy Merck.

Miliony oszczędności

Prawdziwy rozkwit szpiegostwa farmaceutycznego nastąpił w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Najbardziej spektakularne akcje dotyczyły głównie antybiotyków, m.in.: tetracyklin, ryfampicyny, erytromycyny czy cefalosporyn. Tylko w ramach operacji o kryptonimie „Biopol”, przy kosztach operacyjnych (opłata agenta, transport materiałów, delegacje zagraniczne oficerów wywiadu) wynoszących ok. 350 tys. dol., wygenerować miano w opinii Ministerstwa Przemysłu Chemicznego oszczędności rzędu co najmniej 3 milionów dolarów rocznie.

W roku 1983 zamówienie na ściągnięcie konkretnego leku przyszło w odpowiedzi na realizowany centralnie projekt „Zdrowie”, który miał być chlubą Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej. Chodziło głównie o uzyskanie takich substancji, jak penicylina G nowej generacji oraz amikacyna.

Po raz kolejny przy poniesieniu stosunkowo niewielkich nakładów finansowych (bagatelne 500 tysięcy USD) uzyskano niemal 20-krotny wzrost dochodu (10 milionów USD zaoszczędzonych). W operacji „Axon”, w której ściągnięto do Polski ceftriakson, cefalosporynę III generacji, która obecnie jest podstawą funkcjonowania każdego szpitalnego receptariusza osiągnięto jeszcze większe przychody, dzięki późniejszemu eksportowi leku do partnerskich krajów bloku wschodniego.

Nie sposób ukryć, ile na anektowaniu zachodnich technologii uzyskała właśnie Polfa. Na jej zamówienie przeprowadzono operację „Doksa”. W centrum zainteresowania producenta znalazła się bowiem technologia produkcji wibramycyny. Chociaż Polfa posiadała własną metodę jej ekstrakcji to wydajność procesu była stosunkowo niska – szacowano ją na około 30%. Druga metoda, na którą licencję posiadał Pfizer, zapewniała wydajność rzędu około 50%, redukowała więc znacząco straty produkcyjne. Technologia Pfizera wymagała jednak zastosowania katalizatora w postaci ciekłego fluorowodoru, co sprawiało duże trudności polskiemu zakładowi, mimo znajomości ogólnej zasady.

Z pomocą przyszedł polski wywiad, który zebrał informacji w Szwajcarii i Włoszech, a następnie pocztą lotniczą sprowadził do Polski dokumentację.

Co ciekawe, dokumenty te po raz kolejny przybyły bez wstępnej zaliczki, a koszt operacji szacowany na 90 tysięcy dolarów został przelany na konto właściwych służb dopiero trzy miesiące później, kiedy pracownicy Polfy sprawdzili użyteczność nadesłanych informacji.

Nie tylko leki

Lata osiemdziesiąte przyniosły też serię operacji zorientowanych na inne produkty przemysłu farmaceutyczno-medycznego niż tylko antybiotyki, to jest: szczepionki, leki nasercowe, immunologiczne, przeciwbólowe, strzykawki czy implanty (operacje krypt. „Szczepion”, „Pathyl”, „Spiro”, „Poxen”,„Syringe”, „TAH”). Generalnie poniesione w ich wyniku wydatki i uzyskane zyski były jednak mniejsze niż w sektorze antybiotyków. Większość tych operacji zamknięto w 1987 r.

Niektóre z zadań realizowano na potrzeby ZSRR. W latach osiemdziesiątych w spektrum zainteresowania Moskwy wchodziły zwłaszcza: leki przeciwnowotworowe i nasercowe, antybiotyki, ponadto profilaktyka i diagnostyka AIDS (wyniki leczenia pacjentów, karty chorobowe, opracowania wyników leczenia, zapotrzebowanie na preparaty, systemy leczenia, testy i dane statystyczne), a także: aparatura rentgenowska, środki techniczne służące tomografii komputerowej, technika endoskopowa, elektrokardiogramowa i encefalograficzna, chirurgia laserowa, fizjoterapia elektromagnetyczna, technologie służące anestezjologii, transplantologii i transfuzji krwi oraz wiele innych. W kartach operacji coraz bardziej odzwierciedlano naturalny postęp i aktualne zainteresowania branży medycznej.

W sierpniu 1986 r. minister przemysłu chemicznego i lekkiego Edward Grzywa pisał do ówczesnego I sekretarza KC PZPR gen. armii Wojciecha Jaruzelskiego, nawiązując do realizacji uchwały nr 36/85 Rady Ministrów dotyczącej przyśpieszenia rozwoju farmaceutycznego PRL:

„Opracowano szereg technologii produkcji nowoczesnych leków i sprzętu medycznego dotychczas nie wytwarzanych w kraju, między innymi: amikacyna, cefuroksym, propylphenazon, metylodopa. Równolegle przygotowano wdrożenie nowych generacji wysokowydajnych technologii produkcji antybiotyków proeksportowych jak: erytromycyna, penicylina, rifampicyna. Pragnę podkreślić, że tak poważne zaawansowanie prac w przemyśle we wszystkich wyżej wymienionych tematach było jedynie możliwe dzięki pomocy wywiadu naukowo-technicznego MSW, który zdobył i dostarczył dokumentacje oraz szczepy niemożliwe do uzyskania na drodze oficjalnej lub też, których zakup wymagałby poniesienia wielomilionowych nakładów dewizowych”.

Czy wywiadowcy z tamtego czasu zasługują tylko na potępienie za bezpardonową kradzież pomysłów, technologii i metod produkcyjnych? Czy posługujący się skradzionymi danymi producenci leków powinni dziś pierwsi uderzyć się w pierś i przeprosić? Niewątpliwie. Co jednak zrobić z faktem, że podwędzone nielegalnie technologie sprowadziły do Polski terapie i leki, które uratowały ludzkie istnienia? Gdyby nie nielegalne działania wywiadu, niektóre technologie zawitałyby do Polski dopiero dziś albo wciąż czekałyby na swoje pięć minut. Czy jest to usprawiedliwienie dla przywłaszczenia sobie cudzego dorobku? Odpowiedź z pewnością nie jest jednowymiarowa. Jedno jest pewne – nie można uczciwie i rzetelnie opowiadać o historii nauki w PRL-owskiej Polsce, nie uwzględniając jej nieoficjalnego i nielegalnego wymiaru.

Literatura:


  • M.Sikora „Pro publico bono? Wywiad w służbie przemysłu farmaceutycznego PRL 1973–1989. Zarys problemu”
  • M. Sikora „Farmaceutyczne szpiegostwo w PRL .Tajna służba zdrowiu”

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Zło zawsze wraca Zło zawsze wraca

Kiedyś zawsze mi się wydawało, że każdy starszy człowiek to taka oaza spokoju, opanowania i niewycze...

Obiektywne dobro pacjenta Obiektywne dobro pacjenta

Czy klauzula sumienia dla farmaceutów jest zgodna czy sprzeczna z etyką zawodową aptekarzy? Jak te k...

Toksyczne związki Toksyczne związki

Przychodzi do pracy i nikt go nie wita, choć na zmianie są cztery osoby. W milczeniu zakłada kitel. ...