Magazyn mgr.farm

Tureckie wspomnienie

4 lipca 2017 10:00

Farmaceuta na wakacjach nie jest zwyczajnym turystą – przynajmniej jeśli chodzi o wizyty w lokalnych aptekach. Te w egzotycznych krajach potrafią przyprawić o prawdziwy szok kulturowy. Dokładnie tak było w Turcji…

W niektórych tureckich aptekach można spotkać kosze impulsowe wypełnione po brzegi Viagrą w promocyjnej cenie.

Będąc w obcym kraju zawsze rozglądam się za tamtejszymi aptekami – to takie odchylenie zawodowe, dość powszechne wśród farmaceutów. Nie inaczej było podczas mojego pobytu w Turcji. Na tamtejsze apteki mówi się „eczane”. Mijając je na ulicy, zwracałam szczególną uwagę wystawy w oknach każdej z nich. Tym co od razu rzucało się w oczy, były… reklamy. Jednak nie były to reklamy leków OTC czy suplementów diety, lecz leków na receptę, takich jak Viagra czy Evra. Oprócz plakatów i pudełek istotnym elementem przyciągającym wzrok często była duża tablica z cennikiem najpopularniejszych leków Rx, które można było kupić rzecz jasna nie posiadając recepty. Ceny w wielu przypadkach były dużo atrakcyjniejsze niż w Polsce, jednakże potencjalny kupujący powinien dwa razy zastanowić się zanim zdecydowałby się na zakup w takiej aptece.

W naszym kraju jesteśmy przyzwyczajeni do licznych restrykcji dotyczących prawidłowego przechowywania leków. W Turcji nie jest to rzecz, do której przykładano by większą wagę. I tak wchodząc do eczane nie zawsze witał mnie chłodny powiew klimatyzacji. Czasem było wręcz tak gorąco, jak na zewnątrz. W części tureckich aptek większość przestrzeni zajmowała strefa samoobsługowa, gdzie można było zakupić nawet tipsy czy zabawki dla maluchów. Mydło i powidło. Apteczna lada często była przeszklona, a w niej – zachęcając do zakupu – wystawione były leki Rx. W niektórych aptekach znalazłam wręcz kosze impulsowe wypełnione po brzegi Viagrą w promocyjnej cenie. Wszędzie widoczne były duże plakaty przypominające, że nie musimy posiadać recepty na owe specyfiki.

Więcej o tureckich aptekach dowiedziałam się podczas miłej pogawędki z właścicielem jednej z nich – znajdującej się niedaleko mojego hotelu. Okazuje się, jeśli chce się wejść w apteczny biznes trzeba być farmaceutą oraz obywatelem Turcji. W tym kraju nie ma sieci aptecznych. Rynek jest w całości opanowany przez prywatnych właścicieli. Nie ma ograniczeń geograficznych co do rozlokowania aptek i to widać – zwłaszcza w miastach, gdzie zdarzały się trzy apteki graniczące ze sobą ścianami.

W eczane pracują głównie technicy farmaceutyczni, ale zawsze w godzinach otwarcia musi być obecny farmaceuta. Apteki w turystycznych miejscowościach są otwarte nawet do północy. Pytałam również o sprzedaż leków Rx bez recepty. Farmaceuta wyjaśnił mi, że w Turcji sprzedaje się praktycznie wszystko bez recepty, lecz starają się ograniczać jedynie sprzedaż antybiotyków. Chodzi o minimalizowanie ryzyka związanego z antybiotykoopornością bakterii. W takich sytuacjach pacjent jest wysyłany do lekarza, który zaleci odpowiedni lek – niekoniecznie będący antybiotykiem. Nie oznacza to, że nie zdołalibyśmy kupić jakiegoś leku przeciwbakteryjnego bez recepty…

Turcy są narodem bardzo przywiązanym do swoich symboli narodowych i widać to wszędzie – na ulicach aż roi się od czerwonych flag rozwieszonych w każdym możliwym miejscu. Oprócz tego widać szczególną fascynację postacią Atatürka – symbolu współczesnej Turcji (turecki polityk, wojskowy, współtwórca i pierwszy prezydent Republiki Turcji). Pomniki z jego podobizną stoją w najbardziej reprezentatywnych częściach miast, a spotkać możemy go również na turystycznych pamiątkach czy w nazwach ulic. Turcy są niezwykle gościnni. W sklepie czy na ulicy potrafią zaprosić nieznajomego na herbatę lub poczęstować go słodyczami. Podczas mojej wizyty w meczecie, pewien miły pan zaprowadził mnie do części przeznaczonej tylko dla mężczyzn i pozwolił tam razem z moim mężem podziwiać wnętrze budynku.

Gościnność widać na każdym kroku. Ludzie zagadują i oferują pomoc, często nawet bezinteresownie. Zdarzają się jednak i sytuacje, gdy są w tym zbyt nachalni. Widać to szczególnie mocno na bazarach, gdzie nie sposób przejść spokojnie nie będąc zagadywanym/zaciąganym/namawianym przez sprzedawców. Ale ta ich nachalność zwyczajnie się im opłaca – ilu z nas kupiło kiedyś coś tylko i wyłącznie dla świętego spokoju? Triki sprzedawców są tu bardzo skuteczne i często wystarczy jedynie kontakt wzrokowy, żebyś stał się kolejną ich „ofiarą”. Trzeba być niezwykle asertywnym, aby móc odmówić zakupu kolejnego magnesu na lodówkę, czy wycieczki do wybitnie ciekawego lasu za miastem za 40$. Turecki temperament jest widoczny również na drogach. Dźwięk klaksonów towarzyszy nam o każdej porze dnia i nocy. A jeśli jesteśmy pieszymi, to przejście na drugą stronę ulicy, gdy nie ma sygnalizacji świetlnej, naprawdę graniczy z cudem i trzeba wręcz uciekać przed wściekle trąbiącymi kierowcami.

Mieszkańcy Turcji słyną z picia herbaty. Amatorów tego napoju spotkać można na każdym kroku. Przeciętny Turek wypija co najmniej kilka małych, tulipanowych szklaneczek herbaty (çay) dziennie. Słynne są tu spotkania przy çayu połączone z grą w karty. Będąc w Turcji koniecznie trzeba wybrać się do lokalnej kafejki i wypić prawdziwą, turecką herbatę, która smakuje zupełnie inaczej niż w Polsce. A do çaya warto zjeść turecki deser. Prawdziwym rarytasem jest baklava, czyli bardzo słodkie ciasto przełożone orzechami i miodem. Nie możemy zapomnieć o… słynnym, tureckim kebabie! Tego specjału jest w Turcji ponad 50 rodzajów. Właściwie wszystko, co zawiera jagnięcinę lub wołowinę nazywane jest kebabem. Będziecie mocno zdziwieni, gdy kelner przyniesie Wam coś na talerzu, co wcale nie wygląda, jak kebab w naszym mniemaniu. Ale za to jak smakuje!? Prawdziwy kebab podaje się z ayranem, czyli słonym i wodnistym jogurtem do picia. Będąc w kilku restauracjach za każdym razem serwowano nam inny rodzaj kebaba. I za każdym razem smak był nie do opisania!

Być na Południu Turcji i nie pojechać do Pamukkale to grzech. Jest to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek widziałam w życiu. Nazwa oznacza bawełniany zamek. Pamukkale zachwyca śnieżnobiałymi piętrowymi tarasami utworzonymi przez wapienne osady, które powstały dzięki płynącej z gór wodzie bogatej w związki wapnia. Proces ten trwa już od 14 tysięcy lat. Być może była to moja ostatnia okazja chodzenia po niezwykłym cudzie przyrody, gdyż chodzą słuchy, że tarasy zostaną zamknięte dla turystów przez ich postępujące niszczenie.

[img]http://mgr.farm//sites/default/files/mgr_5.png[/img]

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Odpowiadasz:

avatar
Akceptuję regulamin dyskusji *
Komentujesz jako gość! Chcesz być informowany o nowych komentarzach w temacie? Zarejestruj się, lub jeśli już masz konto w grupie farmacja.net - .

Powiązane artykuły

Rp czy OTC – część 2 Rp czy OTC – część 2

W Polsce istnieje grupa leków, które posiadają jednocześnie dwie kategorie dostępności – Rp i OTC. O...

Tajemnica znikającego towaru Tajemnica znikającego towaru

Na wstępie dostaję w twarz tekstem, że nie istnieje taki lek, o który proszę. Mówię, że stosuję go o...

Krew. Łączy i dzieli. Krew. Łączy i dzieli.

Czy krew to tylko płyn ustrojowy, czy zdecydowanie coś więcej – wyrazisty symbol, wyznacznik tempera...