Osiem godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu to podstawowy wymiar czasu pracy w Polsce. Oczywiście przepisy dają możliwość jej organizacji w innych systemach (przerywany, skrócony, zmianowy, weekendowy itp.), ale zdecydowana większość Polaków pracuje właśnie przez pięć dni w tygodniu po osiem godzin dziennie. Okazuje się jednak, że w ciągu najbliższych kilku lat może się to zmienić.
W połowie maja Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiedziało rozpoczęcie prac nad zmianami w Kodeksie pracy. Mają one doprowadzić do skrócenia czasu, jaki spędzamy, pracując. Resort przekonuje, że tego właśnie oczekują przede wszystkim młode pokolenia Polaków. W przeciwieństwie do obecnych czterdziestolatków nie traktują oni pracy jako podstawowego obszaru swojego życia i chcą więcej czasu spędzać z rodziną lub na realizowaniu osobistych ambicji i celów.
Pracować mniej – czyli ile?
W ocenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej obecna sytuacja gospodarcza i niskie bezrobocie sprzyjają takim zmianom. Poza tym pandemia pokazała, że zdalna praca i uelastycznienie czasu jej wykonywania nie muszą oznaczać mniejszej wydajności pracownika. Dlatego też zlecono Centralnemu Instytutowi Ochrony Pracy analizę efektywności pracy w relacji do liczby godzin przepracowanych przez pracownika w tygodniu.
W grę wchodzą tak naprawdę dwa rozwiązania. Pierwsze to wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy. Wtedy nadal pracowalibyśmy osiem godzin dziennie, ale tylko przez cztery dni w tygodniu. Innym wariantem jest skrócenie dnia pracy np. do siedmiu godzin. Wtedy tygodniowo pracowalibyśmy tylko 35 godzin.
W którą stronę pójdzie ministerstwo? Na tym etapie trudno stwierdzić. Resort zapowiedział jedynie, że zmiany mają wejść w życie jeszcze w tej kadencji Sejmu – czyli do końca 2027 roku. Deklaracje te wzbudziły obawy przedsiębiorców. Wielu wprost stwierdziło, że skrócenie tygodnia pracy do czterech dni jest w ich branżach niemożliwe, a skrócenie dnia pracy do siedmiu godzin – zbyt kosztowne. Taka rewolucja oznacza liczne wyzwania dla całych gałęzi gospodarki. A jak poradzi sobie z nią rynek farmaceutyczny?
Herbapol Poznań przeciera szlaki
Rynek farmaceutyczny należy do najbardziej innowacyjnych gałęzi gospodarki. Okazuje się, że dotyczy to również czterodniowego tygodnia pracy. W styczniu 2024 roku firma Herbapol Poznań zakomunikowała, że wprowadza takie rozwiązanie w swoich zakładach. To poznańskie przedsiębiorstwo z ponad 150-letnią tradycją zdecydowało się na odważny ruch, który postawił je w gronie najbardziej innowacyjnych firm w kraju.
– Podejmując decyzję o wprowadzeniu czterodniowego tygodnia pracy, priorytetem byli przede wszystkim nasi pracownicy. Chcieliśmy w ten sposób ich docenić, ale też stać się przyjaznym miejscem pracy dla przyszłych pracowników. Ten pomysł zakorzenił się w naszych głowach już ponad rok temu. Długo przygotowywaliśmy się do podjęcia tej decyzji. Zapoznawaliśmy się z różnymi szczątkowymi publikacjami na temat wprowadzania takich rozwiązań w innych krajach. One umacniały nas w przekonaniu, że to dobra decyzja – mówi Tomasz Kaczmarek, prezes Zarządu Herbapol Poznań.
Polskie prawo na ten moment nie przewiduje takiego rozwiązania, co było dodatkowym wyzwaniem dla zarządu firmy. Aby upewnić się, że wszystkie działania będą zgodne z przepisami, przygotowano niezależne analizy prawne. Wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy w Herbapolu Poznań poprzedzono też konsultacjami z pracownikami. Warto bowiem zaznaczyć, że firma jest spółką pracowniczą – 70 procent załogi to tak naprawdę właściciele firmy. Ich głos był więc niezwykle istotny.
– W grudniu 2023 roku przeprowadziliśmy pierwszą ankietę wśród pracowników, dotyczącą wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy. Jej wyniki nas trochę zaskoczyły, bo nie były tak oczywiste, jak zakładaliśmy. Nieco ponad 30 procent załogi było przeciwne wdrożeniu tego rozwiązania. Z argumentacji, którą pracownicy umieszczali w ankiecie, wynikało, że obawiali się wydłużenia czasu pracy w inne dni, obcięcia wynagrodzeń czy innych benefitów oferowanych przez firmę – mówi Hubert Spychała, członek Zarządu ds. Rozwoju w Herbapolu Poznań.
Cztery piątki po czterech kwartałach
W podjęciu decyzji o wprowadzeniu czterodniowego tygodnia brały udział też związki zawodowe i top management firmy. Każdy z dyrektorów był zobowiązany do przedstawienia raportu odnośnie do zagrożeń, jakie widzi w funkcjonowaniu swojego pionu w okrojonym czasie pracy. Ostatecznie powstał plan pozwalający wprowadzić zmiany stopniowo, przy jednoczesnym analizowaniu ich wpływu na działanie firmy.
Plan Herbapolu Poznań zakłada, że w każdym kolejnym kwartale pracownicy zyskują jeden dodatkowy wolny piątek. W pierwszym kwartale 2024 roku był to jeden piątek w miesiącu. W drugim kwartale są to dwa piątki wolne w miesiącu. I tak dalej, aż do czwartego kwartału, gdy każdy piątek będzie wolny, a tydzień pracy zostanie skrócony do czterech dni. Warto podkreślić, że poznańska firma w ostatecznym rachunku dąży do tego, by jej pracownicy pracowali cztery dni w tygodniu po osiem godzin dziennie. Nie jest więc tak, że wolne dni pracownicy muszą rekompensować nadgodzinami. Dodatkowo nowy wymiar pracy w żaden sposób nie wpłynie też na ich wynagrodzenia.
– Na koniec pierwszego kwartału ponownie przeprowadziliśmy ankietę wśród pracowników. Okazało się, że udało się uspokoić załogę, że zmiana nie wiąże się negatywnymi konsekwencjami dla nich. W tej ankiecie już ponad 92 procent pracowników było zadowolonych z tego rozwiązania – mówi Hubert Spychała.
Plan Herbapolu Poznań zakłada też podsumowania i analizę procesu pod koniec każdego kwartału. Dyrektorzy poszczególnych pionów mają przedstawiać raport, dotyczący wpływu redukcji czasu pracy na ich funkcjonowanie. Od wyników analiz na każdym etapie projektu będzie zależeć, czy firma dalej będzie szła w stronę pełnowymiarowego czterodniowego tygodnia pracy, czy jednak nie.
– Jeśli po dwóch kwartałach okaże się, że nie jesteśmy w stanie wdrożyć całego rozwiązania do końca roku, to możliwe, że przesuniemy projekt o kolejny kwartał. Po to, żeby usprawnić pewne procesy. Cztery kwartały na taki projekt, w firmie produkcyjnej, to jest ambitny plan – mówi Tomasz Kaczmarek.
„Ściskanie” procesów
Skrócenie tygodnia pracy o jeden dzień w firmie produkującej leki to rzeczywiście ogromne wyzwanie. O ile w działach sprzedaży czy księgowości pewne działania można przenieść na inne dni lub zautomatyzować, o tyle linii produkcyjnych nie da się tak łatwo przyspieszyć czy zatrzymać.
– Procesy produkcyjne w przypadku leków są szczegółowo opisane w dokumentacji rejestracyjnej. Określa ona chociażby czas trwania konkretnych procesów. Te parametry zresztą wynikają też z prac badawczo-rozwojowych. Jeśli jakiś proces ma trwać dwie godziny, to za żadne skarby nie jesteśmy w stanie tego skrócić, w związku z tym musimy skrócić wszelkie operacje okołoprodukcyjne – mówi Marcjanna Metlak, dyrektor produkcji w Herbapolu Poznań.
To stanowiło ogromne wyzwanie, szczególnie w firmie wytwarzającej leki ziołowe, gdzie produkcja rozpoczyna się tak naprawdę od procesów czysto zielarskich, takich jak suszenie, krojenie czy produkcja wyciągów. Tych procesów nie da się przyspieszyć.
– Często jest to też już praca na trzy zmiany, więc nie mamy tego bufora, którym dla wielu przedsiębiorców jest właśnie trzecia zmiana. Dlatego w tym zakresie bardzo intensywnie działają nasi technologowie, żeby te wszystkie operacje, które są możliwe, maksymalnie zoptymalizować i „ścisnąć”. Tak, żebyśmy się zmieścili w czterodniowym tygodniu pracy – dodaje Marcjanna Metlak.
W tym „ściskaniu” pomagają też nowe technologie. Jeszcze kilka lat temu optymalizacja w tym zakresie nie byłaby możliwa. Teraz maszyny pozwalają przyspieszać pracę i poprawiać wydajność człowieka.
– Kupujemy nowoczesne linie technologiczne, które automatyzują proces produkcji. Ale także automatyzujemy procesy wspomagające. Tutaj dużo dają rozwiązania AI, które na przykład wspierają księgowość. Trzeba jednak uważać, by nie wpaść w pewną pułapkę, polegającą na tym, że automatyzacja procesów sprzedażowych czy księgowych prowadzi do zwolnień pracowników. Przemysł i firmy farmaceutyczne muszą zrozumieć, że to pracownik jest największą wartością – mówi Tomasz Kaczmarek.
Przeczytałeś tylko 30% całego artykułu
Całość dostępna w najnowszym numerze magazyn MGR.FARM











