REKLAMA
pt. 26 maja 2023, 08:01

Farmaceuci powinni jako pierwsi wprowadzać profilaktykę niewydolności żylnej

Żylaki i pajączki są często postrzegane jako przede wszystkim problem estetyczny. W rzeczywistości stanowią jednak istotny problem zdrowotny, który nieleczony może prowadzić do poważnych konsekwencji. O profilaktyce i leczeniu niewydolności żylnej opowiada nam flebolog – dr hab. n. med. Łukasz Paluch.

"To właśnie farmaceuci powinni być tymi medykami, którzy jako pierwsi wprowadzają profilaktykę niewydolności żylnej" - uważa dr hab. n. med. Łukasz Paluch
"To właśnie farmaceuci powinni być tymi medykami, którzy jako pierwsi wprowadzają profilaktykę niewydolności żylnej" - uważa dr hab. n. med. Łukasz Paluch (fot. archiwum prywatne)

Panie Doktorze, jak dużym problemem w Polsce jest niewydolność żylna? Jacy pacjenci i z jakimi problemami zgłaszają się do Pana najczęściej?

Łukasz Paluch: Problem niewydolności żylnej jest problemem dotykającym znaczną część naszej populacji. Szacuje się, że może obejmować około 40-50 proc. kobiet i około 30 proc. mężczyzn. Osoby cierpiące na niewydolność zastawkową prezentują bardzo szeroką gamę objawów. Zaczynając od zmian „wizualnych” – jak wenulektazje i teleangiektazje (czyli tak zwane „pajączki”), przez zmiany o większym rozmiarze (jak żylaki), aż po zmiany troficzne – przebarwienia w okolicy kostki przyśrodkowej, które w pewnych stadiach przeradzają się w owrzodzenia. Pacjenci opisują objawy jako ociężałość nóg, nasilającą się zwłaszcza wieczorem, obrzęk czy świąd. Częstą przypadłością jest również zespół niespokojnych nóg, czyli potrzeba częstych ruchów kończyn, zwłaszcza przed zaśnięciem.

Opisane zmiany są powszechnie kojarzone z niewydolnością żylną i pacjenci bardzo często już przed wizytą dokonują „autodiagnozy”. Poza wymienionymi wcześniej symptomami, które nie stwarzają problemu diagnostycznego i są bardzo łatwo kojarzone z niewydolnością żylną, mamy jeszcze całą gamę oznak, które już nie tak często przypisujemy do problemów żylnych. Tutaj możemy wymienić poszerzone naczynia żylne zlokalizowane w miejscach intymnych, np. na wargach sromowych u kobiet czy worku mosznowym u mężczyzn. Kobiety opisują niespecyficzny, napierający ból w okolicy dolnej partii podbrzusza i pleców, obrzęk miejsc intymnych nasilający się po wykonywaniu ćwiczeń fizycznych czy po stosunku seksualnym. Ból ten może trwać minuty lub godziny, a w skrajnych przypadkach – nawet dni. Pewne dolegliwości bólowe występujące w okresie menstruacji, zwłaszcza w dolnej partii pleców, również mogą mieć związek z niewydolnością żylną.

Jeśli chodzi o wiek pacjentów, to trafiają do mnie bardzo różne osoby. Od młodych, szesnasto-, siedemnastoletnich dziewczyn, przez osoby w średnim wieku, aż po osoby bardzo dojrzałe. Spotykamy osoby zarówno aktywne fizycznie, jak i te, które ze sportem nie mają wiele do czynienia.

Nie ma tutaj reguły. Niewydolność żylna dotyka bardzo różne osoby.

Często żylaki traktuje się jako problem estetyczny – i takim niewątpliwie są. Jednak jak duże znaczenia dla naszego stanu zdrowia ma niewydolność żylna? Czym może skutkować nieleczona lub leczona nieprawidłowo?

Ł.P.: Żylaki czy inne poszerzone naczynia (jak wenulektazje czy teleangiektazje), w których panuje nadciśnienie żylne, są przede wszystkim problemem zdrowotnym, który oczywiście może również być nieakceptowalny estetycznie. Jeżeli w danym naczyniu dochodzi do zalegania krwi i spowolnienia jej przepływu, to stan taki według Triady Virchowa predysponuje do wystąpienia zakrzepu. Zakrzep może ulec oderwaniu od ściany naczynia i przedostać się do płuc, co nazywane jest zatorowością płucną. Jest to stan zagrożenia życia. Stanowi też najpoważniejsze powikłanie niewydolności.

Innym równie istotnym problemem jest to, że w poszerzonych naczyniach żylnych w wyniku zalegania krwi i jej ciągłego przesączania dochodzi do przewlekłego stanu zapalnego oraz przeciążania i uszkadzania mikrokrążenia. Skutkuje to tworzeniem się przebarwień i owrzodzeń oraz znacznymi dolegliwościami bólowymi. Zaleganie krwi w naczyniach żylnych może również predysponować do upośledzenia odpowiedzi immunologicznej organizmu. W zależności od lokalizacji zmian może tyczyć się to kończyn dolnych (np. grzybice, uczulenia czy niegojące się rany) czy miednicy mniejszej (zakażenia moczowo-płciowe).

W związku z powyższym „żylaki” mają ogromny wpływ na nasze zdrowie i jakość naszego życia. Jeżeli występują, to mogą predysponować do wielu patologii, w tym również stanu zagrożenia życia.

Profilaktyka i leczenie każdej choroby często wiążą się z różnymi mitami, które krążą wśród pacjentów. Czasem są to nieprawdziwe informacje o lekach, a innym razem „babcine” metody leczenia. A jak jest w przypadku niewydolności żylnej? Czy tutaj też spotyka się Pan z jakimiś mitami?

Ł.P.: Tak, oczywiście. Odnośnie do niewydolności żylnej narosło wiele mitów. Niestety, w większości przypadków są one bardzo szkodliwe. Najważniejszym w mojej ocenie jest ten, który mówi, że dopóki żylaków nie widać, dopóty problem nie istnieje, a ból czy obrzęk nóg wynikają na pewno z innych problemów. Bardzo szkodliwe jest też przekonanie, że żylaki leczymy dopiero po ciążach. Taki stereotyp skutkuje tym, że podczas kolejnych ciąż żylaki stają się coraz większe.

Często porównuję żyły pacjentek w okresie okołociążowym do gałęzi drzewa. Każda kolejna ciąża nadwyręża gałąź coraz bardziej, uszkadza ją. To, co stanie się podczas pierwszej ciąży, może częściowo cofnąć się po jej zakończeniu, natomiast uszkodzenie gałęzi pozostanie. Po zajściu w drugą i każdą kolejną ciążę gałąź coraz bardziej się wygina. Każda kolejna ciąża obciąża już wcześniej uszkodzony konar. Za każdym kolejnym razem może on łatwiej ulec złamaniu. Podczas ciąż, gdy naczynia żylne są niewydolne, dochodzi do znacznego uszkodzenia mikrokrążenia, które niestety nie ulegnie „wyleczeniu” po wyeliminowaniu naczyń po zakończeniu okresu porodów.

Osobiście nie jestem przeciwnikiem medycyny naturalnej i metod ludowych. Uważam jednak, że wszystko, co stosujemy, powinno być udowodnione, a skuteczność – zostać potwierdzona badaniami naukowymi. Zabiegi takie jak podnoszenie nóg do góry, chodzenie po zimnej wodzie morskiej czy masaże mają jak najbardziej zastosowanie u osób z niewydolnością żylną. Działanie ich natomiast jest bardziej ukierunkowane na niwelowanie objawów niż na leczenie choroby.

W polskich aptekach dysponujemy szeregiem leków dostępnych bez recepty, które posiadają wskazanie do leczenia niewydolności żylnej. Chyba najpopularniejsze z nich to leki z diosminą. Jak oceniłby Pan ich skuteczność? 

Ł.P.: Diosmina jest jednym z moich ulubionych i najczęściej polecanych leków, które zalecam moim pacjentom. Ma ona potwierdzone działanie przy takich objawach, jak ból nóg, uczucie ciężkości i zmęczenia. Stosuje się ją również w skurczach i świądzie skóry mających podłoże żylne. W wyniku zwiększenia napięcia naczyń żylnych i zmniejszenia ich przepuszczalności niwelowane są obrzęki, które stanowią ogromny problem przy niewydolności żylnej. W wyniku modyfikacji napięcia ścian naczyń dochodzi do redukcji nadciśnienia żylnego, co działa profilaktycznie na nieuszkodzone jeszcze żyły.

Ważnym aspektem jest poprawa przepływu krwi w wyniku redukcji lepkości krwi. Bardzo istotnym dla mnie mechanizmem działania diosminy jest również hamowanie aktywacji i adhezji leukocytów do ścian naczyń włosowatych. Skutkuje to działaniem przeciwzapalnym poprzez hamowanie wydzielania mediatorów reakcji zapalnej (prostaglandyn i wolnych rodników). W związku z tym diosmina nie tylko redukuje nadciśnienie żylne i poprawia przepływ krwi, ale również oddziałuje na patologiczny proces dziejący się w samej ścianie naczyń. W związku z powyższym działanie diosminy oceniam bardzo wysoko nie tylko w zakresie redukcji objawów, ale również w przypadku długodystansowej profilaktyki niewydolności żylnej.

Pomijając reklamy, to farmaceuci są tymi, którzy często rekomendują pacjentom stosowanie leków OTC z diosminą. Jak w Pana ocenie powinna taka rekomendacja wyglądać? Na co powinien zwrócić uwagę farmaceuta, by prawidłowo zalecić stosowanie tego typu leków?

Ł.P.: Bardzo szanuję farmaceutów i ich pracę. Zdaję sobie sprawę, że stoją oni na pierwszej linii frontu. Uważam, że rola farmaceutów będzie z roku na rok rosła. To właśnie farmaceuci powinni być tymi medykami, którzy jako pierwsi wprowadzają profilaktykę niewydolności żylnej. Najważniejsze dla farmaceutów jest zrozumienie, czym tak naprawdę jest niewydolność żylna i skąd biorą się objawy. Jeżeli zrozumiałe będzie, że spływ żyły głównej dolnej obejmuje obszar od czubka palców u nóg aż po serce, to stanie się jasne, że spektrum możliwych objawów jest tak duże, jak obszar spływu tych żył. Jasne musi być, że problem żylny polega na wzroście ciśnienia w danym obszarze i tworzeniu się stanu zapalnego.

Całkowicie inaczej będą wyglądały objawy, jeżeli nadciśnienie ulokowane będzie w spływie żyły odpiszczelowej, inaczej w żyłach przymacicza, inaczej w splocie okołoodbytniczym, a jeszcze inaczej w żyle jajnikowej. Objawy będą mogły wyglądać skrajnie różnie – od świądu kostki przyśrodkowej do uczucia obrzęku krocza po stosunku seksualnym. Szeroki obszar i różnorodność objawów nie usprawiedliwiają jednak braku ich znajomości. W związku z tym rekomenduję w pierwszej kolejności zaznajomienie się z głównymi objawami. Następnie, gdy objawy będą nam znane, jeżeli rozpoznamy ich występowanie, to sugeruję jak najszybsze wdrażanie profilaktyki i ewentualne kierowanie do specjalisty, jeżeli patologia będzie tego wymagała.


Przeczytałeś tylko 20% wywiadu!
Całość dostępna w najnowszym numerze magazynu MGR.FARM
>> POBIERZ BEZPŁATNIE! <<

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]