Jak wspomina Pan początki pandemii COVID-19?
Stéphane Bancel: Po raz pierwszy usłyszałem o wirusie w grudniu 2019 roku. To było między Świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem. Jak większość ludzi uważałem, że to wybuch takiej epidemii, jak w przypadku SARS czy MERS. Chcieliśmy przekonać się, jak szybko uda nam się rozpocząć badania kliniczne. Wierzyliśmy, że uda nam się to zrobić w ciągu 60 dni. Dla porównania, kiedy wybuchła epidemia SARS zespołowi doktora Anthoniego Fauci w Stanach Zjednoczonych zajęło 20 miesięcy od wyizolowania wirusa do podania szczepionki pierwszemu pacjentowi w ramach badań klinicznych. Uważaliśmy, że możemy to zrobić w ciągu 60 dni, bo mRNA to molekuła informacyjna.
W pierwszym tygodniu 2020 roku stało się dla mnie jasne, dzięki rozmowom z naukowcami, epidemiologami oraz ekspertami od chorób zakaźnych, ale też dzięki danym z Chin, które napływały przynajmniej dwa razy dziennie, że to nie będzie epidemia. To będzie pandemia, jak hiszpańskiej grypy w 1918 roku. W rezultacie całkowicie zmieniliśmy nastawienie w naszej firmie z „robimy to, by zobaczyć, czy uda nam się pomóc” na „musimy to zrobić albo mnóstwo ludzi umrze”.
Jakie doświadczenia i naukę wyciągnął Pan z pandemii, które mogą zaowocować w przyszłości, w przypadku kolejnych tego typu kryzysów?
S.B.: Rzeczą, która była najbardziej niesamowita okazała się współpraca między firmami, rządami na całym świecie i naukowcami. Dla przykładu: czasami miewamy spotkania z FDA – agencją, która zajmuje się rejestracją leków w Stanach Zjednoczonych. W czasie trwających badań klinicznych, było to nawet dwa lub trzy razy dziennie. Normalnie, te same spotkania odbywały się co dwa lub trzy miesiące. Dzwoniliśmy do FDA mówiąc, że mamy pytanie czy iść w prawo czy w lewo. Zwoływano spotkanie, wyjaśnialiśmy o co nam chodzi i otrzymywaliśmy komunikat „wrócimy z odpowiedzią za kilka godzin”. Rzucali wszystko inne i spotykali się by dać nam odpowiedź. Jeśli odpowiedź, którą dawali nie była wystarczająca lub nie miała sensu, wtedy wracaliśmy z kolejnymi pytaniami, a oni z odpowiedziami – wszystko w ciągu jednego dnia. Normalnie to zajmowało kilka miesięcy. To było naprawdę imponujące.
Kolejną rzeczą, która nauczyła mnie pokory, była postawa naszych pracowników. Jestem pewien, że to dotyczy też innych firm. Nasi ludzie pracowali siedem dni w tygodniu przez cały 2020 rok. Siedem dni w tygodniu. Soboty, niedziele każdego tygodnia. I ani razu nie musiałem ich o to prosić. Ta sytuacja dotykała nas wszystkich. Nasze dzieci w czasie lockdownu były w domu, wszyscy mieli przyjaciół lub członków rodziny, którzy byli hospitalizowani lub umierali z powodu COVID-19. Nasz zespół w tym niezwykłym momencie przychodził do pracy siedem dni w tygodniu i współpracował, ponieważ naszą obsesją stała się walka z wirusem.
Czy przez prawie dwa lata stosowania szczepionek opartych na technologii mRNA udało się rozwiać wątpliwości na jej temat?
S.B.: Myślę, że to zależy kogo o to zapytasz. Jeśli zapytasz racjonalnych ludzi, którzy śledzą doniesienia naukowe, oni rozumieją, że ta technologia działa bardzo dobrze i jest bezpieczna. Jeśli spojrzysz na dane dotyczące szczepionek Pfizera i Moderny, okaże się, że wyprodukowano i podano ludziom miliardy dawek. W historii medycyny nie było takiej sytuacji, by dwa produkty lecznicze przyjęło tak wiele osób, w tak krótkim czasie. To się nigdy nie zdarzyło. Jak wiadomo zgodnie z prawem monitorujemy wszystkie efekty uboczne i pharmacovigilance, co jest oczywiście bardzo ważne. Dlatego myślę, że racjonalni ludzie rozumieją, że ta technologia jest efektywna i bezpieczna.
Oczywiście jest wiele osób, które są antyszczepionkowcami. Niektórzy byli nimi wcześniej i są nadal. Naprawdę trudno jest dyskutować z ludźmi, którzy nie patrzą na dane i fakty.
Czy głosy mówiące o końcu pandemii i malejącym znaczeniu szczepień przeciw COVID-19 są przedwczesne?
S.B.: SARS-CoV-2 nie zniknie z naszej planety. Zostaniemy z tym wirusem na zawsze, tak jak z wirusami grypy, HSV oraz wieloma wirusami dróg oddechowych, które sprawiają, że ludzie chorują, trafiają do szpitala i umierają. Jeśli spojrzeć na dane to nadal codziennie wiele osób umiera z powodu COVID-19 na całym świecie. Myślę, że ważne jest to, jak chronimy osoby z grup ryzyka. Wierzę, że osoby z grup ryzyka, czyli po 50. roku życia, z nowotworami czy cierpiący na różne choroby, potrzebują dawek przypominających szczepionki, podobnie jak w przypadku grypy. Z kolei młodzi ludzie mogą decydować się na dodatkową ochronę, bo po prostu nie chcą chorować.
Jestem tego najlepszym przykładem. Od 20 lat co roku szczepię się przeciwko grypie. Nigdy nie robiłem tego, bo obawiałem się, że umrę lub trafię do szpitala. Robię to, bo nie chcę chorować. Chcę być zdolnym do pracy czy móc jechać na weekend czy wakacje, zamiast leżeć w łóżku. I nie chcę zarażać innych ludzi. Myślę, że ze szczepionkami jest związany ważny imperatyw, którym jest nasz obowiązek, jako obywateli, którzy mieszkają na tym samym świecie, by chronić ludzi z grup ryzyka. To dotyczy także mnie. Jestem dzisiaj całkiem zdrowy, nie mam żadnych znanych czynników współistniejących, ale przyjmuję dawki przypominające szczepionek przeciw grypie czy COVID-19. W przypadku zakażenia nie chcę zainfekować kogoś innego, kto może być w grupie ryzyka, może zachorować i umrzeć.
W jakich kierunkach będzie rozwijać się Moderna i technologia mRNA? Czy wyleczy raka?
S.B.: Oczywiście szczepionki są najbardziej oczywistym kierunkiem. Mamy obecnie około 220 wirusów znanych nauce, które szkodzą ludziom. Istnieją szczepionki przeciwko 20 z nich. Jest więc ogromny potencjał dla szczepionek, które trzeba opracować. Dzisiaj Moderna ma 36 szczepionek na etapie rozwoju klinicznego, które mają potencjał, aby chronić ludzi.
Jeśli chodzi o pytanie o raka, to wkrótce się przekonamy. Do końca roku będziemy znać wyniki z drugiego etapu badań klinicznych pacjentów z nowotworem. Rozwinęliśmy coś, co zahacza o science-fiction, a polega na przygotowaniu osobnej terapii dla każdego człowieka. W wielkim skrócie, jeśli ktoś choruje na nowotwór to wykonujemy biopsję, sekwencjonujemy DNA całej jego komórki rakowej – to jakieś 3 GB informacji. Potem bierzemy od tego samego pacjenta zdrową komórkę do porównania. Obie wrzucamy do Chmury Amazona i analizujemy wszystkie mutacje by dowiedzieć się, w którym miejscu pojawia się ta, która powoduje raka. Jak wiadomo, niektóre nowotwory są spowodowane setkami lub tysiącami mutacji – w każdym razie znacznie większą ilością niż Omikron. Bazując na tym wykorzystujemy algorytmy Sztucznej Inteligencji by obejrzeć całą komórkę i znaleźć mutacje protein w komórce rakowej. Te dane wracają do naszej fabryki, gdzie mamy robota, który wygląda jak wielka amerykańska lodówka. W ciągu tygodnia lub dwóch przygotowujemy lek dla tego konkretnego pacjenta, który wysyłamy do szpitala. Od momentu biopsji do wstrzyknięcia leku mija od 40 do 45 dni. To jest jedna z rzeczy, nad którymi obecnie pracujemy. Dane dotyczące leczenia tą metodą raka skóry – czerniaka – będziemy mieć przed końcem tego roku. Badanie polega na porównaniu do Keytruda, leku firmy MSD stosowanym w immunoterapii, który jest złotym standardem leczenia raka.
Pracujemy również nad rzadkimi chorobami genetycznymi, w których dzieci nie są w stanie produkować prawidłowych białek. Mamy bardzo intrygujące dane z badań klinicznych, w których testujemy sześć takich leków. Współpracujemy też z firmą Vertex, by dostarczyć mRNA drogą wziewną bezpośrednio do płuc u dzieci cierpiących na mukowiscydozę. Pracujemy też nad lekiem kardiologicznym, który byłby wstrzykiwany bezpośrednio w serce, w szpitalu zaraz po ataku serca. Mamy już dane z drugiej fazy badań klinicznych. Jak wiadomo, po przeżyciu ataku serca, z powodu uszkodzeń mięśnia sercowego jest duże prawdopodobieństwo wystąpienia wady serca. Nasza koncepcja zakłada, by w ciągu 48 godzin od wystąpienia zawału, wstrzyknąć pacjentowi dziesięć dawek mRNA kodujących białko nazywane VEGF-A. To białko, co zaobserwowano u ludzi, rewaskularyzuje tkankę. Pozostaje pytanie, czy w badaniach klinicznych udowodnimy, że ta technologia może być wykorzystana u kogoś, kto przeszedł atak serca.
Rozwijamy również inny lek kardiologiczny o nazwie relaksyna. To ludzkie białko, którego bardzo dużo produkują kobiety w ciąży. Dzieje się tak, ponieważ kobiety ciężarne w krótkim czasie przybierają bardzo na wadze. To masa ciała dziecka, wody, łożyska… W rezultacie serce matki musi być w stanie bardzo szybko pompować więcej krwi, nie doprowadzając do jego uszkodzenia. Natura rozwiązała to we wspaniały sposób sprawiając, że kobiety wytwarzają naturalne białko ze swojego DNA, nazywane relaksyną. Dlaczego więc nie moglibyśmy stworzyć leku w oparciu o to białko? To kolejna rzecz, którą już wkrótce będziemy testować w ramach badań klinicznych.
Przeczytałeś 40% wywiadu!
Całość dostępna w najnowszym numerze e-magazynu MGR.FARM
>> NOWOŚĆ! <<
Obejrzyj wywiad w formacie video. Link do nagrania w e-magazynie MGR.FARM











