REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 27 grudnia 2023, 11:01

„Zalicz wieś” z farmaceutą!

Pod koniec listopada został prezesem Wielkopolskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej. Jak sam przyznaje, jest „rodowitym Wielkopolaninem”, a dowód szczególnej więzi z miejscem zamieszkania stanowi jego pasja. Mateusz Szamałek od kilku lat na dwóch kółkach zwiedza Wielkopolskę wszerz i wzdłuż, używając do tego dość niezwykłego klucza. Nam opowiedział o tym, jak zaczęła się jego przygoda z farmacją, zwiedzaniem i… znaczkami turystycznymi.

Mateusz Szamałek na rowerze odwiedził 1231 wielkopolskich miejscowości (fot. Mateusz Szamałek)

Mateusza Szamałka powinien już znać każdy wielkopolski farmaceuta. Pod koniec listopada wybrano go na kolejnego prezesa Wielkopolskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej. W walce o to stanowisko nie miał żadnego rywala, a wybór był niemal jednogłośny. Szamałek przez ostatnie kilka lat dał się poznać jako sprawny samorządowiec oraz autor inicjatyw integrujących środowisko farmaceutów i dostarczających im bezcennej wiedzy.

REKLAMA

Mateusz Szamałek prywatnie jest mężem, ma też ośmioletniego syna. Urodził się we Wrześni, gdzie mieszkał do ósmego roku życia. Z tym miastem był związany aż do wieku dorosłego, z uwagi na posiadany przez rodzinę kawałek starego sadu, założonego przez jego pradziadka. Od lat dziewięćdziesiątych mieszka w Poznaniu. Pracę również zawsze miał w Poznaniu lub najbliższych okolicach. Okolicach, o których wie zdecydowanie więcej niż niejeden Wielkopolanin, o czym opowiedział nam w specjalnym wywiadzie…


Łukasz Waligórski: Zacznijmy może od tego, skąd w ogóle wziął się u Ciebie pomysł, by studiować farmację. Miałeś z nią do czynienia wcześniej „rodzinnie” czy może kierowała Tobą jakaś inna motywacja?

Mateusz Szamałek: Zainspirowała mnie chemia. W zasadzie już od pierwszej styczności z tym przedmiotem w siódmej klasie szkoły podstawowej poczułem do niego… chemię. W ogólniaku byłem z niej naprawdę dobry, brałem udział w konkursach i na koleżeńskich korepetycjach wyciągałem pół klasy na lepszą ocenę. Początkowo więc chciałem studiować po prostu chemię w czystej, uniwersyteckiej formie. Ale potem, trochę dzięki farmaceutce – znajomej naszej rodziny – oraz perspektywom dobrej pracy, zacząłem myśleć o farmacji. Miałem braki w biologii, jednak dzięki temu, że siostra studiowała biotechnologię, w domu były dostępne znakomite książki. Biologii nauczyłem się sam. I okazało się to wystarczające, aby zdać egzamin na farmację z najlepszym wynikiem.

Z miłości do chemii i fascynacji biologią wzięła się potem wielka pasja do biochemii. W trakcie studiów realnie myślałem o karierze naukowej w tym kierunku, rozpocząłem nawet studia doktoranckie w Katedrze Biochemii Farmaceutycznej. Jednak losy życiowe i zawodowe pokierowały mnie poprzez pracę w aptece, a następnie w hurtowej dystrybucji farmaceutycznej, w kierunku aspektów prawa farmaceutycznego i zaangażowania w samorządzie naszego zawodu. Moje doświadczenia zawodowe dotykały bardzo zróżnicowanej tematyki farmaceutycznej, często mając niewiele wspólnego z pierwotnym zamiłowaniem do chemii, zawsze jednak czułem, że decyzja o wyborze farmacji była właściwa. Zapewne podjąłbym ją ponownie.

REKLAMA
REKLAMA

Ł.W.: Gdzie studiowałeś? Jak wspominasz studia?

M.Sz.: Mieszkając w Poznaniu, dość naturalnym wydawało mi się trafić pod skrzydła tutejszego Uniwersytetu Medycznego, wówczas jeszcze Akademii Medycznej. Jak łatwo się domyślić, lubiłem wszelkie chemie, z biochemią na czele. Preferowałem raczej przedmioty wymagające myślenia niż pamięci. Nie mam jakichś bardzo szczególnych lub nietypowych wspomnień z tego okresu. Pamiętam, że było dużo nauki, ale nie odbierałem naszych studiów jako jakoś szczególnie ciężkich. Mam dobre wspomnienia z relacji ze znajomymi, mieliśmy naprawdę sympatyczną atmosferę.

Przeczytałeś tylko 20% wywiadu
Całość dostępna w bezpłatnym magazynie MGR.FARM

>> POBIERZ <<

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA