Magazyn mgr.farm

Lucy in the sky with *****

2 kwietnia 2015 16:49

Internet jest długi i szeroki. Opcjonalnie można wrzucać w jego odmęty przeróżne treści i emocje. Z dużym prawdopodobieństwem zatoną wkrótce po ich wrzuceniu i tylko niewielu innych użytkowników zaszczyci owe owe nowiny choćby jednym spojrzeniem. Niekiedy jednak pech chce, że raz napisane słowa wypływają nieoczekiwanie na drugim brzegu sieci stając się instrukcją, przesłaniem, inspiracją. Jesteśmy odpowiedzialni za to co piszemy. Raz odczepione od nas słowa zaczynają żyć swoim życiem.

cocaine-396752.jpg

Ale przecież nie o tym chciałam. Właściwie od początków mojej pracy w aptece zaczęłam spotykać pacjentów mocno monotematycznych. Takich, których każda wizyta w aptece wygląda podobnie – któryś z tabletkowanych leków na nieżyt nosa, strzykawka 2 ml i dwie igły. Trudno nie rozumieć tego jednoznacznie, jeszcze trudniej powiedzieć „NIE”. Mam prawo odmówić wydania leku pacjentowi, jeśli uważam, że zagraża on jego zdrowiu lub życiu. I cóż z tego? Sama na wieczornym dyżurze, w zakapturzonej dzielnicy nie mam tyle odwagi cywilnej, by wdawać się w konflikty z miejscowymi amatorami silnych wrażeń. Jak czuję się sprzedając kolejne pseudoefedryny w wiadomym celu? Paskudnie. W bezpieczniejszych okolicznościach odmawiam, ale bez większych złudzeń. Z pewnością za następnym rogiem znajdzie się apteka, która zrealizuje zapotrzebowanie bez zbędnych ceregieli. Z niedopatrzenia, obojętności, chęci zysku.

Pięć lat studiów to jednak zbyt mało, by zgłębić niektóre aspekty domowego laboratorium chemicznego. Dopiero praca skłoniła mnie do przegrzebywania mrocznych stron Internetu, na których ze szczegółami opisano na przykład, jak skutecznie filtrować przez papier toaletowy czy też jak zrobić iście kosmiczną mieszankę ze składników dostępnych w aptece bez recepty.

Czy w związku z tym pseudoefedryna, kodeina czy dekstrometorfan powinny być substancjami ogólnie dostępnymi? Czego jeszcze zakazać w takim razie? Skoro można uzależnić się również od etopiryny, gdzie wyznaczyć cienką linię pomiędzy tym co dozwolone, a co zakazane? Czy samo obwarowanie jakiejś substancji receptą rozwiąże problem? W przypadku słynnego Tussipectu takie wyjście z sytuacji okazało się chyba skuteczne.

„Odczuwałem wszechobecną symbiozę z całym otaczającym mnie światem, wyrozumiałość dla obcych mi ludzi oraz kilka godzin błogiego wewnętrznego ciepła i niczym niezmąconego spokoju oraz obojętności”. Kuszące, nieprawdaż ? W realnym życiu rzadko ma się okazję zażyć stanu beztroskiego unoszenia się nenufarze na środku zalanego światłem słonecznym jeziora . Oderwanie się od codziennej monotonii jest pociągające dla każdego z nas, ciekawszym jest fakt, czemu tylko niektórzy przełamują w sobie barierę zakazanego, niebezpiecznego i są gotowi zapłacić każdą cenę za czas spędzony w innej rzeczywistości. Dopaminowe niedobory predysponujące ludzi do szybszego uzależnienia i stałego poszukiwania silnych wrażeń wydają mi się zbyt prostą teorią.

A jaką cenę płaci się za łączenie z Absolutem Nenufarowej Łąki? Zaglądasz w otchłań, otchłań zagląda w Ciebie. Opisując tylko jeden z popularnych aptecznych narkotyków, ogromne szkody wyrządza powstały z pseudoefedryny metkatynon. O ile nawet pominiemy jego uzależniające i destrukcyjne dla psychiki działanie, wciąż pozostaje tlenek manganu, który ulega stopniowemu nagromadzeniu w organizmie i powoduje stan przewlekłego zatrucia. Kompleksy manganu utleniają posiadane przez nas katecholaminy, co prowadzi do powstania wolnych rodników. Te z kolei atakują ośrodkowy układ nerwowy wywołując objawy łudząco podobne do choroby Parkinsona: spowolnienie i zubożenie ruchów, drżenie spoczynkowe, sztywność mięśniową oraz zaburzenia pamięci i koncentracji. Chorzy uzależnieni od metkatynonu wydają się przymgleni, nieobecni, przedwcześnie wygaśnięci. Uszkodzeniu mogą ulec też nerwy obwodowe, oskrzela, płuca oraz wątroba. Jak wiadomo, wszystkie te sformułowania są terminami na tyle mglistymi i mało drastycznymi, że jeśli powiedziałabym kupującemu pacjentowi „proszę tego nie brać, nadużywanie grozi encefalopatią” skutki moich działań byłyby zapewne nikłe. Jednocześnie czuję się w dużym stopniu odpowiedzialna za ludzi, którzy przychodzą do mojej apteki po półprodukty do sporządzenia gumisiowych eliksirów. Jak radzicie sobie w takich sytuacjach? Prawicie kazania, odsyłacie z kwitkiem, sprzedajecie bez mrugnięcia okiem? Przejęcie odpowiedzialności za wszystkich jest nierealne, bo to wszak ich życie, wybory i skutki, ale co robić, jeśli coś robić trzeba?

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Historia używek. Rośliny, które uzależniły człowieka Historia używek. Rośliny, które uzależniły człowieka

Nakładem wydawnictwa Bellona ukazała się w 2016 roku książka pt. „Historia używek. Rośliny, które uz...

Ankara Ankara

Najkrótsza rekomendacja książki Leona Pawlika pt. „Ankara” brzmi: autor i bohater są farmaceutami. G...

Matka farmaceutka i niegrzeczne mamuśki Matka farmaceutka i niegrzeczne mamuśki

Mówi się, że narodziny dziecka przewracają życie do góry nogami, obracają je o 180 stopni, albo jak ...