REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pon. 4 stycznia 2016, 09:41

A mogłem być…

Kiedy byłem na studiach farmaceutycznych snułem marzenia o swojej karierze zawodowej. Wtedy nie było w niej apteki. Wspólnie z kolegami i koleżankami planowaliśmy pracę w przemyśle, koncernach farmaceutycznych i wielkich pieniądzach. Udało się tylko nielicznym. Reszta wylądowała w aptekach.

Jestem przekonany, że większość studentów farmacji ma takie marzenia. Treść marzeń zależy oczywiście od ludzkich ambicji. Jedni marzą o założeniu rodziny, domu i stabilnej pracy. Inni marzą o wielkiej karierze, szybkich samochodach i władzy. Farmacja daje szansę spełnienia każdego z tych marzeń. Pamiętam, że podczas studiów snuliśmy z kolegami i koleżankami plany o naszej przyszłej pracy. Możliwości było wiele. Ktoś chciał pracować w fabryce leków. Inny liczył na pracę w urzędzie. Niewielu marzyło o pracy w aptece, a jeśli już to w roli właściciele i kierownika.

REKLAMA

Oczywiście na niektórych taka właśnie posada już czekała. To były dzieciaki farmaceutów. Wysłani na te studia przez swoich rodziców, żeby zachować ciągłość rodzinnej tradycji. Często były to kolejne pokolenia aptekarskich dynastii, niekoniecznie szczęśliwe z przymusu kontynuowania rodzinnego planu i niezbyt utalentowane by bezproblemowo przebrnąć przez studia. W końcu jednak im się udawało. Dzisiaj grzeją ciepłe posadki w rodzinnych sieciach często nawet nie pracując z pacjentami. Spełniają się w marketingu i samorządzie – pnąc się po kolejnych szczeblach hierarchii…

Prawdziwy sukces udało się osiągnąć nielicznym i najambitniejszym. Tym, którzy już podczas studiów ciężko pracowali nad poszerzaniem swoich kwalifikacji i szukaniem kontaktów. Na wielu moich kolegów zaraz po ukończeniu studiów czekały propozycje pracy w koncernach farmaceutycznych – PV, produkcja, rejestracja, badania kliniczne. Jasno określona ścieżka kariery, atrakcyjne pieniądze i prestiż. Nie to, żebym im zazdrościł. Liczba takich miejsc pracy jest ograniczona i zdobywają je po prostu najlepsi.

REKLAMA
REKLAMA

Kilkoro moich znajomych pracuje obecnie też w urzędach. Po studiach wylądowali jak większość w aptekach, ale dość szybko z nich uciekli. Teraz sieją grozę przychodząc na kontrole do aptek jako Inspektorzy Farmaceutyczni. Jeden kolega załapał się nawet do URPL-u, gdzie dość skutecznie się zagnieździł powoli pnąc się do góry. Budżetówka może i nie jest najambitniejszą ścieżką kariery farmaceuty, ale z pewnością najbezpieczniejszą. W końcu w naszym kraju urzędy to 5 władza…

A ja? Jak większość osób z mojego rocznika wylądowałem w aptece. Przez kilkanaście lat zmieniałem miejsca pracy kilkukrotnie, jednak zawsze były to apteki. Najpierw byłem szeregowym pracownikiem. Później kierownikiem w kilku aptekach. W końcu udało mi się znaleźć odpowiednie miejsce do otwarcia własnej apteki. I oto jestem u szczytu swojej kariery – właściciel i kierownik. Oczywiście mógłbym iść dalej i otwierać kolejne apteki. Jeszcze kilka lat temu miałbym szanse na sukces. Jednak teraz coraz częściej zagląda w moje oczy strach. Zazdroszczę moim kolegom i koleżankom tego, że będąc farmaceutami nie muszą pracować w aptekach. Nie muszą znosić ciągłych upokorzeń, utyskiwań i konkurencji sieciówek. Apteka nigdy nie była moim marzeniem, jednak to właśnie ona stała się moim sposobem na życie. Nie traktuję tego jako porażkę – najzwyczajniej okazałem się w tym dobry. W pracy z pacjentem, zarządzaniem personelem i prowadzeniem własnej działalności. Niestety coraz bardziej boję się, że apteka wkrótce stanie się moim koszmarem. A mogłem być…

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA