Siedem pigułek Lucyfera

30 maja 2018 10:55

Przeczytałam niedawno, że amerykańskie wojsko zleciło naukowcom z Harvardu opracowanie pigułki, która znosi uczucie strach i żalu, a po jej zażyciu żołnierz stanie się maszyną do wykonywania poleceń, pozbawioną moralności i wyrzutów sumienia. W notatce prasowej nazwano ten lek „diabelską pigułką”. Nie wiem, ile sensacyjna wiadomość ma wspólnego z prawdą, jednak podczas jej lektury przypomniałam sobie o pewnej książce…

Powieść jest satyrą polityczną na demokrację ludową, pełną opisów groteskowych sytuacji, humoru, sarkazmu.

Książka ma tytuł „Siedem pigułek Lucyfera”, napisał ją Sergiusz Piasecki, po raz pierwszy została wydana w Londynie w 1948 (Sergiusz Piasecki był żołnierzem AK, armii gen. Andersa, szpiegiem oraz cenionym w dwudziestoleciu międzywojennym pisarzem, teraz trochę zapomnianym, o barwnej biografii, która kwalifikuje się do opisania w odrębnej książce – dość powiedzieć, że wydostał się z najcięższego więzienia II RP dzięki popularności swojej debiutanckiej powieści „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy”).

W „Siedmiu pigułkach Lucyfera” Piasecki opisał przygody sympatycznego diabła Marka, wysłanego z piekła na ziemię, aby znaleźć 50 grzeszników w zamian za 50, którzy zmarli na zapalenie płuc w czasie dyżuru diabła w kotłowni nr 13 – diabeł Marek zasnął, a wtedy ogień pod kotłami zgasł, na skutek czego wyziębieni grzesznicy zachorowali i pomarli… Tytułowe 7 pigułek Lucyfera to specjalne pigułki dla delegatów z Piekła na Ziemię, w które zostaje Marek zostaje wyposażony przed podróżą wraz z dokładną instrukcją ich użycia.

Pierwsza pigułka, biała, umożliwia przemianę diabła w człowieka. Ostatnia, czarna, ułatwia powrót do Piekła. Inne diabeł Marek ma stosować według potrzeby, według napisów na nich. Pigułka numer dwa daje ogromną siłę, pigułka trzecia – umożliwia bycie niewidzialnym przez trzy dni, pigułka z numerem cztery ma napis „talent literacki”, kolejna opatrzona jest komentarzem „jasnowidzenie przez 55 dni”, po połknięciu szóstej pigułki można oczekiwać spełnienia trzech życzeń.

Zasobny w diabelskie pigułki Marek o północy 27 kwietnia 1945 prosto z Piekła trafia do komunistycznej Polski – do dziwnego świata, którego nie rozumie i gdzie – według planu – ma być do 1 maja 1946. Po początkowym szoku, Marek odnajduje się w nowej „demokratycznej” rzeczywistości. Konstytucja stalinowska staje się jego ulubioną książka (lubi zwłaszcza zdanie, że obywatelom ZSRR zapewnia się nietykalność osobistą). Nosi książeczkę na sercu i postanawia zabrać z powrotem do piekła jako przykład prawa doskonałego. Pędzi bimber (to wszak robić potrafi doskonale, z werwą ruga samogoniarzy-amatorów „Do samogoniarzy: Wam w urzędach siedzieć i papiery smarować, a nie wódkę pędzić – rzekł z niezmierną pogardą. Żadna robota! Smród nie wódka. Beczka nie wyparzona. Mąka była nadpsuta. Drożdże stare. Zacier za wcześnie zdjęty.”).

Z pomocą pigułki numer cztery robi karierę literata. Ku swemu – oraz czytelników – zaskoczeniu wpada w miłosne tarapaty (trudno, by obyło się bez kłopotów, jeżeli postępuje się zgodnie z zaleceniami Przylizusa, kolegi-literata, radzącego, by miłość wyznać słowami „O, dyktatorze mego, w radosnych zasiekach płomiennej miłości uwikłanego, serca! O moja słodka, jak unrowska paczka i wdzięczna, jak idea demokratyczna, syfilido”.).

Powieść jest satyrą polityczną na demokrację ludową, pełną opisów groteskowych sytuacji, humoru, sarkazmu. Autentyczności opisywanym wydarzeniom dodają wplecione przez autora oryginalne fragmentów z ówczesnej prasy polskiej (np. podróż Marka z Piekła na Ziemię przedstawiona została w radio i prasie jako przelot pocisków rakietowych państw kapitalistycznych: „Niejednokrotnie już zauważono przelatujące nad terenem Tanganajki pociski rakietowe. Wczorajszej nocy, o godzinie pierwszej, również dostrzeżono taki pocisk, który mknął z wielką szybkością z zachodu na wschód. Te tryki pachołków kapitalistycznych, w dniu święta czarnoskórych całego swata, nie zastraszą tanganajskiej partii czarnej nocy, której wspaniałe osiągnięcia w kierunku rozwoju Tanganajki i dobrobytu oraz wolności mas pracujących są solą w oku faszystowskich rządów międzynarodowej plutokracji”.).

Wielbicielom humoru w stylu „CK Dezerterów” („Papuga? Też do paki. Będzie dowodem dla sądu wojennego”) na pewno spodoba się historia z indykiem, który został aresztowany za wywołanie wybuchu niepohamowanego śmiechu i zamieszek na rynku miasteczka – a nazajutrz w gazecie można było przeczytać, że elementy reakcyjne usiłowały wywołać zaburzenia o charakterze antydemokratycznym, natomiast główny winowajca został zatrzymany i będzie ukarany z całą surowością.

Niektóre fragmenty powieści brzmią niepokojąco znajomo: „Obywatel zapomina, że czasy krwawej sanacji skończyły się. Mamy obecnie demokrację ludową, więc ludność nie ma nic do gadania. Każdy musi radośnie spełniać swój obowiązek demokratyczny i patriotycznie cieszyć się albo milczeć aprobująco. I to samo wam wszystkim radzę”.

A więc śmiać się, czy płakać? Na początek przeczytać, bo warto – nawet biorąc pod uwagę tylko symboliczny związek z tematyką aptekarską – jest to powieść w starym, dobrym stylu, przez znawców literatury ceniona na równi z „Rokiem 1984” Orwella.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Jak daleko wypada Jak daleko wypada

Wciąż każdego dnia wielu pacjentów przychodzi do pierwszego stołu z prośbą o poradę. Pokrzepiająca j...

Ankara Ankara

Najkrótsza rekomendacja książki Leona Pawlika pt. „Ankara” brzmi: autor i bohater są farmaceutami. G...

Łatwiej kontrolować apteki indywidualne Łatwiej kontrolować apteki indywidualne

O najczęściej stwierdzanych nieprawidłowościach i problemach podczas przeprowadzania kontroli w apte...